Mistrz - redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita” - warsztatowo pisze gorzej od dziennikarzy ze swych łamów.

Na drugiej stronie „Rzeczpospolita” publikuje (regularnie) krótkie komentarze, zazwyczaj polityczne lub gospodarcze, aprobatywne czy krytyczne wobec możnych tego kraju. I chwała. Gdyby jednak zmierzyć proporcję (tu ukłon w stronę naszego medioznawcy, kol. Marka Palczewskiego), to liczba publikacji, mówię w wielkim skrócie, propisowskich okazałaby się niewspółmiernie mniejsza w stosunku do proplatformerskich czy wręcz dytyrambicznie platformerskich.  

W numerze 267 z 16 listopada na owej stronie komentatorskiej, pierwszy od lewej, a więc w miejscu najbardziej czytelniczo percepcyjnym drukowany jest komentarz redaktora naczelnego pod pozornie informacyjnym tytułem „Rząd wewnętrznych podziałów”. Komentarze zamieszczone obok mają w przeciwieństwie tytuły stricte publicystyczne: „Efekt 500plus to za mało” i „Plac budowy czy pobojowisko”.

W „Rządzie wewnętrznych podziałów” Chrabota - redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita” - daje upust swej abominacji do PiS; jego prawo, każdy publicysta może – to nasze powołanie - publicznie głosić poglądy uznawane przezeń za słuszne, a każde medium ma prawo do własnych preferencji poglądów ideowo-politycznych. Wszelako pod jednym warunkiem: że nie niweczy zasad warsztatowych i etycznych twórczości dziennikarskiej. Jednakże niechęć Chraboty do partii rządzącej jest widocznie tak silna, że o tym warunku zapomina, a może go nie zna? Pisze mianowicie, że „dziś podziały są większe niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 25 lat”. I zaraz: „Konsekwencja i spójność odnosi się tylko do rozmontowywania reform przeprowadzonych przez wszystkie poprzednie ekipy”. Ale jaki związek myślowy mają owe „zwiększone podziały” z treścią drugiego zdania? Czytelnik oczekiwałby tutaj raczej konstatacji, nie o ogólnikowym „rozmontowywaniu” reform, natomiast wyjaśnienia p r z y c z y n  owych podziałów największych w minionym ćwierćwieczu. Owa luka w rozważaniu publicystycznym jest umysłowo nieco dotkliwa, chociaż nie dyskwalifikuje jeszcze całego komentarza.

Dopiero następne sformułowania budzą zgrozę. Redaktor naczelny pisze bowiem „Poza tym liczne pęknięcia są w samym rządzie. Z pragmatycznym i rzeczowym myśleniem o gospodarce konkuruje ryzykowne dla budżetu nakręcenie polityki socjalnej. Z opanowaniem i odpowiedzialnością – niekompetencja, bufonada tromtadracja…”. Biedny odbiorca, czyta komentarz od początku, od środka i na wspak, a nie może znaleźć słów czy zdań, które by ukazywały, gdzie, i jak przejawia się owa bufonada i tromtadracja wewnątrz obozu rządzącego. Natomiast dowiaduje się z pytania retorycznego oczywistej prawdy, że PIS nie wyobrażał sobie tłumów „na ulicach pod sztandarami KOD”. W rzeczy samej, nikt - o chociażby tylko elementarnej kulturze politycznej - nie przewidywał pojawienia się Komitetu Obrony Demokracji i jego ekscesów, bo zarzut, że współczesna Polska jest niedemokratyczna, jest insynuacją cyniczną albo rojeniem wariata. Tymczasem Chrabota bez żenady twierdzi, że ów KOD to „potężny problem społeczny. Głupotą byłoby go nie doceniać”. No to chyba wkrótce zobaczymy redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” bez bufonady i tromtadracji na ulicznym spektaklu obok Petru, Mateusza Kijowskiego „pod depasze” z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” uosabiającym kwintesencję bezczelności polityczno-medialnej.

Rekapitulujmy. Bufonada i tromtadracja bez wskazania na przejawy tych cech, o jakich się mówi w zachowaniu osób, to formuły abstrakcyjne. Podobnie można twierdzić bez troski o uzasadnienie, że np. Petru to geniusz, Michnik pełen pokory, a Bogusław Chrabota rzetelny publicysta i redaktor...

Ale rzecz ważna – owa wspomniana druga strony numeru. Jest tam na prawym brzegu, złamany równolegle do dwóch poprzednich, komentarz o wypowiedzianym już powyżej tytule „Plac budowy czy pobojowisko”. Też, znowu posługuję się wielkim uproszczeniem, antypisowski, gdzie autor, Tomasz Pietryga, zarzuca partii rządzącej, że „nie widać (…) spójnego, konstruktywnego działania podporządkowanemu wspólnemu celowi. I zaraz po kropce: „Jaskrawym tego przykładem jest zapowiadana głównie za pomocą przecieków i ogólników reforma wprowadzająca jednolity podatek i likwidująca podatek liniowy..”. Oczywiście można i trzeba polemizować, czy rzeczywiście brakuje w działaniach rządowych spójności; można, ponieważ autor ujawnia przesłanki, jakie go do tej (mylnej czy trafnej) diagnozy skłoniły, pisze przecież „Jaskrawym tego przykładem…” i podaje przykłady; tu też można się zastanawiać, czy są one istotnie przekonywające. Ale są  w s k a z a n e, nie tak jak u redaktora naczelnego bufonada, tromtadracja tkwią sobie w tekście same dla siebie - chcecie to wierzcie, nie chcecie, nie wierzcie, jak w bajkach opowiadanych dzieciom albo czytelnikom o tak rafinowanej kulturze umysłowej jak Lech Wałęsa, wielki entuzjasta KOD.

Wniosek z tego co powyżej prosty, Chrabocie trzeba się uczyć warsztatu od swych dziennikarzy, jak unikać gołosłowności, która zabija wartość każdej wypowiedzi publicznej.

Jacek Wegner    

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl