To jest nowa książka Jarosława Kaczyńskiego - nie o nim, nie rozmowy z nim, a przezeń samodzielnie napisana. Z wcześniejszą („Polska naszych marzeń” 2011 r.) łączy ją temat i aksjologia. Właściwie oba dokonania publicystyczne winny być wydane w odwrotnej kolejności, gdyż najpierw było kształtowanie IIII RP, a później, gdy już powstała, marzenia o jej przebudowie, która dokonuje się właśnie dzisiaj.. Na pewno więc wkrótce doczekamy się tryptyku – trzeciej części ukazującej, czy i jak udało się uzdrowienie Polski, czyli spełnienie marzeń z pierwszej książki.

W tej najnowszej „Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC” wydanej na początku br. autor napisał: „Decyzja mianowania mnie szefem tygodnika („Solidarność”- J.W.) wywołała furię środowiskową, daleką jednak od tego co później zdarzyło się po powołaniu Porozumienia Centrum”. Zbliża się z szybkością przemijania koniec A.D. 2016, a  dzieło to w mediach nie wzbudziło rezonansu, na jaki zasługuje.

 Zasługuje chociażby dlatego, że jest wspomnieniem brzemiennym w fakty o znaczeniu polityczno-dziejowym, gdyż autor już od dziewiętnastego roku życia, od Marca ’68, wikłał się w politykę. Po wtóre, owa autobiografia jest napisana pięknym językiem, jakim mówili i pisali nasi ojcowie i dziadowie z Dwudziestolecia. Ten sposób wyrazu uwidacznia tu tedy proweniencje ideowe, umysłowość, kulturę obu Kaczyńskich; obu, albowiem śp. prezydent też tak się wypowiadał w mowie i piśmie.

Treść zacytowanego passusu odkrywa nadto dramat  naszego społeczeństwa. Maria Dąbrowska w swych „Pamiętnikach”, literacko niezrównanych, chociaż jak na moje upodobania zbyt lewicowych, odkryła w naszych dziejach „ścieranie się dwóch narodów”. Idąc tropem pojęć używanych w naszej historiozofii o „narodzie szlacheckim”, odnieśmy treść przenośni Dąbrowskiej do „narodu solidarnościowego” i zauważymy, że ratując prawie połowę Europy przed duchową zagładą, był immanentnie skonfliktowany. Kaczyński pisze także, iż większą część działaczy ze zwycięskiej już Solidarności (początki lat dziewięćdziesiątych) „szczególnie rozgniewał artykuł Piotra Wierzbickiego «Familia, świta, dwór», mówiący szczerze o podziałach w obozie  solidarnościowym. Po latach właściwie wszyscy przyznają, że Wierzbicki napisał prawdę. Wtedy mówiono o nikczemności”. Pozwolę sobie tu zauważyć, że treść ostatniego zdania bezosobowego historycznie ma czas teraźniejszy - nadal opozycja nikczemnością nazywa demaskację jej krętactw. Od stuleci tak postępujemy: nikczemności zarzucamy nie tym, co są nikczemni...  

Kaczyński umiejętnie, jak przystało na utalentowanego pisarza, łączy powagę z humorem, powiedzielibyśmy, z dowcipem sytuacyjnym niczym w komediach literackich. Nie przelewało się w rodzinie młodych Kaczyńskich, przede wszystkim brakowało podstawowych artykułów spożywczych, reglamentowanych, jak to się mówiło u schyłku PRL. Większość Polaków była w podobnej sytuacji i znakomicie sobie radziła. Młody student Jarosław wchodził w głąb Bazaru Różyckiego „na mały placyk. Stałem. Po chwili  podochodziła do mnie pani, jak można było sądzić ze stylu bycia, emerytowana przedstawicielka najstarszego zawodu i pytała: - Czego potrzebujesz, misiu? - Kartek –odpowiadałem. – Umysłowej czy fizycznej? (...) Odpowiadałem, że potrzebuję fizycznej  kartki, bo to było cztery kilo mięsa lub wędlin, a nie dwa i pół.”. Za kilkadziesiąt lat ta sekwencja będzie dla nauczycieli liceów punktem wyjścia do lekcji z historii zbrodniczo-śmiesznego państwa zwanego Polską Rzeczpospolitą Ludową. Tak, z tych wspomnień, jak z niewielu innych, wyłania się obraz „dobrodziejstw” socjalizmu, którego Wojciech Jaruzelski bronił jak niepodległości. Nie obronił, ale skaził niepodległość, do której zrazu – piszę to z drwiącą przenośnią - dorwali się sami partacze. Wszelako 25 października ub. r. tchnęła w nas nadzieja przezwyciężenia patologii „monowładzy”, spadkobierców generała. Chociaż jej ziszczenie zapowiada się chyba na następne dziesięciolecia.

Niezliczona ilość osobistości znanych z pierwszych lat III RP przewija się przez kartki tych wspomnień. Niektóre nie wzbudzają sympatii. Na przykład Tadeusz Mazowiecki, określany wtedy z emfazą „pierwszym premierem niekomunistycznym”, który – cytuję Jarosława Kaczyńskiego – „podochodził do życia w Polsce ostrożnie (...) traktował  Jaruzelskiego jak osobę, z którym wszystko trzeba uzgadniać”. W pierwszych latach swego premierostwa wcale nie zamierzał zlikwidować cenzury, przeciwnie zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu objęcie nad nią szefostwa. „Bardzo mnie to ubawiło” – komentuje autor wspomnień. Później Mazowiecki poróżnił się z Kaczyńskim po przekazaniu mu „Tygodnika Solidarność”. Autor informuje: „Drzwi do Mazowieckiego miałem zamknięte”. Krótko mówiąc, Mazowiecki we wspomnieniach prezesa PiS jest wirtuozem oportunizmu.

Albo przy powstaniu  zrębów III RP, przed słynnym strajkiem 1988 r., dyskutowano w KKW nad listem Bronisława Geremka do Gorbaczowa. Zdaniem Kaczyńskiego był „zbyt ugodowy, lewicowy, nawet przypominający luksemburgizm” Kaczyński nie zdołał jednak przekonać gremium, wszyscy opowiadali się za Geremkiem. To nie dziwmy się, że w Platformie „Obywatelskiej”, powstałej z obu unii - Wolności i Demokratycznej – oraz jej planktonu tyle jest lewicowych i rusofilskich aberracji...

Takie były narodziny, niemowlęctwo i młodzieńczość dzisiejszej Polski. naznaczonej oprócz oportunizmu elit powszechną nieuczciwością. „Znaczna część «Expressu» była wynoszona z drukarni i sprzedawano ją nielegalnie. Trzeba było wynająć spółkę
 ochroniarską (a więc też opłacić się, można powiedzieć, środowisku)” - to straszna informacja o mafijności, która dziś opanowała również polityków. Elity trawi nadto pospolita „interesowność, pokora wobec bogatszego i silniejszego są ciężkimi chorobami. Tworzą one w Polsce cały syndrom. Jest to przejaw poważnej psychicznej  słabości niestety bardzo wielu Polaków” - jakby czytało się Piłsudskiego w nader złagodzonej ekspresji werbalnej...

Właśnie. Glebą umysłowości, kultury autora - i jego śp. Brata - jest dziedzictwo ideowe głównego twórcy II Rzeczypospolitej. „Kierowaliśmy się z Leszkiem poczuciem obowiązku”- ujawnia Jarosław motywy włączenia się, gdy nie mieli jeszcze skończonych dwudziestu lat, do buntu politycznego w Marcu 1968 r. To wyznanie powinno być mottem i zarazem przesłaniem dydaktycznym tej książki. Kto dzisiaj przystąpiłby dobrowolnie do działań patriotycznych wiedząc, jakie mogą za to spaść nań represje? Tylko ten, kto kieruje się godnością osobistą, narodową i państwową – jak Jozef Piłsudski i jego bojowcy. Dlatego Jarosław Kaczyński jest znienawidzony i postponowany przez licznych we władzach i społeczeństwie pogrobowców pezetpeeryzmu oraz najpospolitszych głupców. Trzeba powtórzyć: ten system antywartości wyrachowania, serwilizmu wobec bogatszego i silniejszego niszczy nas od wieków, ale nigdy nie miał takiej siły jak przez 45 lat PRL. I pozostał w naszych duszach niczym „jad, co nas będzie pożerać”.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl