To nie jest tak, jak twierdzi Gazeta Wyborcza z Warszawy, ze Wielka Brytania oglosiła bankructwo, “państwo się zwija”, Wielka Apokalipsa.  Ale nie jest też tak, jak pisze w Do Rzeczy Piotr Kowalczuk z  Rzymu, ze “dumny Albion ma się nienajgorzej”. Prawda jest taka, że “dumny Albion” zamarł w oczekiwaniu. Znajduje się w jakimś dziwacznym stanie zawieszenia? hibernacji?  odrętwienia? jakiego nigdy przedtem nie obserwowałam. Niby Londyn ze swoimi licznymi dzwigami i kranami wciąż przypomina wielki plac budowy, BBC nadal szczuje widzów i słuchaczy na Partie Konserwatywną, Elżbietę II i Brexit,  jednak czuje się stan przejściowy,  oczekiwania, dezorientację i niepewność jutra.  Zwłaszcza, że chaotyczne ruchy obecnej premier Theresy May, a na pewno wczorajsza rezygnacja z polityki byłego, Davida Camerona, wcale nie ułatwiają ludziom zrozumienia sytuacji. W mediach podejmuje się tematy zastępcze, żadnych poważnych społecznych dyskusji.

Wystarczy spojrzeć na zestaw ostatnich newsów, żeby zorientować się o co chodzi.  Sięgnijmy po The Timesa: 1/ USA I Rosja zawarły umowę na wspólne działanie na rzecz odizolowania, a następnie likwidacji ISIS. 2/ rząd zdystansował się do opinii ministra handlu zagranicznego Liama Foxa, który podczas nieoficjalnej kolacji w Westminsterze powiedział:” Nasi przedsiębiorcy  stali sie zbyt leniwi i wygodni i w piątek po południu wolała grać w golfa niż sprzedawać towary  I przyczyniać się do rozwoju zamożności naszego kraju”. 3/ Kontrowersje podczas wystawy fotograficznej w LA w związku z usunięciem słynnego zdjęcia młodej nagiej Wietnamki, na której napalm spalił sukienkę wraz z fragmentami skóry. 4/ Doroczna pielgrzymka muzułmanów Hadj do Mekki. 5/ wyciek z gabinetu premier poufnej informacji na temat zastosowania system free voting w sprawie trzeciego pasa stratowego na lotnisku Heathrow – po które do tej pory sięgano tylko w głosowaniu ustaw dotyczących wolności sumienia. No I kolejne złote medale dla Brytyczyków na Paraolimpiadzie w Rio. Wszystko co widać I słychać, to tematy zastępcze, ani słowa o Brexicie ani przyszłości kraju, co pogłębia jeszcze powszechną dezorientację.

   W sobotę pojawił się temat nowy – jeśli nowym można nazwać problem wałkowany od  lat – atak na Therse May za jej plany rewitalizacji tzw. grammar schools, szkół o rozszerzonym programie, przeznaczonych dla zdolnych dzieci z uboższych  rodzin, których nie stać na szkołę prywatną. Ten świetny pomysł, cel westchnień każdego rozsądnego, a niebogatego rodzica, jest blokowany przez przemądrzałych liberałów pod pretekstem “dalszych podziałów w społeczeństwie”. Więc pewnie będziemy mieli dalsze równanie w doł i  kontynuowanie w szkołach produkcji  już nie poł, a cwierć – analfabetow. Dalej, ten sam Times przynosi news o starannie ukrywanej dotacji związkowców  z Southern Rail, kolejarzy, na kampanie o utrzymanie  pozycji lidera labourzystów Jeremy Corbyna, mocno nadszarpnietej po ostatnim   votum nieufności. Następnie, niemadra wypowiedź szefa policji okregu Midlandy, apelującego, by pozwolić muzułmankom – policjantkom nosić czadory, która spwodowała reakcję samych muzułmanów. Rzecznik Związku Brytyjskich Muzułmanów Omer El-Hamdaan tak to skomentował: ”Procent kobiet, zasłaniających twarz jest u nas mały,no I te kobiety raczej nie zglaszaja sie do pracy w policji”.  W tymże Timesie znalazłam także spory artykuł pt. “W tym kraju nie ma miejsca na zbrodnie nienawiści – powiedziala Theresa May”. Chodzi oczywiście o zamordowanie jednego I pobicie kilku innych Polaków w Harlow, Essex. Artykuł, trzeba przyznać, rzetelny, cytujacy premier Beatę Szydło I  ministrów Waszczykowskiego, Błaszczaka I Morawieckiego, wyrażających niezgodę na akty ksenofobii wobec Polakow, zreszta wszystkich imigrantow, a na koniec wypowiedz rzecznika Downing Street, utrzymana w tej samej tonacji. Tu trzeba przyznac, ze ostatnio w brytyjskiej prasie spotyka sie znacznie wiecej materiałów o Polakach, I znacznie bardziej wyważonych.

   W lewicowym  Guardianie – dokladnie jak w Gazecie Wyborczej – nakręcanie spirali po-brexitowego strachu. Na jedynce “Brytyjscy turyści będą pozbawieni swobodnego podróżowania po Europie”, czyli będą musieli aplikowac o wizę w każdym kraju, który będą chcieli zwiedzić. Potem o “rewolcie torysow przeciw rewitalizacji grammar schools”, po czym okazuje się, że  ta rewolta torysow, to jeden głos poslanki Nicky Morgan, zresztą cameronistki. Dalej – recenzja, a raczej reklama filmu  “Eat, Pray, Love”, opowiadającym o kobiecie, która zostawiła męźa I rodzinę i uwiła sobie lesbijski romans. Czyli coś miłego dla środowisk LGBT.  No I jeszcze jedna drobna manipulacja – opowieść o “licznych flagach Unii Europejskiej podczas ostatniej, rozrywkowej nocy Proms”, gdzie dotąd królowaly flagi brytyjskie. Widziałam cały koncert, choragiewek unijnych tyle, co kot napłakal, tonely w morzu Union Jacks, no, ale miło jest trochę namącić, prawda?

   No I na koniec nieoceniony tabloid The Daily Mail. I jeszcze inny pogląd na sprawę grammar schools, tym razem mocne wsparcie dla Theresy May, I krytyka free voting, planowanego przy okazji  projektu trzeciego pasa startowego na Heathrow, co Daily Mail uważa za nadużycie.  No I kpiny w żywe oczy z Dave’a Thompsona, szefa policji w Midlandach, któremu nie przeszkadzałyby  na posterunkach i ulicach  zakwefione  policjantki.  No i, jakże słuszna, obrona piosenkarza Cliffa Richarda, któremu policja I BBC urzadziły  istne piekło – ta druga skrzętnie nagłaśniając śledztwo o pedofilię -  które zresztą umorzono. Chodziło o upolowanie jedynego chyba w tutejszym show businessie chrześcijanina, który nie boi się opowiadać o swojej wierze.

   Sami Państwo widzą, że wszystko to tematy zastępcze, trzeciorzędne, bądź cząstkowe. Zero newsów I kompletna nieobecność publicznych debat na temat najważniejszy, którym w istocie żyje Zjednoczone Królestwo, Brexitu i jego konsekwencji. Artykulu 50, stopnia zaangażowania rozmów z Brukselą, Special Relations Wielkiej Brytanii  z Unią – oczywiście, jeśli uda się ten status osiągnąć. Dziś to o brytyjskiej polityce można powiedzieć, że “jest wirtualna”, że istnieje teoretycznie”, bo nikt nie realizuje programu partii rządzącej, obiecanego wyborcom, nie mówiąc już o tym, ze taki program nie istnieje. Jeden nieostrożny ruch, I kraj wpadł w czarną dziurę, z której nie zna wyjścia. Tymczasem ten olbrzymi pojazd toczy się jeszcze starymi koleinami, dopóki nie utknie na dobre. Chyba, ze wydarzy się cud.  Ale czy w polityce można wierzyć w cuda?

                                                             Elżbieta  Królikowska-Avis. Londyn, 13 września 2016

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl