Słucham nocnego wydania dziennika BBC World Service z ubiegłej soboty na niedzielę, i uszom nie wierzę! „W kilku krajach Europy – mówi spiker – odbyły się marsze protestacyjne przeciw rządowym cięciom wydatków publicznych. W Portugalii manifestanci żądali złagodzenia reform, w Polsce protestowali przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 roku życia”. I to był koniec newsa!

 

   Zwykle świetnie poinformowany Serwis  Swiatowy, dysponujący armią korespondentów rozsianych po odległych punktach globu,  ani się zająknął o prawdziwych przyczynach manifestacji „Obudż się, Polsko!”, ani  rzeczywistych rozmiarach protestu. Ze był to marsz w obronie TV Trwam, jedynej w Polsce stacji  katolickiej, którą KRRiTV w procesie cyfryzacji dyskryminuje. Ze upominał się o wolność słowa i pluralizm medialny, czyli, ostatecznie, stanął w obronie demokracji. To słowo – klucz nie pojawiło się w żadnej części newsa.  Ani dudu o tym, że protest zgromadził około 150 tys. katolików, którzy czują się dyskryminowani w swoim własnym kraju, gdzie ok. 90 proc.  obywateli deklaruje przynależność do tradycji katolickiej. Niezadowolonych z monopolu mediów lewicowo-liberalnych, które nie ominą żadnej okazji aby sponiewierać ich wartości,  wytytłać w błocie ich bohaterów, obrazić ich uczucia religijne, a  dziś odbiera się im jedyną stację telewizyjną, która  jest emanacją ich przekonań, nie tylko religijnych, lecz  historycznych, obyczajowych, moralnych.

   Światowy Serwis BBC ani słowem nie wspomniał, że w proteście uczestniczył związek zawodowy o historycznych zasługach, „Solidarność”, i że jego przewodniczący Piotr Duda  tak tłumaczył  swoje motywacje: „Jesteśmy tu z solidarności dla TV Trwam, bo „S” pamięta o postulatach Sierpnia. A postulat 3 brzmi – dostęp wszystkich do wolnych mediów”. Znana do niedawna ze swej  prawdomówności stacja „zapomniała” także powiedzieć, że w marszu „Obudż się Polsko!” brali udział członkowie i sympatycy największej polskiej partii opozycyjnej, Prawa i Sprawiedliwości, regularnie spychanej przez rządzącą Platformę Obywatelską – zapewne w ramach „demokracji inaczej” – do kąta.  I że ci z kolei protestowali przeciw „zwijaniu się państwa”, masowych likwidacjach szkół, szpitali, urzędów pocztowych, posterunków policji i zadawali głośno pytania: „Gdzie się podziały nasze podatki? Dlaczego nikt nie dba o nasz, obywateli, interes?  I czy demokracja może istnieć bez wolnych mediów?” A żadne z tych pytań nie przedarło się do BBC World Service.

     Należy więc zadać pytanie: co się stało prawdzie w drodze z Warszawy do Londynu? Dlaczego została okrojona do protestów  o charakterze ekonomicznym? Jak to się stało, że zgubiono najważniejszy motyw marszu: sprzeciw wobec niekompetencji władz, destrukcyjnym, niszczącym państwo działaniom rządu i  świadomej polityce dyskryminacji niepokornych, którzy w imię swoich wartości upominają się o pluralizm medialny, egalitaryzm społeczny i ekonomiczny, wreszcie demokrację. Otóż BBC „zgubiła” prawdę   o marszu, bo miała zostać „zgubiona”. Korzenie tego zjawiska tkwią w latach 70., kiedy KOR złamał monopol informacyjny PRL i nawiązał kontakty z Radiem Wolna Europa, Głosem Ameryki i paryską Kulturą. Najpierw robił świetną robotę: informował te ośrodki o represjach, jakie dotykały robotników w Radomiu czy Ursusie, pomocy im udzielanej, publikacjach książek, pism, apeli i oświadczeń. Ale potem, po rozłamie KOR, kontakty z zagranicą pozostały w rękach grupy Michnika i Kuronia, zaczęły się manipulacje zdarzeniami i opiniami, i przyprawianie Polsce „gęby” kraju zagrożonego klerykalizmem, antysemityzmem i … faszyzmem. Przypomnijmy sobie wszystkie te wywiady członków ROAD, potem Unii Demokratycznej i Unii Wolności, nie tylko dla Guardiana, L’Humanite, Unity czy BBC, i porównajmy to co istotnie działo się w Polsce z obrazem kraju, jaki wyłaniał się z tych wywiadów.

     Kiedy Bronisław Komorowski wygrał wybory, Guardian powtarzał  za Gazetą Wyborczą, jak za panią matką, „We wczorajszych wyborach wygrał kandydat rządzącej pro-biznesowej partii PO, usuwając trudności we wprowadzaniu reform, pomocnych w naprawieniu zniszczonych finansów państwa”. W podobnym stylu pisała dla Independenta Monika Scisłowska, a dla Financial Timesa - stały korespondent w Warszawie Jan Cieński, skądinąd bywalec TVN24.  Wnioski nasuwają się same: ci sami ludzie, którzy kształtowali wizerunek Polski za granicą w latach 70 – 90., trzymają monopol na informację o naszym kraju dziś. Wiadomo, że to korespondenci zawiadamiają polskich odbiorców, co dzieje się na świecie, ale także  świat o tym, co słychać aktualnie w Polsce. Lewicowo – liberalne media dbają o swoich wysłanników poza krajem oraz hołubią korespondentów zagranicznych, akredytowanych w Polsce. Jeśli powiem, że od 23 lat jestem jedynym w Wielkiej Brytanii korespondentem – konserwatystą, sprawa staje się oczywista. O tym wszystkim informowałam także największą polską partię opozycyjną – zero zrozumienia, media opozycyjne – słabe zrozumienie. Jak bohaterowie wiersza Tuwima, którzy „wszystko widzą osobno”. A mieć swoich ludzi w kluczowych punktach importu i eksportu informacji, jest równoznaczne z zapewnieniem prawdziwego i  pluralistycznego przekazu świata do Polski, ale także Polski za granicę.  Tak było zawsze, tak jest i będzie. 

 

Elżbieta Królikowska-Avis.

Londyn, 5 pażdziernika 2012.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl