Lokalna, transgraniczna gazeta czy portal nie potrzebują wielkich pieniędzy. Potrzebują pomysłu, solidarności i chęci do działania.

Bez większego echa przeszedł pomysł prezesa TVP Jacka Kurskiego dotyczący utworzenia wspólnej, anglojęzycznej telewizji, która miałaby przedstawiać punkt widzenia oraz promować kulturę, przyrodę krajów grupy Wyszehradzkiej. Wprawdzie wola polityków się pojawiła, ale ton i sposób przekazu tych deklaracji odbieram jako kurtuazję niż realną wolę działania.

Słowacki premier Robert Fico przyznaje, że pomysł dobry, ale przecież „diabeł tkwi w szczegółach”. Jego węgierski odpowiednik Viktor Orban, czeka wprawdzie na numer konta, na które trzeba wpłacić składkę, ale chyba nikt do tej pory tego rachunku mu nie przedłożył. A szkoda.

Bo pomysł naszego lokalnego BBC w tej części Europy zasługuje nie tylko na poważne rozważenie, ale wręcz błyskawiczne działanie. Dawno już bowiem kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie były ze sobą tak blisko i tak solidarnie. Warto to wykorzystać. I działać.

Do wielkich rzeczy potrzeba wielkich pieniędzy. Ale sukces można też budować małymi krokami.

Zacząć je można przy granicy, skąd najbliżej do naszych sąsiadów.

Weźmy takie Bieszczady. Jeden ze szczytów – Kremenaros – położony jest na styku trzech granic. Polskiej, ukraińskiej i słowackiej. Z niewielkiego przejścia granicznego nieodpodal dalej – w Radoszycach-Palocie, jest dosłownie rzut beretem do kapitalnego Muzeum Sztuki Nowoczesnej Andy'ego Warhola w słowackch Medzilaborcach.

Na Rynku w Ustrzykach Dolnych tłoczą się bracia z Ukrainy, od których wielu miejscowych powinno uczyć się przedsiębiorczości.

Z bieszczadzkiej stolicy w kilka godzin można dojechać do Tokaju, czy Egeru, gdzie latem język polski jest bardziej popularny od węgierskiego. Preszow, Koszyce, czy Bardejów są na wyciągnięcie ręki. Podobnie jak Lwów.

Kremenaros jest tam symbolem styku granic i kultur, ale też pokazuje bliskość narodów. Dlaczego więc tego nie wykorzystać. Skoro fantastycznie można współpracować przy okazji festiwali kulturalnych, to dlaczego nie można zorganizować wspólnych warsztatów, konkursów, dziennikarskich kongresów przygranicznych, czy wreszcie wspólnych mediów. Czasem kilkanaście kilometrów dalej, choć po drugiej stronie granicy dzieją się rzeczy ważniejsze niż w oddalonej nie tylko kilometrami, lecz częściej mentalnością, stolicy.

Lokalna, transgraniczna gazeta, czy portal nie potrzebują wielkich pieniędzy. Potrzebują pomysłu, solidarności i chęci do działania. Ktoś chętny?

Tomasz Nieśpiał

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl