Żul pobił żula. Teraz pobity żąda od silniejszego 25 tysięcy złotych. Sędzia Kowalski drapie się w głowę. Przed chwilą sądził big-żula, który doprowadził do upadku zarządzanego przez siebie zakładu włókienniczego. Zniszczył „swoją” fabrykę, bo obiecano mu za to 25 milionów, też złotych.

                Jeden żul warszawski ma obitą mordę. Ten drugi ma pięści jak młoty. Żul, który jeszcze niedawno produkował ładne koszulki jest delikatny (na oko) i uśmiecha się sympatycznie.

                Ciekawe jakie zapadną wyroki?

                Facet, który sprzedał całą flotę wielkiego przedsiębiorstwa żeglugowego (176 statków) dostaje pensje eurodeputowanego w tysiącach euro, ma też zapewnioną wysoką emeryturę. Jego koleś, który partycypował w rozpirzeniu przemysłu ma do wyboru kilkadziesiąt jachtów i port żeglarski. Inni beneficjenci transformacji ustrojowej mają hotele i mega kombinaty turystyczne. Polityczne żule mają się dobrze. Choć dawno już powinni stanąć przed sadem.

                Wprawdzie jeszcze - naiwni dziennikarze - czepiają się ich po latach. Ale od publikacji do odebrania ukradzionego – daleka droga. Zbierają się teraz komisje, typowani są społeczni sędziowie. Przypomina się sprawę Rywina. Ale skąd wziąć równowartość sprzedanego „ulgowo” państwowego dobra. Kikuty fabryk z rozbitymi oknami hal produkcyjnych i biurowców straszą w Piotrkowie Trybunalskim (można oglądać z okna pociągu), Świętochłowicach (gruzy po wielkich zakładach „Zgoda” produkujących niegdyś silniki okrętowe), a nawet w Tolkmicku (po zniszczonych zakładach przetwórstwa rybnego).

                Mleko się rozlało. Już nawet zapowiedź obniżenia ubeckich emerytur wywołała ogromny rejwach. Bieda niszczy bezpowrotnie. Za to ukradzione procentuje. Upływający czas sprzyja przedawnieniu spraw.

                Czas to pieniądz. Rzeczywiście. Zarówno w biznesie uczciwym, jak i dla kandydata za kratki. Tylko Pan Bóg choć nierychliwy jest sprawiedliwy. Inni przywłaszczają sobie nazwy i określenia. Ziobro grzmi: to ostanie chwile chwilówek, ma zakończyć się bezkarność cwaniaków, którzy udzielają lichwiarskich pożyczek. Jasne!

                Ale nie do końca i nie dla wszystkich. „Wyborcza” przytacza natychmiast wypowiedź Tadeusza Białka, dyrektora zespołu prawnego Związku Banków Polskich: przepis jest bezcelowy, bo dubluje już istniejące regulacje. A wiec jest już prawo tylko egzekucji nie ma. Senator Lidia Staroń podjęła w Parlamencie ważną inicjatywę. Ale jest to inicjatywa PiS-owska, więc trzeba ją ośmieszać.            Słyszymy: „bezwzględni przestępcy wykorzystują ludzką łatwowierność”. Zaraz, zaraz, czy to tylko dotyczy pieniędzy? A co zrobić z bezwzględnymi łgarzami, którzy kłamią i manipulują informacjami? Pożyczkożerca naciągnie klienta na dziesięć – sto tysięcy, no może nawet zabierze mu domek. Jednorodzinny – w końcu! A gazeta kłamiąc śle łgarstwo do stu i więcej tysięcy czytelników. Kłamstwo oczywiste. I to nie jest karalne. Sto tysięcy ludzi czyta. Może nawet połowa nie wierzy. Albo łyka owe informacje częściowo, czasem z niedowierzaniem. Ale jednak łyka. I potem trawi.

                Rozsiewa się to na zasadzie: jedna pani drugiej … (wiesz kochaniutka redaktor Czuchnowski w Gazecie Wyborczej napisał, że Minister Błaszczak lekceważy ludzkie gesty europejskich społeczeństw, a przecież gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny Francuzi pod pomnikiem Mickiewicza w Paryżu organizowali demonstracje, palili znicze i składali kwiaty. Tragedię w Nicei Błaszczak wykorzystuje by szczuć na obcych i poniżyć Europę, której ktoś taki jak on nie jest w stanie zrozumieć. Taki minister to wstyd… ).

                Trzeba go wiec ośmieszyć przywołując stan wojenny w Polsce i wieszcza Adama.

                Ale co tam minister. Temat, który rozpali wchodzi na tapetę: Jedwabne. Wojciech Czuchnowski wraca do książki Jana Tomasza Grossa i jego ustaleń powtarzanych potem przez Prezydenta Komorowskiego. Czuchnowski pisze też, że Wildstein („przeprosiny w imieniu całego narodu polskiego z podniosłego aktu coraz bardziej przeistaczają się w groteskę”) to publicysta wygodny dla prawicy, bo: „słowa w jego ustach mają szczególne znaczenie”.

                Z artykułu trudno dociec czy Czuchnowski jest za tym, by wszystko zostało jeszcze raz zbadane, by przeprowadzono ekshumację do końca. GW przypomina obszerne ustalenia Grossa, podważa to co mówi Krzysztof Wyszkowski, Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk i Jan Żaryn – przypominając, że to teraz doradca Prezydenta. Natomiast powtarza jeszcze raz uparcie: o przerwaniu ekshumacji zadecydował ówczesny minister Sprawiedliwości Lech Kaczyński. Pyta wreszcie red. Czuchnowski: „tylko komu na końcu będzie wstyd?”.

                Ano zobaczymy po ekshumacji.

                Wiele się wkrótce dowiemy. O Amber Gold, o patriotyzmie Tuska, o przekrętach w stolicy, o biznesach prezydenta Gdańska i o wielu innych sprawach zamiecionych pod dywan.

                Sędziów - Kowalskich, Malinowskich i Zielińskich może od tego naprawdę rozboleć głowa.

                               22 lipca 2016                                                     Stefan Truszczyński 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl