-To, co możemy zaoferować zwiedzającym w Muzeum Grunwaldzkim nie przystaje do statusu miejsca, w którym się ono znajduje-stwierdził niedawno dr Piotr Nowakowski, kierownik działu archeologicznego Muzeum Bitwy pod Grunwaldem.
Mieszczące się na polu największej bitwy średniowiecznej Europy muzeum jest samodzielną instytucją kultury. Jeszcze kilka lat temu było filią Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Obecna oficjalna nazwa: Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku, województwo warmińsko-mazurskie. Ma powierzchnię 275 m². Eksponowana jest w nim wystawa stała „Wielka Wojna z Zakonem Krzyżackim 1409-1411 r.”.
Piotr Nowakowski przekonuje, że muzeum powinno godniej upamiętniać zwycięską bitwę z 1410 roku. Większość muzealnej infrastruktury pochodzi z lat 50 i 60.
-Muzeum Grunwaldzie jest tak ważnym miejscem w historii Polski, że należy je wyeksponować, a nie chować pod ziemią mocno zaznacza dr P. Nowakowski. -Tymczasem jest ono tak ukryte, że gdyby nie drogowskazy, to od strony wzgórza pomnikowego, można by pomyśleć, że nic tam nie ma.
O co chodzi? O infrastrukturę. Jeszcze w latach 60-tych ktoś tak to wymyślił by właściwa sala ekspozycyjna były schowana w skarpie. Na niej ławki do obserwacji makiety bitwy i widok na Pomnik Grunwaldzki. To ten, który postawiono w 1960 r., w 550 rocznicę tej Wielkiej Polskiej Historii. 15 lipca 1960 r. w kinie „Polonia” w Olsztynie (już nie istniejącym, napis się zachował, ale mieści się bank) odbył się pierwszy, przedpremierowy pokaz filmu „Krzyżacy” Aleksandra Forda. Przed wejściem był tłok. Takie było olbrzymie zainteresowanie społeczne naszą historią, naszymi dziejami. Dość powiedzieć, że „Krzyżacy” jest najbardziej dochodowym filmem w historii polskiej kinematografii, absolutnym hitem i filmem o największej oglądalności. Obejrzało go 2 miliony widzów w ciągu kilku miesięcy. 14 milionów w ciągu pierwszych czterech lat, a ponad 32 mln do 1987 r. W byłym ZSRR miał 29,6 milionów widzów, w Czechosłowacji 2,65 mln, a we Francji 1 mln. Czy to Państwu nic nie mówi? Dobrze i ciekawie zrobiona historia zawsze jest w cenie. I bez przerwy cieszy się ogromnym zainteresowaniem publiczności. To dlaczego teraz takich filmów nie robimy? A kolejne daty aż się proszą same! ! 100 lat odzyskania Niepodległości przez Polskę (1918-2018), 100 lat od zakończenia I wojny światowej. A potem w 2020 r. 100 lat od Bitwy Warszawskiej. Kto się tym zajmie? I to na miarę takiego filmu jak „Krzyżacy”?
Kierownik działu archeologicznego Muzeum Bitwy pod Grunwaldem podaje, że powierzchnia wystawiennicza, którą dysponuje placówka nie jest wystarczająca. Dodatkowe dwie, a nawet trzy kondygnacje lepiej pozwoliłyby upamiętniać wiktorię grunwaldzką i prezentować muzealne zbiory w całej okazałości. A teraz tak nie jest.
Ciekawe są dane dotyczące finansów. Muzeum Grunwaldzkie rocznie otrzymuje dotacje w wysokości miliona 200 tysięcy złotych. Czyli tyle samo co powiatowy dom kultury. Dzięki stworzeniu muzeum samorządowo – narodowego można byłoby zyskać nakłady finansowe z dwóch, a nie jak do tej pory, z jednego źródła. Dzięki temu placówka zyskałaby większe możliwości wystawiennicze, edukacyjne i naukowe. Misją muzeum jest praca naukowa i poszukiwanie śladów bitwy. Piotr Nowakowski nadzoruje prace archeologiczne mające na celu poszukiwanie rycerzy poległych pod Grunwaldem.
- Mamy za sobą dwa wolontariackie sezony międzynarodowych badań archeologicznych. Przyjeżdżają tu eksploratorzy m.in. z Wielkiej Brytanii, Danii, Norwegii i Litwy. Pracują za darmo i wydają własne pieniądze - mówi Piotr Nowakowski.
Jego zdaniem ciągle jest czego szukać. W trakcie dwóch ostatnich sezonów badawczych zgromadzono prawie 200 zabytków, które wiązane są z bitwą pod Grunwaldem, ale ze względu na brak miejsca nie można tego eksponować. Przez ostatnich 20 lat poszukiwań archeologicznych nie prowadzono. W tym roku badania, z wykorzystaniem najnowocześniejszego sprzętu badawczego, będą kontynuowane. Chyba nikt nie ma najmniejszej wątpliwości jaką rolę w Strategii Polskiej Polityki Historycznej ma do odegrania muzeum w Stębarku. W czasie spotkania w listopadzie ubiegłego roku w Belwederze na jej stanem Prezydent RP Andrzej Duda powiedział:
-Jestem ogromnie przywiązany do tych słynnych słów marszałka Józefa Piłsudskiego, które kiedyś, kiedy po raz pierwszy je przeczytałem, zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie-otóż powiedział on, że naród, który traci pamięć, przestaje być narodem, staje się zbiorem ludzi czasowo zamieszkujących określone terytorium. To niezwykle trafne słowa-przynamniej w moim przeświadczeniu-właśnie w odniesieniu do nas, Polaków, bo my mamy takie specyficzne położenie geograficzne i znajdujemy się w tak szczególnej sytuacji geopolitycznej, że w momencie w którym słabniemy jako naród, natychmiast słabniemy jako państwo, a to zagraża naszej suwerenności. I wtedy trzeba rzeczywiście ogromnego samozaparcia i woli przetrwania, żebyśmy istnieli nadal, żebyśmy potrafili po latach, dzięki różnym, szczęśliwym zbiegom okoliczności i genialnym przywódcom tę naszą wolność odzyskać. Państwo doskonale wiedzą, że na przestrzeni dziejów tak było.
Ale jeżeli spojrzymy na to, dlaczego polskość przetrwała w najtrudniejszych momentach naszej historii, to zobaczymy, że przetrwaliśmy dlatego, że nasza tradycja narodowa, język, kultura, wsparte wiarą, były po prostu cały czas obecne w polskich domach. I mimo różnych prób Polacy nigdy nie dali sobie odebrać przekonania o potrzebie posiadania swojego państwa. I dlatego po 123 latach, w 1918 roku, odzyskaliśmy Niepodległość.
Prof. Andrzej Nowak, Koordynator sekcji Narodowej Rady Rozwoju „Kultura, tożsamość narodowa, polityka historyczna” mówił na tym spotkaniu:
-Czesi potrafili wyprodukować, nominowany do Oscara, film poświęcony swoim zasługującym na podziw i szacunek lotnikom, broniącym w 1940 r. brytyjskiego nieba. Nam nie udało się tego zrobić, chociaż lotników zasłużonych w Bitwie o Anglię mieliśmy zdecydowanie więcej. Czesi mieli jeden batalion pod Tobrukiem-i nakręcili film fabularny, bardzo dobry film o obronie Tobruku. My mieliśmy brygadę, ale nam się jakoś nie udało zrobić o nich żadnej epopei. Ponadto w każdym podręczniku do historii...no może to przesada, ale na pewno w większości podręczników do historii XX wieku na całym świecie jako symbol okupacyjnej polityki niemieckiej czy nazistowskiej, jeśli ktoś woli taką wersję, w czasie II wojny światowej jest podawany jeden przykład: Lidice. Nie powstanie warszawskie, nie powstanie w getcie warszawskim, tylko Lidice. Dlatego, że ktoś wykonał dobrą pracę w zakresie polityki historycznej.
A propos dobrej pracy i „zakresu polityki historycznej”. I na jakie projekty polskie ministerstwa dają pieniądze.
Polskie Ministerstwo Kultury i dziedzictwa Narodowego dało fundusze na taki projekt, jak niżej opisany. Co za osioł (tak, dosłownie) to czytał i dlaczego ileś tam milionów złotych zdecydowano się wydać na coś, o czym autorka Dorota Nieznalska nie miała zielonego pojęcia. Koniec lutego 2014 r. W dużej sali wystawowej olsztyńskiego Biura Wystaw Artystycznych, na białych płóciennych ekranach widok rozwalonego pomnika. To zaproszenie na wystawę Doroty Nieznalskiej, znanej z kontrowersyjnych (bezczeszczenie krzyża i Chrystusa w Gdańsku) pomysłów „Tanneberg-Denkmal kult pamięci !” Artystka odwoływała się do historycznej spuścizny niemieckiego dziedzictwa kulturowego. A ponadto chciała przypomnieć: proces budowania zbiorowej tożsamości, świadomego współdziedziczenia historii, miejsc pamięci, ale również problem pamięci/zapomnienia, zniweczenia, zatarcia śladów”. Artystka rozdawała też oryginalne bilety wstępu z napisem „Tanneberg-Nationaldenkmal”. Wymowa wystawy była chybiona. W samym jej tytule był fałsz. Bo oficjalnie pomnik ten tak się nigdy nie nazywał. Pytałem o to na finisażu wystawy. Ponoć tak radził jej jeden z profesorów. Czyżby sam nie znał historii ? Pomnik ten najbardziej został zapamiętany z okresu hitlerowskiego, gdy stał się demonstracją siły groźnego reżimu. Co mamy zatem pamiętać ? Jaką świadomość współczesnych ma teraz budować ?
W tym samym 2014 r. minęło dokładnie 100 lat od wybuchu I wojny światowej. Prof. Andrzej Chwalba z Uniwersytetu Jagiellońskiego w wydanej książce: „Samobójstwo Europy Wielka Wojna 1914-1918” tak pisze: „W niemieckiej propagandzie bitwa pod Tannenbergiem stanowiła piękny przykład skutecznej obrony ziemi ojczystej oraz udany rewanż za pierwszy Tannenberg, czyli Grunwald 1410 roku. Dla kreatorów mitu nie było ważne to, że Rosjanie pod Grunwaldem nie walczyli, ale to, że tym razem pokonano Słowian. Dzięki takiej interpretacji mógł powrócić mit o odwiecznej wojnie niemieckiej kultury z barbarzyńskimi Słowianami.
Na finisażu wystawy odnoszono się do przemijania, do tego, że pomniki powstają, ale potem upadają i przykrywa je kurz historii. Jeden z dyskutantów odnosząc się do pomnika tannenberskiego posłużył się łacińską paremią : „sic transit gloria mundi” (tak przemija chwała tego świata) i wyraźnie powiedział, że taki los czeka prędzej, czy później wszystkie pomniki. Ale czy naprawdę ? Wystarczy teraz z porośniętej trawą równiny na pozostałościach tego pomnika w Olsztynku spojrzeć na południe w kierunku Grunwaldu. Tam pomnik trwa. Fałsz nie może się ostać.
Ale prawdy u nas też bardzo trudno dojść. Piotr Nowakowski poinformował, że trwają procedury polityczno-biurokratyczne związane z przekształceniem placówki: Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku w muzeum samorządowo-narodowe.
- Jesteśmy na dobrej drodze, tylko końca tej drogi nie widać-podsumował.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
