Film o tragedii wołyńskiej zbiera pochwały. I ja bym do nich się dopisał, lecz nie znam warsztatu filmowego i nie wiem, czy z perspektywy X Muzy jest to dzieło udane czy ułomne. Jednak wedle mojego dyletanckiego gustu sporo w nim epizodów pozbawionych ścisłych powiązań fabularnych; inaczej: niełączących się ani następstwem czasu, ani porządkiem przyczynowo-skutkowym. Ale mniejsza. Niektórzy publicyści powiadają, że pewne sceny są zbyt naturalistyczne, jest to ocena wyabstrahowana z tematu - przecież film o rzezi wołyńskiej 1943 r. bez ewokacji okrucieństw byłby kiczem. A twórcom chodziło o wizję realistyczną - aż do bólu duszy Polaków.

Właśnie! Tylko czy na takie ujęcie tego tematu jest odpowiedni czas historyczno-polityczny?

Kiedy Ruś Kijowska stawała się częścią jednego państwa, jak wcześniej Podole włączone do Korony Polskiej, rozżarzyła się ściana wschodnia Rzeczypospolitej, gdyż wyzwalające się spod wasalstwa Tatarów Księstwo Moskiewsko-Suzdalskie zaczęło prawem kaduka rościć pretensje do całej Rusi. Wydawało się hospodarom moskiewskim, że taż sama religia legitymizuje ich dążenia do wchłonięcia tych ziem. Zaczęły się nie tylko wojny Rzeczypospolitej z Moskwą, ale też wskutek jej jątrzenia wybuchały na Ukrainie bunty kozacze.

Oczywiście Polacy i Litwini nie byli bez winy, bośmy nie chcieli uznać aspiracji polityczno-społecznych elity rusińskiej, Kozaków. A wystarczyło tak niewiele: nadać im szlachectwo, wszak i tak bez nich naszej szlachty było około dziesięciokrotnie więcej niż na Zachodzie, to nic by się nie stało, gdyby te liczby jeszcze się zwiększyły, a za to zyskalibyśmy bitnych żołnierzy. Lecz szlachta i magnaci obu narodów byli egoistyczni; ta wada przetrwała wieki i dziś również determinuje naszą elitę, zapatrzoną jedynie w złotego cielca.

            W latach 90. XVI w. Unia Brzeska była pierwszym w chrześcijaństwie aktem ekumenicznym, o czym dzisiaj w ogóle się nie mówi. A jednak od razu skażona złem – biskupów greckokatolickich nie dopuszczono do senatu, jakby katolicyzm zachodni był lepszy od katolicyzmu wschodniego. Za mądrym aktem ekumenicznym szła ludzka głupota, chciwość i diabelska pycha włodarzy naszej ojczyzny. Przez co owo zjednoczenie skłóciło nieprzejednanych Rusinów prawosławnych ze swymi rodakami greckokatolickimi i z nami. 

            Przed Chmielnickim, również w XVII w., były dwa butny kozackie. Acz początki tego stulecia zapowiadały się najwspanialszym połączeniem trzech narodów. W 1621 r. polsko-litewskim obrońcom Chocimia oblężonego przez Turków i Tatarów przyszedł z pomocą ataman Piotr Konaszewicz Sahajdaczny z wielotysięczną armią Kozaków. Żołnierze polscy, litewscy i rusińscy wspólnie przelali krew i uratowali swe państwo.

Drugi raz do przymierza polityczno-wojskowego doszło po trzystu latach. Ukrainiec Szymon Petlura na wezwanie Piłsudskiego włączył się do bojów z Rosją. Zwycięskiemu pochodowi wojsk polskich na wschód położyła polityczną tamę dominująca w sejmie endecja. Piłsudski po pokoju ryskim, dzielącym Ukrainę i Białoruś na części polską i sowiecką, miał podobno powiedzieć do oficerów Pelury: „panowie, ja was bardzo przepraszam”. Nie z powodu Piłsudskiego, a jednak z powodu Polski rządzonej wtedy przez narodowców, jak również niemożliwości stworzenia przez Petlurę armii ukraińskiej na miarę potencjału jego ojczyzny i potrzeby chwili, idea państwowości Ukrainy znów została zaprzepaszczona, a Rosja ponownie zbliżyła się do Wilna, Krakowa i Warszawy. Za dziewiętnaście lat zapłacił za to krwią cały świat.

Ukraińcy nie wyzbyli się idei własnego suwerennego państwa. W naszych czasach po rozpadzie Związku Sowieckiego stworzyli je i od razu wzbudzili wrogość Rosji oraz potknęli się, jak ongiś my, o obojętność Zachodu, pomagającego im obłudnie – słowami…  

Powstanie Chmielnickiego zdawało się całkowicie druzgotać wszelką o tym myśl. Chmielnicki oddał Moskwie w Perejasławiu lewobrzeżną część Ukrainy i zaraz przekonał się, a z nim  tysiące oszukanych Zaporożców, że dla Moskwy pojęcia wolności, swobód religijnych, które w XVII w., były utożsamiane z obywatelskimi, są puste. Zostały zaprzepaszczone zalążki samodzielnej Ukrainy.

Następny ataman, Iwan Wyhowski, wykazywał przez pewien czas sympatie propolskie, toteż on i Jerzy Niemirycz podpisali z wysłannikami sejmu Rzeczypospolitej w Hadziaczu ugodę, która de facto przez to, że sygnowali ją parlamentarzyści, łączyła się unią z dwoma podmiotami państwowymi – Polską i Litwą. Król Jan Kazimierz zobowiązywał się do erygowania w Kijowie akademii, trzeciej po krakowskiej i wileńskiej oraz utrzymania stutysięcznej armii z atamanem podległym bezpośrednio berłu, nie sejmowi.

Wciąż jednak na Ukrainie działały trzy wrogie sobie siły: polskie, moskiewskie i turecko-tatarskie. Wyhowski zmieniając ustawicznie aliantów zwiększał krwawy chaos i w końcu trafił pod lufy muszkietów polskich.

            Jerzy Niemirycz, Rusin z krwi i kości, z religii arianin (przynajmniej do późnego wieku, kiedy przeszedł na katolicyzm), łacinnik z kultury, polityk, dyplomata, entuzjasta Unii Hadziackiej, został zaś rozstrzelany przez swych rodaków Rusinów, których interesy reprezentował wobec polityków Rzeczypospolitej.

W następnym stuleciu ataman Mazepa, dawny paź Jana Kazimierza usiłował jeszcze wyrwać się ze szponów Moskwy i zjednoczyć Ukrainę, podzieloną przez Chmielnickiego, ale bez skutku. Ukrainę coraz mniej łączyło ze słabnącą Rzecząpospolitą, a Rosja jątrzyła i judziła. Ona też wywołała rzeź humańską, zapowiedź wołyńskiej; Ukraińcy mordowali Lachów, Żydów i swych współbraci im sprzyjających.     

            Na Wołyniu w latach czterdziestych byli Ukraińcy, Polacy, Żydzi i Rosjanie; Turków-Tatarów zastąpili Niemcy, jeszcze bardziej krwiożerczy od Azjatów. Ukraińcy zrażeni do Polski wskutek agresywnej, pełnej do nich pogardy naszej endecji, z którą władza sanacyjna, zwłaszcza po śmierci Marszałka, nie umiała sobie poradzić, sprzymierzali się z Niemcami. Sowietów też traktowali jak wrogów. Po 1941 r. mieli na swej ziemi sprzyjających im Niemców i znowu dwóch nieprzyjaciół: Polaków oraz Rosjan. Tych ostatnich w 1943 r. nie mogli dosięgnąć, bo byli tymczasem daleko. Polacy mieszkali zaś za zagrodą, małżeństwa były mieszane. I na nich wyładowali swą nienawiść w sposób przechodzący wszelkie racjonalizacje, pokazywane w filmie bez retuszy.

            Kiedy więc ogląda się „Wołyń”, powstaje w głębi duszy pytanie: jaki jest sens rozpowszechniania u nas tego filmu? Przecież implicite wynika z niego, że po tych zbrodniach nawet myśl o pojednaniu między nami a Ukraińcami jest abstrakcją. Sojusz z Kozakami w 1621 r. decydujący o zwycięstwie chocimskim, unia hadziacka acz będąca li tylko zapisem dobrych i mądrych wzajemnych życzeń polsko-ukraińskich,  działalność Mazepy, alians z Petlurą  pokazują jednak, że możliwe jest wspólne działanie i – co najważniejsze - arcypotrzebne.

            Część dzisiejszych Ukraińców żywi do nas, głównie wskutek przedwojennych działań endecji,  urazy nie do uleczenia. Śmiem twierdzić, że  również duży odłam Polaków nie chce im wybaczyć zbrodni popełnionych na Wołyniu. Doprawdy trudno przebaczyć. A jednak Niemcom bestialstwa z lat  1939 -1945 można było wybaczyć? „Wybaczamy” – napisali biskupi polscy. I dodali: „prosimy o przebaczanie”; to drugie zdanie jest figurą retoryczną o znaczeniu politycznym – neutralizowało terroryzowanie nas przez władzę pezetpeerowską, w czym mistrzem był Gomułka, zagrożeniem „odwetowców niemieckich”. Za co bowiem mielibyśmy przepraszać Niemców? Żeśmy ich zabijali, dlatego żeby oni nas i naszych Starszych Braci w wierze nie zabijali?

W każdym razie, skoro nasi duszpasterze przebaczyli Niemcom zbrodnie ludobójstwa, wojenne i wszelkie inne, to dlaczego nie mielibyśmy przebaczyć Ukraińcom, i to nie tylko wołyńskich z 1943 r. Kozacy Chmielnickiego też dopuszczali się zbrodni ludobójstwa, zwłaszcza na Żydach. Niektórzy historycy twierdzą, że pierwsze obozy zagłady Żydów powstawały w zbuntowanej przeciw Rzeczypospolitej Ukrainie Chmielnickiego.

Jeśli tak spojrzymy na „Wołyń”, to dojdziemy do wniosku, że teraz kiedy Rosja unosi się jak sęp nad Ukrainą, to ten film nie powinien być na razie pokazywany, albowiem utwierdza wielu Polaków w przekonaniu, że zbrodnie wołyńskie są nie do przebaczenia, nie trzeba tedy wspierać pobratymców znad Dniepru i Dniestru, a najlepiej pozostawić ich własnemu losowi. No tak, tylko że wtedy oni nigdy nie wyrwą się spod hegemonii Rosji.

W takim razie konkluzja, że film ten służy bardziej Rosji niż komukolwiek, byłaby logiczna.  Tymczasem nasza racja stanu wymaga, żebyśmy na razie rany wołyńskiej nie rozdrapywali i nie zmuszali Ukraińców do ekspiacji.

Na razie! Dopóki nie sczeźnie imperializm rosyjski, którego pierwszymi zdobyczami była zawsze Ukraina, a zaraz potem my. Wiedzieli o tym Piłsudski i Petlura, a wcześniej posłowie i senatorowie Rzeczypospolitej proponujący elicie Ukrainy w Hadziaczu unię państwową.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl