Histerii medialnej nie ma, ale zaciekawienie, kto obejmie woronickie carstwo, jest ogromne, zaciekawienie powodowane różnymi motywacjami: jedni chcą po prostu wiedzieć, inni ciekawi są, czy ich typy się sprawdzą, jeszcze inni woleliby wiedzieć, czy już się pakować, czy jeszcze można chwilę poobserwować. Najwyższy pułap motywacji to oczywiście (jak to u nas od dawna) pułap polityczny. I nie może być inaczej, skoro pozycja prezesa TVP SA porównywalna jest niemal z pozycją szefa rządu (a są i tacy, co uważają, że premier to przy prezesie z Woronicza postać drugorzędna).
Wyliczono, że ok. 60 proc. Polaków wiedzę o rzeczywistości, o świecie i swoim kraju, czerpie z telewizji. Nic nie trzeba – wystarczy nacisnąć klawisz na pilocie. Oczywiście, na pilocie są różne klawisze. Naciskanie jednego i tego samego przez ostatnie 8 lat dało efekt, jaki obserwujemy: Polska rozhisteryzowana, pokłócona, okłamana, rozczarowana… Ci, którzy naciskali przez te 8 lat wciąż ten sam klawisz, odzwyczaili się od faktu, że istnieje – obok prawdy medialnej, telewizyjnej - prawda obiektywna, „prawda prawdziwa”. Dziś, obudzeni ze słodkiej platformersko-chłopskiej drzemki, gotowi są na każdą zadymę, na każdy rzyg nienawiści, na łyknięcie każdego kłamstwa, każdej porcji demagogii. Bilans ich wiedzy o własnym kraju przestał im się zgadzać – pozycja „straty” znacznie przewyższa pozycję „zyski”. Do tego medialne unisono zostało zakłócone, pojawiły się na pilocie guziki, których naciśnięcie daje inny od oczekiwanego efekt. Co to się stało?
Tzw. opozycja telewizji już nie przejmie, przynajmniej na razie. Ale ta odbita z wrażych rąk telewizja, zwana dla niepoznaki „publiczną”, ma w zaistniałej sytuacji (patrz wyżej – 60 proc. zaufania do telewizji w ogóle!) do wypełnienia niebagatelną misję: musi sprawić, żeby pokazywany obraz był zgodny z obiektywną rzeczywistością; żeby nie powtórzyła się historia ze wspaniałego dowcipu. Znajomy mówi do znajomego: „Muszę chyba pójść do okulisty, bo co innego widzę, a co innego słyszę”.
Od blisko roku telewizją z ul. Woronicza kieruje prezes Kurski. Nie ma co w tej chwili wdawać się w detale, ale niemal powszechna opinia głosi, że wiele ów sojusznik i koalicjant PiS wiele dobrego nie zrobił: zmienić paru dyrektorów potrafi każdy; poza tym programy info zbyt przypominają okres Gierkowskiej propagandy sukcesu, a paranoiczny imperatyw „parytetów politycznych” w publicystyce powoduje, że głos destruktywnej, nie przebierające w środkach opozycji wciąż jest lepiej słyszany niż głos obozu naprawy Polski. Do tego z każdego niemal programu emanuje lewicowy bądź nawet lewacki ogląd świata, w dziedzinie publicystyki kulturalnej nadal mamy paradę oczajduszów, którzy opowiadają nam o dokonaniach innych oczajduszów. Gdy niedawno powołany przez prezesa Kurskiego na stanowisko szefa TVP Kultura Mateusz Matyszkowicz chwalił się publicznie, że obecny magazyn kulturalny PEGAZ to cudo wobec „zgrzebnego PEGAZA peerelowskiego”, omal nie umarłem ze śmiechu. Cóż, zaciąg młodziaków, którzy na mało czym się znają, ale mają silną motywację posiadania racji za wszelką cenę, owocuje takimi efektami. Podobnie jest z magazynem naukowym SONDA – okazuje się, że nieodżałowanej pamięci duet Kurek-Kamiński (z głębokiego PRL, a jakże!) potrafił przy pomocy owych „zgrzebnych środków” pokazać rzeczy znacznie ciekawsze, a do tego oni robili to po prostu lepiej. Dlaczego? Można się domyślać, że mieli motywacje wyższego rzędu, a to w twórczej działalności bardzo ważne.
Słowem nie za ciekawie wygląda obraz TVP SA, mała jest skuteczność oddziaływania, spada (podobno) oglądalność, o misji w zasadzie nie ma mowy, komercja jak rządziła, tak rządzi.
Trwa więc konkurs na nowego prezesa. Kandydują: obecny prezes Jacek Kurski, szef SDP i twórca Radia Wnet Krzysztof Skowroński, dyrektor TVBiełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy oraz reżyser teatralny Czajkowski. Jest już po przesłuchaniach przez Radę Mediów Narodowych, wyniki konkursu podane zostaną za 3 dni. Kto wygra? Jeden z najlepszych dziennikarzy polskich, sekretarz generalny SDP Stefan Truszczyński na tych łamach napisał krótko: „Wygra ten, kogo wskaże Jarosław Kaczyński”.
I tu apostrofa: Stefanie Drogi! Nie mogłeś dać przeciwnikom Dobrej Zmiany do ręki lepszego argumentu! Napisałeś przecież między wierszami (bo nie expressis verbis), że cały konkurs i przesłuchania to atrapa! Pic na wodę i fotomontaż! Rada się biedziła i pociła, a i tak wszystko rozstrzygnie Prezes. Nie widzisz tu pewnego niebezpieczeństwa?! Toż idąc tą drogą można powiedzieć: „Po cholerę ten cały rząd? Po co prezydent? Jeden Prezes wystarczy.” Zacięci wrogowie Dobrej Zmiany z pewnością to podchwycą. No bo jeśli najlepsi, najzdolniejsi, najmądrzejsi orędownicy odnowy tak uważają, to co mówić o nienawistnikach, zawistnikach, sprzedawczykach?! Masz znaczną wiedzę o kandydatach, znasz ich lepiej lub gorzej. Ale czy trzeba zaraz pisać, że p. Romaszewska – Guzy, która bardzo dobrze podczas wysłuchania wypadła, to niepunktualna bałaganiara, która kieruje czymś, co nie wiadomo, czym jest (BIEŁSAT)? Żebyś dla równowagi choć napisał, że prezes Kurski to zadufany w sobie bufon, samochwała, pozer, który przed Radą Mediów popisywał się zmakaronizowanym slangiem techniczno-medialnym, co mało kto rozumiał; że za sukces swój brał programy, które zrobiły ewidentną klapę…
Pozwól, Drogi Kolego, że wciąż będę wierzyć, że o tym, kto będzie prezesem, nie zadecyduje wyłącznie PREZES.
