Przez dwa dni oczy / i kamery/ świata spoczywały na Warszawie. W kwestii obrony, było to dla nas najważniejsze wydarzenie od daty wstąpienia Polski do NATO.  Po ciężkiej pracy możemy odtrąbić sukces i  na spokojnie, zastanowić się nad tym, co się zdarzyło.  A zdarzyło się wiele. Uczestniczyłam w Warsaw NATO Summit  jako ekspert, i co słyszałam, opowiem.

   Najpierw „widok z lotu ptaka”. Spotkanie świetnie zorganizowane, często słyszało się określenia „brillant” i „excellent”, a dziennikarz „Corriere della Sera” powtarzał, że „przygotowane znacznie lepiej niż w walijskim Newport”.  A rezultaty mogą okazać się  ważne i długoterminowe: nastąpiło  przebudzenie Olbrzyma,  co więcej udało się go przekonać,  że  zagrożenie  ze strony Rosji, to nie skutek  polskiego przewrażliwienia czy „rusofobii”, lecz fakt, który może być grożny dla całej Europy.  Nastąpiło przegrupowanie,  pewna zmiana akcentów, w Pakt wstąpił nowy duch. Słowem - NATO zmienia kurs. Dodatkowych smaczków dodawała świadomość, że spotkanie odbywało się w mieście, od którego pochodziła nazwa Paktu Warszawskiego.

  19 prezydentów, 21 premierów, 60 ministrów, 2 tys. gości i około 2 tys. dziennikarzy z całego świata. Obok Baracka Obamy – David Cameron, Angeli Merkel – Francois Hollande,  przywódcy NATO i Unii Europejskiej. Obok „Margaret Thatcher demokratów” Madeleine Albright - „Joanna d’Arc Ukrainy” Nadia Szewczenko. Nie sprawdziło się czarnowidztwo  Gazety Wyborczej, że światowi  liderzy zlekceważą Szczyt w Warszawie, albo że prezydent Stanów Zjednoczonych  będzie chciał nas ukarać  za TK i nie przybędzie. Sukces frekwencyjny był równie duży co organizacyjny. Jak pisał  tuż przed rozpoczęciem  Financial Times: „Szczyt zapowiada się jako niezwykle ważny ze względu na pogarszające się stosunki z Rosją …. ma być odpowiedzią NATO na rosyjską interwencję na Krymie i na Ukrainie … a obecność sił NATO w tej części Europy – sygnałem nie tylko dla Moskwy, ale i Zachodu. Komunikatem, że jeżeli Rosja zaatakuje,  będzie to znaczyło zaangażowanie w pełnowymiarowy konflikt z całym Sojuszem”. I dalsze wypadku potwierdziły przypuszczenia Financial Timesa.

   Widać było gołym okiem, że prezydent Andrzej Duda założył sobie, iż Polska będzie nie tylko gospodarzem, ale  gospodarzem aktywnym i współtwórcą kompromisów. Intensywne rozmowy dyplomatyczne trwały przez cały czas spotkania i mimo, że najpoważniejsze ustalenia zapadły wcześniej, najwyraźniej poprawiano je i dopracowywano. Debaty były tym trudniejsze, że odbywały się w cieniu wojny na Ukrainie,  Brexitu i widocznego podziału państw członkowskich na zwolenników  bezwarunkowego dialogu z Rosją / Niemcy i Włochy/, oraz dialogu warunkowego / Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Polska/.  Mimo tych wszystkich trudności Sojusz pokazał, że jest silny,  zjednoczony i gotowy do ewentualnej obrony. A podczas końcowych  konferencjach prasowych  usłyszeliśmy:

Prezydent Andrzej Duda: ”Będziemy mieli realną siłę NATO w Polsce” ,

Szef NATO Jens Stoltenberg: „Pokazaliśmy, że Sojusz jest zjednoczony”.

Prezydent Obama: ”W dziedzinie bezpieczeństwa Europa zawsze może na nas liczyć” i „NATO jest przykładem wielostronnej instytucji, dzięki której przetrwaliśmy wiele trudnych chwil”.

A teraz konkretne ustalenia spotkania w Warszawie:

  Wzmocnienie wschodniej flanki NATO przez rozmieszczenie, na zasadzie rotacji, 4 batalionów, liczących po 1000 żołnierzy każdy, w Polsce i krajach nadbałtyckich.  Państwa ramowe, to Kanada na Lotwie, Niemcy na Litwie, Wielka Brytania w Estonii i Stany Zjednoczone w Polsce. Ogłoszono wstępną gotowość operacyjną tarczy antyrakietowej, co oznacza oficjalne przejęcie przez NATO od USA kontroli  nad tym systemem obrony  w Rumunii. Państwa Sojuszu podjęły także współpracę w walce  z przestępczością w cyberprzestrzeni, a więc  „akt agresji na jeden z krajów członkowskich zostanie potraktowany jako atak na cały system”.  Potwierdziły również plan kompleksowego pakietu pomocowego dla Ukrainy, czyli doradztwo i wsparcie informacyjne. Jens  Stoltenberg zadeklarował także, iż Sojusz Atlantycki będzie wspierał wysiłki Gruzji do zachowania suwerenności i integralności granic. Zapowiedziano też nową misję na Morzu Sródziemnym, wspierającą  Unię Europejską  w zwalczaniu  kryzysu imigracyjnego w regionie. Dalsze misje szkoleniowe dla żołnierzy irackich w Jordanii, nowe centrum wywiadowcze w Tunezji jako pomoc w radzeniu sobie z ekstremistami, doradztwo rządowi Libii w walce z radykałami, przedłużenie misji „Resolute Support” i finansowanie afgańskiej armii i policji poza 2016 rok. Jak widać,  wcale niemało.

   A o czym mówiło się najczęściej w oficjalnych wystąpieniach i kuluarach? Po pierwsze, że nastąpiła rewitalizacja NATO, w której  Polska miała swój wielki udział. Ponadto,  że była to pierwsza, i udana, próba przełamania różnicy poziomów bezpieczeństwa Europy Zachodniej i Wschodniej, oczywiście na niekorzyść tej drugiej. Wspominało się także, iż „kiedyś wschodnia flanka znajdowała się w Niemczech Zachodnich, dziś w Polsce, i o tym przesunięciu warto pamiętać”.  Wskazywano na to, że Sojusz został obudzony nie przez przewrażliwionych Polaków,  lecz  rabunkowe wypady rosyjskiego niedżwiedzia.  Przez ostatnich kilka lat trudno było nie dostrzec, iż problemem Sojuszu Atlantyckiego był „słowo-czyn” . Hamletyzowanie i słowa, słowa, słowa…  Dziś najwyrażniej NATO dojrzało do autokorekty   i  w Warszawie nastąpiła zmiana tego niebezpiecznego dla Europy trendu. W wystąpieniach raz po raz  powtarzało się muszkieterowe „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”,  czyli odwołania do art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego.  Sojusz wydaje się powracać do żródeł,  jego spojrzenie na aktualne zagrożenia jest chyba  bardziej realistyczne niż jeszcze kilka lat temu. Z tym odzyskanym poczuciem misji i z nowym wigorem, Pakt wydaje się dziś instytucją „wznoszącą”,  podczas gdy Unia, na jego tle, „zstępującą”, schyłkową.

  Dlatego dużym sukcesem jest popisanie na Szczycie porozumienia między NATO i UE.  Współpraca tych dwóch wielkich struktur wchodzi  na następny, wyższy poziom, np. wspólne działania na południowej flance. Unia najwyraźniej nie ma własnej polityki zagranicznej – nie mówię o gnębieniu państw konserwatywnych groźbami kolejnych sankcji, bo to nie jest żadna polityka zagraniczna. Nie ma urzędników, myślących według logiki  europejskiego bezpieczeństwa. A hasło „wojny się skończyły, mamy pokój”, nie jest dobrą odpowiedzią na ostatnie zagrożenia, Rosja, niekontrolowana imigracja, terroryzm. Słyszało się także, iż  Unia powinna skończyć z kręceniem nosem na NATO, co obserwuje się pośród wysokich urzędników w Brukseli. Te dwie instytucje muszą być komplementarne, i powinny współdziałać.  I  porozumienie zawarte między NATO a UE w Warszawie popycha Unię w dobrym kierunku.

    Głównie po polskiej stronie słychać było: nareszcie zaczęliśmy artykułować nasze oczekiwania, stanowczo, ale bez roszczeniowości  czy agresji. I kontestując zasadę „wejście do UE i NATO, to wszystko o czym marzyliśmy”, staramy się zdobyć nowe instrumenty, tym razem do współdecydowania o losach swoich i Sojuszu. Mamy do tego prawo, mamy także duży potencjał rozwojowy.  Dalej, w Newport zadecydowaliśmy, że tzw. szpica w warunkach nowych zagrożeń, nie wystarczy do trzymania Rosji z daleka od naszych granic.  Szpica ma siedzibę w Hiszpanii, i w razie ataku nie jest w stanie zareagować szybko i skutecznie. Toteż  w lutym Polska uruchomiła projekt wzmocnienia wschodniej flanki, a w Warszawie wprowadziła go w życie. Choć koncept „wschodniego NATO od Bałtyku do Morza Czarnego” daleki jest do doskonałości, bo tymczasem siły rosyjskie i natowskie nie są kompatybilne,  jest w stanie działać odstraszająco.  Tak więc realizujemy  projekty z Newport,  tak jak  w przyszłości będziemy dopinać te, które zostały nakreślone w Warszawie.

    NATO  dysponuje coraz lepszym sprzętem,  ma coraz lepiej wyszkolonych żołnierzy. Ale wiele jeszcze trzeba zrobić, toteż  zobowiązano  państwa członkowskie do podniesienie budżetu na wojsko i armię do przynajmniej 2% PKB. A  Polska już osiągnęła  ten pułap.  No i nie tylko w kuluarach słyszało się skargi Amerykanów na Europę, że to oni ponoszą ciężar  utrzymania sojuszniczej armii. Widać, że  bez względu na to, kto od listopada zamieszka w Białym Domu, będą trwały próby skłonienia europejskich państw członkowskich do zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo.  Podnoszono także   jeszcze jeden temat:  w niektórych krajach Kontynentu, w Niemczech, we Francji słychać głosy  niechęci do Amerykanów i  Sojuszu Atlantyckiego. To wpływ wojny informacyjnej i propagandowej Rosji, który  przejawia się także w podbijaniu nastrojów antyamerykańskich w Unii Europejskiej.  Padła także odpowiedź na niemieckie próby zdyskwalifikowania manewrów „Anakonda 16”, i odpowiedź brzmiała: nie ma deficytu płaszczyzn rozmów z Rosją. Jest G8, G20, Trójkąt Normandzki, porozumienie w Mińsku, etc. To Rosja odrzuca próby dialogu, bo jest jej wygodnie tłumaczyć dramatyczna sytuacje ekonomiczna w kraju wskazywaniem zewnętrznego wroga. Najwyrażniej państwa członkowskie Paktu wreszcie dostrzegły, że przyczyną polskich obaw  nie jest „rusofobia”, lecz  zaszłości historyczne oraz  odwieczne wielkomocarstwowe ambicje Moskwy.  Ważne było także częste podkreślenie „polityki otwartych drzwi” NATO,  Sojusz przyjmuje właśnie 29 kraj, Czarnogórę.  Te wszystkie wątki przewijały się przez dwa dni obrad  w Warszawie.

   Sumując, był to Szczyt dojrzałych dyskusji i przemyślanych – czasem to myślenie trwało nazbyt długo – decyzji.  Zadnych wrzutek medialnych, fajerwerków bez pokrycia, żadnych ostrych, konfrontacyjnych słów, które  chętnie przechwyciłyby natychmiast lewicowo – liberalne media. Rozsądne było twierdzenie gospodarzy: ”nie prowadzimy polityki zaczepnej, lecz odstraszania i dialogu”. A także podkreślanie przez Polskę „oczekujemy wsparcia, ale będziemy także wspierać misje pokojowe, edukacyjne w krajach potrzebujących pomocy”. Cieszyło, że nawet demokrata Barack Obama wydawał się przechodzić z pozycji rusofila do rusorealisty. A Madeleine Albright, też przecież daleka od polonofilstwa,  w swoim „jastrzębim” wystąpieniu zaznaczyła: ”Rosja mówi o prowokacji, ale przecież największym prowokatorem jest Putin”. Z kolei  od kolegi – dziennikarza z Wielkiej Brytanii  usłyszałam  przy obiedzie: „Nasze i rosyjskie siły na wschodniej flance są niewspółmierne – ale te cztery bataliony będą jak rozłożenie kolczatek na drodze”. I to jest już coś. A Polska  miała podczas tych dwóch dni Warsaw NATO Summit szansę wysłać w świat swój przekaz: egalitaryzm, bezpieczeństwo,  pokojowość, ale nie pacyfizm za wszelką cenę, respektowanie prawa, wspieranie  bardziej potrzebujących.  To wcale niemało.

                                                                                         Elżbieta Królikowska-Avis. 14 lipca 2016

 



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl