Rok 2016 był rokiem dobrym dla dziennikarzy. Może niezupełnie. Dla dziennikarzy był to średni rok. Dobry to był dla polityków. Ale skoro dla nich był dobry, to może był też dobry dla dziennikarzy, bo mieli o czym pisać i mówić? Awantura o Trybunał Konstytucyjny, okupacja Sejmu, manifestacje uliczne KOD, interwencje Komisji Weneckiej, afera reprywatyzacyjna – to tylko kilka sensacyjnych tematów dobrych zarówno dla tabloidów, jak i dla poważnych mediów, choć czasem mniej poważnych od tabloidów.
Nagrodę GRAND PRESS dla dziennikarza, a właściwie należałoby napisać dla dziennikarki roku, otrzymała Bianka Mikołajewska, założycielka portalu OKO.press. W tym konkursie wyróżniono głównie dziennikarzy mediów lewicowych i liberalnych, opozycyjnych wobec władzy. Nie ma na tej liście dziennikarzy prawicowych. Jak w poprzednich latach na pewno znajdą się oni na liście nagrodzonych przez SDP. Jedni nie wysyłają swoich zgłoszeń na konkurs GRAND PRESS, drudzy omijają szerokim łukiem SDP. W takiej sytuacji wymienię kilku, którzy moim zdaniem zasługują na nagrody w każdym konkursie. Oprócz wyżej wymienionej na liście umieściłbym (w kolejności alfabetycznej): Kamilę Baranowską, Krzysztofa Kłopotowskiego, Michała Krzymowskiego, Konrada Piaseckiego, Magdalenę Rigamonti, Dariusza Rosiaka, Andrzeja Stankiewicza, Iwonę Szpalę, Michała Szułdrzyńskiego, Łukasza Warzechę i Małgorzatę Zubik. Mógłbym jeszcze wskazać co najmniej kilkudziesięciu… Chyba więc nie jest z naszym dziennikarstwem aż tak źle, jak mówią medioznawcy i niektórzy dziennikarze? Wkrótce zostanie rozstrzygnięty konkurs SDP, bez rywalizacji w kategorii najlepszego dziennikarza. I słusznie, bo jak porównywać dobry wywiad z dobrym reportażem prasowym czy telewizyjnym? Ano nijak. Dlatego, od pewnego czasu, jestem przeciwnikiem tej kategorii, mimo że sam – kilka lat temu - wymyśliłem konkurs na najlepszego dziennikarza roku w Łodzi… Zobaczymy zatem, kogo wyróżni SDP. Wśród ciekawych objawień tego roku doceniłbym książki naszych kolegów ze Stowarzyszenia: Krzysztofa M. Kaźmierczaka (ciąg dalszy walki o pamięć o Jarosławie Ziętarze) i Błażeja Torańskiego o cenzurze w PRL. Przy okazji: czy ktoś podejmie temat współcześnie zauważalnej autocenzury dziennikarzy i ich uzależniających związków z politykami?
Gdybym jednak miał przyznać główną nagrodę za najciekawsze artykuły mijającego roku, to dałbym ją prawdopodobnie Magdalenie Rigamonti za cykl niezwykłych wywiadów z nietuzinkowymi osobistościami naszego życia publicznego (m.in. Antonim Krauze, Tomaszem Zimochem, Marcinem Wolskim), wzbudzającymi u odbiorców skrajne reakcje. Szczególnie polecam wywiad z Marcinem Wolskim, z którego opozycja dowiedziała się, że jak przegrała wybory, to „morda w kubeł”. Pomyślałem, że dobrze, że nie jestem politykiem, w dodatku opozycji, bo miałbym kłopot z realizacją konstytucyjnie przypisanej mi wolności słowa. Myślę jednak, że redaktor Wolski zażartował, a ja nie mam poczucia humoru, i niech tak zostanie…
W końcu roku na dziennikarzy spadły dwie wiadomości niezbyt miłe: pierwsza, o projekcie ograniczającym poruszanie się dziennikarzy po Sejmie, druga, o prawdopodobnych cięciach budżetu TV Biełsat, które praktycznie oznaczałyby likwidację tej zasłużonej stacji. W żadnej z tych spraw decyzje jeszcze nie zapadły, ale już same pomysły są groźne. MSZ planuje zmniejszenie dotacji dla Biełsatu z 17 mln zł do 5 mln zł. List w obronie stacji wystosowało do ministra Waszczykowskiego kilkudziesięciu naukowców, dziennikarzy i analityków. Do tej akcji przyłączyli się Polacy na Białorusi i białoruska opozycja. Ograniczenie finansowania telewizji Biełsat oznaczać może zmarnowanie jej 10-letniego dorobku, nie mówiąc o utracie pracy przez zespół dziennikarski. Tłumaczenie, że potrzebne są pieniądze na zwiększenie pomocy dla uchodźców syryjskich, i to kosztem pomniejszenia dotacji dla TV Biełsat, nie brzmią wiarygodnie. Wypadałoby, żeby w tej sprawie zabrało głos nasze stowarzyszenia, tak jak przeciwstawiało się zmianom organizacji pracy dziennikarzy w Sejmie. W tej ostatniej sprawie konieczne jest jednolite stanowisko dziennikarzy. Kuriozalny był wywiad, jakiego udzielił jeden z szefów oddziałów regionalnych SDP (będącym zarazem dyrektorem biura wojewody!), w którym mówił o potrzebie kompromisu z politykami. Jakiego kompromisu? Jeśli ktoś zabiera Ci twoje prawa lub pieniądze, a potem mówi, że odda połowę, to jest to dobry dla ciebie „kompromis”? W tej kwestii dziennikarze powinni twardo obstawać przy swoich warunkach i nie ustępować ani na krok, nie zważając, że jest to woda na młyn opozycji. Dziennikarze muszą być czujni, gdy politycy mówią, że bronią ich interesów, bo zachowanie polityków zawsze jest koniunkturalne i podszyte interesem politycznym. Dziś są z nami, jutro będą przeciwko nam, zależnie od potrzeb i sytuacji. I odnosi się to zarówno do tych będących u władzy, jak i tych z opozycji. Pamiętajmy, że z politykami nawet na zdjęciach nie wychodzi się najlepiej. Timeo Danaos et dona ferentes!
Na koniec tego przeglądu słowo o SDP. Półtora roku temu był nadzwyczajny zjazd w Kazimierzu. Czy ktoś jeszcze go pamięta? Czy pamiętacie propozycje opracowane przez zespół ds. Reformy mediów publicznych? Czy pamiętacie uchwały tamtego zjazdu? Czym miały być media narodowe? Jakie miała zadania proponowana przez nas Rada Mediów Publicznych (RMP)? Jak miały być wybierane rady programowe, itd. Pamiętacie, że chcieliśmy zlikwidować KRRiT? Nie pamiętacie? No to szkoda, bo ja pamiętam. Niestety.
Do siego roku 2017! Oby nie gorszego, a może jednak lepszego J
Marek Palczewski
30 grudnia 2016
