Zaskoczył mnie Krzysztof Kłopotowski. Jednym zdaniem, dotyczącym podania przez CNN aneksu o materiałach kompromitujących Trumpa. Czytam: „CNN nie podała szczegółów tych informacji, bo nie mogła sprawdzić.”
Łaskawcy. Ograniczyli się do wyliczanki. To jeszcze gorzej, niż przytoczyć pełne oskarżenie – co winowajca zrobił i jak to wyglądało. Oskarżony a n e k s e m właściwie nie bardzo ma się do czego odnieść. Bo jeśli to zrobi, to w kolejnym oskarżeniu dyskutować będą z jego tłumaczeniem. W ten sposób można bez końca. „Pan się spił i łajdaczył”. „Nieprawda”. „Pan się spił, łajdaczył i jeszcze nie chce się pan do tego przyznać.” I tak dalej.
Wręcz zabawne jest, gdy Kłopotowski wyrokuje o prawdziwości oskarżeń: „Czy mogą być fałszywe, gdy zebrał je kompetentny szpieg brytyjski”. No, oczywiście, informacje od szpiegów to gwarancja rzetelności!
„Zabraknie nam uroku Obamy – pisze dalej Krzysztof K. z Ameryki – kiedy do Białego Domu wprowadzi się kłamca, brutal i cham”. Autor to pisze, bo nie mamy jeszcze 20 stycznia, gdy ów… zostanie prezydentem najważniejszego kraju świata. A zostanie. Teraz można jeszcze podskakiwać zamiast puknąć się w glacę.
Lubię bojowych facetów. Są jednak pewne granice. W rozmowach przed amerykańskimi wyborami stawiałem na Trumpa. Tak, jak teraz twierdzę, że we Francji wygra Marine Le Pen. Zresztą będzie to dla niej łatwe z uwagi na dwóch bezpośrednich poprzedników. To prawda, że na razie pożycza od Putina, ale to jeszcze nie znaczy, że… odda. Co ona rzeczywiście zrobi – zobaczymy. To samo dotyczy Trumpa. Bezczelna gazeta również w Polsce pisze sobie, co chce. Tak to już jest. Gołosłowie.
Kłopotowski pisze na ogół ciekawie, tym razem przekroczył jednak cienką czerwoną linię. Odpowiem Ci, Krzysiu, tak, jak na to zasługujesz: odwaga staniała, a rozum… wyparował…
SDP.PL to także mój portal. Otwarty jest dla wszystkich. Z wyjątkiem chamów. Jest wolność słowa, ale nie po to, żeby ją deptać.
Nieco poniżej, też na naszej stronie, Marek Palczewski nawołuje do umiaru. Intencja słuszna, ale to wołanie na puszczy. Mleko się rozlało. Oczywiście nie można tolerować fizycznej przemocy. Na miejscu pana Suskiego oddałbym jednak napastnikowi, natomiast posłanki Krystyny Pawłowicz trzeba bronić. Należy odszukać tych, którzy idąc za nią ulicą Piękną przez kilkadziesiąt metrów ogłuszali ją trąbkami, przystawiając je wprost do uszu pani poseł. To jednak należy potraktować po prostu pałą. Inaczej gówniarze nie zrozumieją. Fizyczne ataki powinny być fizycznie ukarane. Ostatecznie – wysokimi karami pieniężnymi. Natomiast agresja słowna, krajowa i zagraniczna, nie może pozostawać bez odpowiedzi. Najlepiej ostrej; oczywiście może być również reakcja prześmiewcza. Czasem to skutkuje.
16 stycznia 2017
Stefan Truszczyński
