Te sierpniowe, tak przełomowe daty. 14 sierpnia 1980 r. rozpoczęcie strajku robotników w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Tak jakby oni sami chcieli powiedzieć wodzowi rewolucji dość! Stop! Partia robotnicza, która nie broni robotników. I która do nich strzela. Przecież między grudniem 1970 r., a sierpniem to tylko 10 lat. Dlaczego tego nie upamiętniono? Dlaczego nie ma pomnika zabitych robotników przez robotnicze rzekomo państwo? Teraz to są pytania oczywiste. A  wtedy wyrażały wolę skrzywdzonych robotników. Bo nie tylko domagali się naprawienia krzywd.  Domagali się prawdy! Z  zewnątrz można było odnieść  wrażenie, że to rewolta, ale bezsensowna. Ci, którzy pojechali do stoczni i zetknęli się ze strajkującymi robotnikami wracali odmienieni. Tam się mówi prawdę, a robotnicy-i słusznie-domagają się zrealizowania 21 postulatów. Ale najważniejsze było inne odczucie. W  zderzeniu z  wieloletnią, oficjalną propagandą, tam za murami stoczni mówi się prawdę. I ta prawda wymaga innego języka. Prostego, ale potwierdzającego jak jest naprawdę.

-Linia podziału dokładnie jest w tym samym miejscu jak w czasach mojej młodości-stwierdził za chwilę. -Z jednej strony cały czas ci, którzy walczą o prawdziwą niepodległość i polskie interesy. Drugie pokolenie Niezłomnych walczy z trzecim pokoleniem bezpieki. I front jest wciąż tam gdzie był wiele lat temu.

Andrzej Gwiazda z żoną Joanną mówili w tym roku na spotkaniu w Olsztynie:

-40 lat profesjonalnie zorganizowanej propagandy zrobiło swoje. To nie „Solidarność” obaliła komunizm. Od 1968 r. komuna i bezpieka odrzucili marksizm. I po latach na tym zarobili. Z tych wszystkich wydawałoby się absurdalnych wypowiedzi, teraz wszystko jest jasne i układa się w logiczną całość. A  do tego potrzebowali też  antykomunistów. W latach 60-tych był duży nabór agentów. Przecież tylko w Częstochowie, tak się  wydarzyło, że sekretarze  zadecydowali i wyjechali czołgami w strajkujących. Gdzie indziej „Solidarność” okazała się  silnym ruchem, związkami zawodowymi. Wielkim ruchem obywatelskim mającym poparcie i pracującym dla poprawy warunków życia ludu.

-I mimo, że na czele był agent, był noszony na rękach. A kto jest niesiony, ten nie kieruje. W  strukturach też roiło się od agentów. Mimo, że to oni profesjonalnie sterowali ruchem, ale „Solidarność” była zbyt potężną strukturą by mogli coś zdziałać. Byli bezradni wobec szeregowych członków. Przez te 16 miesięcy 1980-1981 bezpieka nie mogła sobie poradzić z obywatelską demokracją w „Solidarności”.  Czy chciała zlikwidować „Solidarność”? Była zbyt mądra i nie można było jej „przekręcić”. I Wałęsa też by nie zlikwidował związku.

I kolejna data. 16  sierpnia 1980 r. Koniec strajku? Po 3 dniach? Stoczniowcy mają swoje postulaty załatwione.  Odpada powód do strajku? (wtedy w oficjalnych środkach peerelu nazywanych „przerwami w pracy”). Przystępujemy do pracy? Ale zastrajkowało wiele innych zakładów na Wybrzeżu. To między innymi Anna Walentynowicz domagała się  kontynuowania strajku w stoczni. Bo tego wymaga robotnicza solidarność! Tak właśnie: solidarność z robotnikami innych przedsiębiorstw! Z poparcia robotników stoczni dla innych robotników zrodziła się ta prawdziwa Solidarność jako późniejszy związek zawodowy. Niezależny i samorządny.  Bo  dotychczasowe, peerelowskie związki zawodowe, uzależnione od robotniczej partii, nie było absolutnie robotnicze. I postawa Lecha Wałęsy wtedy 16 sierpnia 1980 r., który też  opowiadał się za  końcem strajku w stoczni. I dopiero pod  wpływem innych zgodził się na jego kontynuowanie.  Bo już wtedy mimo tej jedności i solidarności, były różnice!

-Linia podziału dokładnie jest w tym samym miejscu jak w czasach mojej młodości-stwierdził Andrzej Gwiazda. -Z jednej strony cały czas ci, którzy walczą o prawdziwą niepodległość i polskie interesy. Drugie pokolenie Niezłomnych walczy z trzecim pokoleniem bezpieki. I front jest wciąż tam gdzie był wiele lat temu.

I kolejne daty:  najpierw 30 sierpnia 1980 r. I podpisania pierwszego porozumienia wskutek sierpniowych strajków w stoczni w Szczecinie. A  potem 31 sierpnia 1980 r. podpisanie  porozumienia między  robotnikami, a  komunistyczną władzą.  I dziwaczne stwierdzenie przedstawiciela tej ostatniej: „Nie ma przegranych ani wygranych, nie ma pokonanych ani zwyciężonych”! Jak to nie ma? I kolejne porozumienie i ważna data. Tym razem 02 września 1980 r. w Jastrzębiu, na Śląsku. Czerwoni przegrali. Musieli uznać  racje robotników, tych samych robotników do których wcześniej, 10 lat przedtem strzelali. Bo taka była prawda! To strzały do robotników przyniosły owoce po dekadzie.

Spotkanie z  Joanną i Andrzejem Gwiazdą aż kipiało energią! Szczególnie gdy dochodziło do utarczek słownych. Sala konferencyjna Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie była zapełniona po brzegi. I co ważniejsze byli nie tylko ci, którzy ścierali się z milicją obywatelską, czy ZOMO i ci, których internowano, ale także sporo młodych ludzi, nowe pokolenia. Były działacz NSZZ „Solidarność” (odpowiadał za sprawy administracyjne w Warmińsko-Mazurskim Regionie) przerwał wypowiedź jednego z dyskutantów by „wrzucić swoje” o Wałęsie: „przecież jest domniemanie niewinności, dopóki komuś nie udowodni się winy, dajcie mu spokój”. Andrzej Gwiazda aż się wychylił zza  stołu prezydialnego. Odpowiadał i mówił ze  swadą, ale i z jakim przekonaniem! Nie było dokładnie słuchać co, ale mimika  wystarczała za najbardziej fantastyczne i przekonywujące przemówienie. Każdy kto patrzył, wiedział kto ma rację!

-Jeśli patrzy się na naszą obecną sytuację polityczną, to wszystko jest zrozumiałe i logiczne-tłumaczył Andrzej Gwiazda. -Wałęsa nie mógł się przyznać. Gdyby się przyznał, to by wykonał skok na łeb. Dowodem, że był agentem jest to, że się nie przyznaje.

-A także wtedy po stanie wojennym – mówił dalej. - Nikt by mu nie przebaczył. W tym jego mocodawcy. Bo agentom nie wolno się przyznać. I bezpieczniacy też go nie sypną. Jeżeli ktoś się nie przyznaje, to są dalej na służbie. Putin sam przyznaje: „czekistą się nie bywa, czekistą się jest”. Byłem wysłany na Syberię jako „wrag sawietskowo sajuza”. Widziałem te praktyki. Jak się sekretarz nie spodobał, to  go naganem  w łeb. I nigdy nie partia sama skazywała na śmierć. Ta była poza podejrzeniami. To robiły służby policyjne.

-Siedziałem w więzieniu 3 lata i miałem czas by to wszystko przemyśleć. I wtedy myślałem, że najważniejsza rzecz, to ujawnienie całej bezpieki. Niestety, potwierdziło się to, że my teoretycznie wywalczyliśmy Niepodległość, a  Kiszczak był Ministrem Spraw Wewnętrznych.

Niektórzy z twardogłowych dziennikarzy (są tacy niestety cały czas)  zarzucają  teraz  Sławomirowi Cenckiewiczowi, iż niewiarygodne jest to, co mówi w  sprawie wybuchu gazu w wieżowcu w Gdańsku w kwietniu 1995 r. I celowości by móc wejść do mieszkania płk Hodysza by zabrać kopie dokumentów w  sprawie L. Wałęsy. Niestety, niedosłyszeli chyba, że o tym mówili już niektórzy świadkowie w  latach 90-tych. A  Cenckiewicz znalazł teraz dowód! I to jest ta różnica! A niektórzy chcą to ukryć. Znów coś zamiast prawdy!

Bronisław Wildstein teraz pisze: Nie zbudowaliśmy nowego państwa, tylko sztukowaliśmy stare. Nie rozliczyliśmy dawnych zbrodni i dawnego zła. Układy z czasów komunistycznych zostały przeniesione do nowego systemu i ludzie, którzy wykorzystywali system totalitarny po to, żeby robić kariery, nadal z tego korzystali, tworząc sieć wzajemnych układów i powiązań, które w dużej mierze zdeformowały polską rzeczywistość i demokrację  

stwierdził także, że historia zmiany ustroju została „po części zafałszowana, po części niedopowiedziana”. Takim nonsensem jest opowieść, że komuniści sami postanowili oddać władzę, ponieważ ich celem było podzielenie się „odpowiedzialnością w sytuacji totalnego kryzysu ekonomicznego”. Metaforycznie można, niestety, powiedzieć, że III RP została zbudowana na zwłokach Solidarności-powiedział dobitnie.

 

-Wałęsa stworzył sobie układ, kooptował nową władzę zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. A więc to on rządził. Powstaje pytanie, na ile przez niego rządzili komuniści - tego do końca nie wiemy?

I kolejna data: 13 grudnia 1981 r. Wprowadzenie stanu wojennego przez generała W. Jaruzelskiego i rozwalenie wolności i samorządności. Ile prawdy jeszcze o tej naszej tragedii narodowej w walce o wolność nie ujawniono?

                       

   /-/  Andrzej Dramiński

                                     Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału

                                          Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl