Od dwóch tygodni w Sejmie trwa występ teatru amatorskiego, zwanego kiedyś Platformą Obywatelską. Maraton kabaretowy trwa. Gdybyż jeszcze był choć trochę zabawny! Ale nie. Chyba, że ktoś uzna za śmieszne blokadę Sejmu, powtarzanie w nieskończoność mantry „będziemy do skutku bronić demokracji ”, kipisze w prywatnych rzeczach nieobecnych posłów czy występy Joanny Muchy w numerze pt.”Pucz”. Poszturchiwanie posłanek, blokowanie dostępu do kaplicy na Wawelu, gdzie brat chciał się pomodlić za zmarłego brata, manipulowanie zachodnimi mediami. Zabawne - choć nie dla wszystkich - mogą być także wypowiedzi Adama Michnika „Jarosław Kaczyński jest jak Stalin, tylko bez ofiar” oraz Aleksandra Halla „wysoce prawdopodobne, że celem JK jest wprowadzenie rządów autorytarnych, przy zachowaniu demokratycznej fasady”. Jeśli więc teatr, to teatr absurdu, trochę z Jarre’a, trochę z Ionesco, uprawniony jest także trop Witkacego – oczywiście, jeśli główni protagoniści wiedzą, kim byli ci trzej panowie, bo nie ma co do tego żadnej pewności.
Władysław Kosiniak Kamysz, chcąc zarobić kilka punktów jako poważny polityk, rwie się do „negocjacji” i „kompromisów”. Ale co to mają być za negocjacje? Dalszy ciąg sporu czy przeniesienie obrad z Sali plenarnej do Sali kolumnowej i przegłosowanie tam ustawy budżetowej było legalne czy nie? Co za strata czasu! Jeśli mamy rozwiązać ten klincz, wykreowany przez power -hungry-opposition, trzeba zapomnieć o bieżących kłótniach i swarach. I niektórym posłom przypomnieć, a większość nauczyć podstawowych zasad demokracji. Bo choć Schetyna, Petru, Kosiniak Kamysz do znudzenia powtarzają „nie pozwolimy odebrać sobie demokracji”, założę się o duże pieniądze, że nie maja pojęcia o czym mówią. Nawet nie kartkowali polskich czy amerykańskiej konstytucji, nie mają też doświadczenia jak te zapisy przekładają się na codzienne życie państwa i obywateli. A więc krótki kurs, a raczej „instrukcja działania”.
Przez kilkaset ostatnich lat zachodnie demokracja wypracowały sobie dość skuteczne mechanizmy sprawowania władzy. Legitymacje władzy otrzymują od społeczeństwa te ugrupowania, które zaprezentują najkorzystniejszy i najbardziej atrakcyjny dla elektoratu program wyborczy. A więc wizja kraju, program partii, stosunek do ludzi i ich potrzeb, do prawa. Właśnie, prawa. Przecież nie można budować państwa na ruchomych piaskach, a prawo stanowi tu rodzaj konstrukcji stabilizującej. Jeśli więc PiS zamierza siąść z opozycją do okrągłego stołu, nie ma wyjścia jak rozpocząć korepetycje od podstaw, od ABC.
1/ społeczeństwo, a nie jego nikła część, lewicowe elity czy też opozycja są suwerenem, podmiotem zabiegów państwa,
2/ to partia rządząca, której program został wybrany przez społeczeństwo w wolnych, dodajmy, wyborach, dokonuje przebudowy państwa według swojej receptury,
3/ ugrupowanie przegrane nie ma innego wyjścia, jak – patrząc rządowi na ręce - zabrać się do pracy i przez cztery lata przygotować manifest wyborczy tak atrakcyjny, aby ludzie zechcieli na niego głosować. Nawoływanie do przemocy, anarchizacja kraju, „hybrydowa wojna domowa” - poprzez media, środowiska, związki zawodowe - to standardy reżimów jak Myanmar, Paragwaj czy Burkina Faso. Są to metody pozademokratyczne, a więc dziś już anachroniczne, nieprzyjazne organizacji nowoczesnego państwa.
4/ kompromis miedzy partia rządzącą a opozycją? Trzy razy tak, ale ostateczne słowo należy do partii rządzącej, bo tak zadecydował suweren, większa część narodu. Nie może być tak, że każdy postulat opozycji PiS „musi” przyjąć, bo inaczej „nie ma demokracji”. Ze im więcej ma do powiedzenia opozycja, „tym więcej demokracji”. To tak nie działa. Opozycja jest najważniejszym, ale jednym z wielu punktów kontrolnych – inne to media, społeczeństwo obywatelskie, organizacje pozarządowe, Trybunał Konstytucyjny, rzecznicy praw, etc. Jednak – tu inwokacja do rozhasanej posłów w Sali obrad - przestrzegać prawa muszą wszyscy. Opozycja nie może stać ponad prawem! Oto mały przykład jak ten mechanizm pracuje: The Prime Minister’s Questions, środowe pytania do premiera w brytyjskiej Izbie Gmin. Raz w tygodniu posłowie, partii opozycyjnych / laburzyści, lib-demokraci, jeden z UKIP i jeden zielony/ mają szansę przepytać , dziś panią premier Theresę May, czym ostatnio wykazał się rząd, aby jakiś ważny problem rozwiązać. A wiec najpierw słowo premiera, gratulacje, kondolencje, agenda na kolejny tydzień, potem 6 pytań od lidera opozycji, następnie 2 pytania od przywódcy kolejnego największego ugrupowania, a potem posłowie w kolejności – jeden z partii rządzącej, jeden z opozycji. I wszyscy te skomplikowana procedurę akceptują, bo ratuje przed chaosem.
Przez 25 lat obserwowałam prace Izby Gmin - w Wielkiej Brytanii jest pożyteczny dla dziennikarzy kanał BBC Parliament - i nie zanotowałam przypadku jak ten ostatni na Wiejskiej. Demokracja nie znaczy, że opozycja może sobie wpadać na mównicę, przepędzić Mr Speakera czyli marszałka Izby Gmin i bezterminowo okupować jego miejsce. Są historyczne procedury, które posłowie zaakceptowali, składając przysięgę, i teraz muszą je przestrzegać! Każda partia ma swojego whipa, jednoosobową komisje etyki, jest też komisja parlamentarna, która np. w 2009 roku zdecydowała, że sprawy 39 skorumpowanych posłów zostaną przekazane do prokuratury, a oni sami nie staną do kolejnych wyborów. I wszyscy oni, choć pochodzili i z partii rządzącej i z opozycyjnych, pokornie przyjęli werdykt. Bo najważniejsza jest transparentność i czystość systemu. Tylko wtedy parlament może ruszyć naprzód. Jeśli więc PiS zdecyduje się zasiąść z opozycją przy negocjacyjnym stole, tak właśnie należy ustawić sprawę.
Demokracja działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, kiedy wszyscy, władze, opozycja i obywatele przestrzegają prawa. Tego, które jest tak stare jak „Państwo” Platona i „Polityka” Arystotelesa. „Memoriał w sprawie uporządkowania Rzeczpospolitej” Ostroroga, „O poprawie Rzeczpospolitej ksiąg czworo” Frycza Modrzewskiego i Konstytucja Trzeciego Maja, którą wychwalał pod niebiosy współtwórca amerykańskiej konstytucji Tomasz Payne, francuski poseł Aleksander Bonneau i pruski minister spraw zagranicznych Eweld Fryderyk Hertzberg. Bo polskie prawo nie wzięło się z powietrza, to nasz wspólny europejski dorobek, i garstka lewicowych krzykaczy, połączonych wspólnym interesem z postkomuną, SB i służbami powinna dostać od społeczeństwa jasny przekaz. Precz, wasz czas już minął, dość traktowania większości społeczeństwa jak ludzkie odpady. Polacy wybrali rząd, który zapewnia „troskę o godne życie i materialną pomyślność wszystkim obywatelom”, a nie tylko zamożnym lewicowym elitom oraz ich elektoratowi .
Prawo i Sprawiedliwość winno przesłać następujący message : „choć zwycięzca bierze wszystko, jesteśmy gotowi na debatę o przyszłości Polski”. Ale w formule wspólnej lekcji demokracji, gdzie nie będzie się mówić o tym, kto miał rację, marszałek Kuchciński czy poseł Szczerba, ale powróci do wartości moralnych, które łączą parlamentarzystów amerykańskich, brytyjskich, etc, i do mechanizmów funkcjonowania demokracji. Ze wybór narodu trzeba uszanować, prawu się podporządkować, a pluralizm ideologiczny i religijny zaakceptować jako normę. Ze są punkty, gdzie spotykają się Platon, Frycz Modrzewski i Jan Paweł II – np. twierdząc, że „polityka bez wartości zwykle wyradza się w dyktaturę”. I że zasada ta dotyczy także prawa. Obawiam się jednak, że nie ma po stronie opozycji jednej osoby, która wiedziałaby o czym mówię. Współczesna lewica, komuną podszyta. Od Stalina do Mister Beana.
Elżbieta Królikowska-Avis. 1 stycznia 2017
