Węgiel jeszcze mamy, choć już jedna kopalnia niemiecka. Wprawdzie z dyrektorem Polakiem, ale takim, który przy poprzednim rozdaniu odpowiedzialny był za górnictwo i wiadomo co zrobił. Markowski jego nazwisko i podobno się nawet starał, ale dobrymi chęciami to wybrukowane jest … Wody mineralne? Owszem w naszej ziemi – np. w Nałęczowie - źródełka biją jeszcze mocno. Ale to już nie polskie zasoby, sprzedano je Amerykanom. Ci potrafili rozbudować źródła tak bardzo, że rozwożące wodę tiry roznoszą miasteczko i zasmradzają atmosferę okropnie. Do tego stopnia, że grozi Nałęczowi utrata statusu uzdrowiska.
Wody termalne. Też są w Polsce. Ale jak przyszło do stawiana term np. na Warmii to widzimisię miejscowych kacyków doprowadziło do wybudowania obiektu w Lidzbarku Warmińskim. To bardzo zła decyzja ponieważ tamże woda niby gorąca ma na wyjściu zaledwie około 20 stopni Celsjusza. Natomiast w odległej o 20 kilometrów na zachód Ornecie tryska, a właściwie mogłaby tryskać, mając temperaturę ponad 50 stopni. Panie Kwiatkowski, ciągle jeszcze prezesie Najwyższej Izby Kontroli, już kilka razy apelowaliśmy do Pana. Dlaczego Pan się tym nie zajmie. To oczywisty przekręt i nepotyzm. Łatwo to zbadać, udowodnić i kogo trzeba ukarać. Nikt za NIK nie sprawdzi tej gospodarczej przewalanki?
Na szczęście dobrze się dzieje w Toruniu. Po zawirowaniach i szykanach racje prawdziwe i mądre zwyciężyły. Były tam diabelskie zakusy ale w końcu Ojciec Dyrektor przepędził szatana kropidłem i miasto cieszy teraz się z gorącej wody. Rosną tam na uczelni odważne kadry. Będzie kogo wysyłać na wymianę w miejsce ludzi nieuczciwych i niedorastających do stanowisk. Może w końcu zacznie się liczyć prawdziwa wiedza i odwaga.
W przeglądzie kopalin zajmiemy się jeszcze rzadkimi i drogimi zasobami tkwiącymi pod ziemią na Suwalszczyźnie. Dawno już to wszystko zostało przebadane i udokumentowane. Ale nadal panuje cisza wokół tego tajemniczego tematu. Trudno uwierzyć, że tak się dzieje, by Rosja nie dowiedziała się jakie skarby kryje Suwalszczyzna. Bo jeszcze przyjdzie jej do głowy anektować te rejony jak Krym. Oni o Polsce i tak wiedzą wszystko albo i więcej. Wprawdzie wojska czerwonoarmijne wyszły z Polski - pozostało jednak wielu „sympatyków” Moskwy, po prostu szpiegów. Czasem to bractwo snuje się smętnie pochodami przez nasze miasta. Może to i nieduże grupki jeśli porównać z dawnymi manifestacjami pierwszomajowymi – ale wtedy ludzi naganiano, a dziś idą z własnej woli. Takie umysłowe zaćmienie.
Mało nie straciliśmy polskiej miedzi, bo poprzedniemu kierownictwu zamarzyły się wojaże do Ameryki Północnej i Południowej. Tuż obok kopalni znajdują się pokaźne złoża. Trzeba teraz publicznie ujawnić, co i komu i za ile sprzedano. No i oczywiście - kto jest za to odpowiedzialny.
W Bałtyku mamy wiele skarbów, nie tylko nierozpoznane wraki. Na Ławicy Słupskiej jest wspaniały piasek budowlany. Teraz stawia się tam wiatrowe elektrownie. Ławica to wody bardzo płytkie. Poza uratowaniem przed rozkopywaniem dla wydobycia piasku ziem ornych, można by tam spod wody wydobywać kamienie. Podwodna penetracja ujawnia głazy narzutowe, które warto przynajmniej oznaczyć, by w przyszłości wydobyć fantastyczne bloki skalne. Ale jest jeszcze coś innego – mianowicie cyrkon. Znaczne ilości występują w piaskach plażowych nad Bałtykiem. Jest to ważne źródło pozyskiwania pierwiastka cyrkonu. Jest on stosowany do produkcji materiałów żaroodpornych i ognioodpornych, do produkcji ceramiki i szkliw, użyteczny w stomatologii jako alternatywa dla stopów metali, a także może być użyty do produkcji materiałów ściernych i włókien.
W Kowarach i okolicy mamy ciągle jeszcze złoża rudy uranowej. Informacje o tym, że w Polsce ona jest, dostarczają w świat buszujące u nas firmy doradcze. Oni wszystko wiedzą, nie muszą szpiegować. Dostają informacje na tacy. Usłużni zdrajcy różnej maści za łapówkowe ochłapy sprzedają tajemnice udając wariatów – że to niby tylko do wiadomości firm doradczych, które mają nam dostarczać najlepszych rozwiązań organizacyjnych i finansowych. Wycieka wiedza o Polsce grubą rurą. Agenci wszystkich służb mają tutaj łatwą pracę. Natomiast nasi agenci nie powinni zajmować się np. wyrywaniem laptopów dziennikarzom i podsłuchiwaniem ich. Jest kogo podsłuchiwać i szpiegować. Ale to już nie nasza brożka.
My chcielibyśmy natomiast uświadamiać np. takim wiceprezydentom Warszawy, którzy dziś szeroko rozdziewiają gębę ze zdziwienia, że to czego oni niby teraz nie wiedzą - wszyscy wiedzą doskonale od dziesięciu lat. Najprawdopodobniej wyrzuceni na pysk wiceprezydenci dojdą w końcu do wniosku, że już ich nie obowiązuje lojalność wobec przełożonej. I wówczas dowiemy się sporo.
Jeśli nie liczyć na refleks urzędników, oczekiwać tego można od prokuratorów. To prawda, że bardzo często zarówno policja jak i prokuratorzy mieli prawo się załamać - cała ich żmudna praca niweczona była przez nieuczciwego sędziego. Ta grupa zawodowa chce być decydentem ostatecznym. Niech poszuka przyczyn rozkładu we własnym gronie.
Zbója, oszusta Sąd Ostateczny może by i przestraszył, gdyby dotarło do przestępców, iż kara jest nieunikniona. W Polsce rekord prowadzonej sprawy sądowej to 24 lata. Jak więc tu się bać nieuchronności kary? Przestępca prędzej nogi wyciągnie niż sąd karę wymierzy. Strachy na lachy.
Były fabryki i kopalnie teraz niektórzy mają synekury w Brukseli. Mamy już spory oddział byłych premierów, jeszcze więcej byłych ministrów, byłych prezesów i dyrektorów. To całe towarzystwo śmiesznie jest tytułowane w nieaktualnym już nazewnictwie. Na domiar złego słyszymy o przyjmowaniu pozycji ojca przez syna. Nieważne czy potomek jest durny, czy leniwy. Ważne, by załapał się na odpowiednią synekurę. I tak to się nadal dzieje.
Mamy – nie mamy. Drgnęło. Społeczeństwo czeka na efekty dobrej zmiany.
15.09.2016 Stefan Truszczyński
