We wrześniu minęło 10 lat od jej śmierci. Teraz znowu o sobie przypomniała. Oriana Fallaci - wielka dziennikarka i pasjonatka, dla niektórych wariatka i rasistka, dla innych sumienie Włoch i obrończyni Zachodu przed islamem; profetyczny geniusz czy ksenofobiczna histeryczka? Ostatnie lata życia spędziła na walce z islamem i chorobą. Rak piersi okazał się silniejszy. Czy choroba miała wpływ na jej poglądy? Trudno spekulować i nie ma po co. Po Fallaci zostały setki wywiadów (z Kadafim , Chomeinim czy Rezą Pahlawim to już klasyka) i reportaży, setki esejów, felietonów i kilka znaczących książek - agresywnych, kontrowersyjnych, dla niektórych wręcz bluźnierczych, ale zawsze pisanych z pasją. Kilkadziesiąt artykułów Fallaci przypomniało Wydawnictwo Cyklady, publikując zbiór zatytułowany "Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie".
Nie chcę pisać recenzji. Precyzyjne analizy wymagają czasu, a ja właśnie skończyłem lekturę. Podzielę się tylko kilkoma refleksjami całkiem na gorąco, bo choć teksty zamieszczone w tym zbiorze nie są przecież nowe, to zawsze można je w nowy sposób odczytać. Od ich publikacji minęło od 11 do 56 lat. I dziś okazuje się, że owszem część z nich jest już tylko źródłem dla historyków dziennikarstwa, historyków idei i polityki. Część może służyć jako materiał na warsztaty dziennikarskie o tym, jak przeprowadzać wywiady i jak pisać eseje czy reportaże. Ale są też w tej książce artykuły, które po latach zyskały nową jakość, bo zagrożenie, o którym pisała Fallaci, nasiliło się i jej przepowiednie zaczęły się sprawdzać.
Fallaci zawsze broniła praw kobiet, dlatego tak bardzo zależało jej na opisaniu sytuacji kobiet w kulturze islamu. W jednym z artykułów napisała: "spotkałam też muzułmanki, których życie warte jest mniej niż życie krowy lub wielbłąda". Opisywała życie muzułmanek, które oglądają świat niczym zza krat więzienia - zakwefionych kobiet w krajach muzułmańskich od Oceanu Atlantyckiego po Ocean Indyjski. Życie kobiet, które jest dla mężczyzn tak mało użyteczne, że ich "narodziny nie są nawet zgłaszane w urzędzie stanu cywilnego". Fallaci poświęciła sprawie wolności i równości kobiet prawie całe swoje życie, propagując postawy tych, które przewyższały mężczyzn mądrością i zdolnościami politycznymi.
Drugi dominujący temat książki związany jest z nienawiścią Fallaci do dyktatorów. Być może największym jej wrogiem był ajatollah Chomeini. To przed nim zerwie z głowy islamską chustę, nazywając ją "głupią średniowieczną szmatą". To on powiedział jej, że nie podoba mu się, że irańska młodzież wyjeżdża na Zachód, "gdzie demoralizuje ją alkohol, muzyka uniemożliwiająca myślenie, narkotyki i rozebrane kobiety" czyli wszystko to, co w islamie jest zakazane. Należałoby może zapytać na kanwie tego wywodu, to dlaczego dziś muzułmanie tak licznie zaludniają Europę, która kojarzy im się przecież ze wszystkim z czym walczą? Dlaczego opuszczają swoją rajską krainę i szukają innej? Odpowiedż na te pytania dziś już nie nastręcza trudności. Odpowiedź jest zarazem i banalna, i przerażająca.
Fallaci odpowiada: muzułmanie kolonizują Europę, zamieniają ją w Eurabię. Wkrótce i chrześcijanie, i rdzenni Europejczycy będą na naszym kontynencie mniejszością, a szariat stanie się obowiazującym prawem. Fallaci formułuje radykalne wnioski, bo zjawisko islamizacji Europy obserwuje od dziesiątków lat, bo nie zaczęło się ono przecież po 11 września, ani po wybuchu wojny w Syrii. Teraz tylko ten proces uległ przyspieszeniu.
Tak, Fallaci nienawidzi islamu. Odrzuca politykę multikulti, odrzuca "mit umiarkowanego islamu". Odrzuca optykę przywódców islamskich, że konflikty na Bliskim Wschodzie to nasza - Europy i Satanów Zjednoczonych - wina. Uważa za haniebną uległość wobec islamu zarówno lewicy, jak i prawicy europejskiej, nie oszczędza też Jana Pawła II (w artykułach z początku XXI wieku); widzi "narodziny nowego faszyzmu, nowego nazizmu" (oczywiście kojarzy go z islamem). Wzywa Zachód do przebudzenia się, porównuje pasję i zaangażowanie muzułmanów z biernością i apatią Europejczyków. Pisze: "Europa przestała być Europą, stała się islamską prowincją". Co napisałaby dziś? Czy byłaby jeszcze w stanie bardziej dosadnie wyrazić swoje niezadowolenie i oburzenie? Co Fallaci, gdyby obudziła się ze swego snu, powiedziałaby dziś Europie, jeśli już kilkanascie lat temu pisała o braku asymilacji, integracji czy wręcz o nienawiści wobec kultury europejskiej imigrantów z krajów arabskich i Afryki Północnej.
Nie wiem, co by powiedziała, ale wiem, że jej oczy na pewno nie zniosłyby widoku obecnej Europy. Niezależnie od tego jednak, czy się z Fallaci zgadzamy czy nie, to lektura tej książki jest obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć historyczne korzenie współczesnych relacji Europy z islamem.
Marek Palczewski
8 grudnia 2016
Oriana Fallaci, Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2016, ss. 558.

