Do niedawna pełno było w mediach straszenia IV Rzecząpospolitą. Od mniej więcej roku czy dwóch, kiedy Platforma „Obywatelska” po tylu aferach, zwłaszcza „podsłuchowej”, zaczęła sobie uświadamiać, że zaczyna gonić w piętkę – wykreśliła (na razie?) ten strach z arsenału swych  propagandowych chwytów. A i partia rządząca oraz jej adherenci też przestali mówić o IV Rzeczypospolitej. Za to dziennikarze nie stronią od odrzucania Trzeciej na rzecz Czwartej (np. Tomasz Sakiewicz w „Gazecie Polskiej” z 22 czerwca:  „PiS musi się odciąć od III RP”)) albo piszą imię IV z powściągliwą obawą (Andrzej Gajcy: „PiS zmierza ku IV RP” dziennik „Rzeczpospolita” z 4 lipca). A ponieważ nie ma oficjalnych enuncjacji pisowskich, czy budowana na nowo Polska ma się nazywać nadal III czy już IV Rzecząpospolitą, to kwestia liczenia Republik Polskich staje się dość zawikłana  ( i może zabawna) .   

         I dobrze. Bo partia rządząca, zatroskana o losy ojczyzny, zajmuje się wykonaniem bezmiaru zadań, od których zależy nasze bezpieczeństwo jednostkowe i społeczne, zewnętrzne i wewnętrzne, dobrobyt i kultura. Tylko czy nie zapomniała, jak w latach 2005-2007 o tym, co nade wszystko determinuje naszą kondycję narodową – systemie zdrowia. Jest wciąż nieludzki. Na początku czerwca ze skierowaniem od lekarza rodzinnego do specjalistycznego badania (nie zabiegu) w warszawskiej poradni „Cepelek” zapisywano na pierwszą dekadę grudnia. A gdyby czyjś stan zdrowia wymagał szybkiej diagnozy specjalistycznej, gdyż podejrzenia są poważne, to kiedy lekarz kierujący mógłby rozpocząć terapię – w styczniu? Zdesperowany pacjent napisał list do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła i wyraził taką refleksję: „Czyje sumienia obciążają te niezliczone, anonimowe, przedwczesne zgony? Kto odpowie w Eschatologii i przed Trybunałem Stanu za permanentne sprzeniewierzanie się (z lenistwa, indolencji, chęci zysku?) piątemu przykazaniu? Pozwalam sobie przeto wezwać Szanownego Pana Ministra do rozpoczęcia  r a d y k a l n e j  i niezwłocznie przeprowadzonej reformy obecnego systemu lecznictwa, który stworzyli spadkobiercy Polski Ludowej po nieudanych próbach zdyskontowania przez poprzednią formację polityczną wspaniałego doświadczenia przedwojennych Kas Chorych. Czy czytał Pan Minister w prasie Dwudziestolecia utyskiwania na niewydolność ówczesnej organizacji ochrony zdrowia? Nie było ich. Tamte dokonania mogą być dobrym wzorcem, stosunkowo łatwym – przy mądrych działaniach – do unowocześnienia”. Naiwne to czy mądre?  Istotne wszak że pismo nie wzbudziła żadnego rezonansu, a minął już dawno ustawowy termin, w którym instytucje państwowe muszą udzielić oficjalnej odpowiedzi. Silniejsza od prawa jest arogancja władzy, wszelkiej, nawet tej, jaką sprawuje Konstanty Radziwiłł – noblesse oblige. Niech sobie ludzie piszą, politycy, urzędnicy i tak nie czytają ich zażaleń, ponieważ... mają dużo pracy, a poza tym im się nie chce. Arogancja władzy PRL była tak silna, że pozostała nas. 123 lata niewoli narodu w troistym rozdarciu nie wyrządziło tylu spustoszeń co 45 lat rządów z nadania Rosji sowieckiej i 26 lat sprawowanych przez kontynuatorów tamtych.   

         Jak się wyzwolić z tych narodowych destrukcji? Ci czynić, żeby Polak Polakowi był bratem, a obcym bliźnim?  Jak najszybciej zbudować nową Rzeczpospolitą.  I jeśli koniecznie ma mieć numerację, to - ściele biorąc – byłaby piątą czy... czwartą i pół.

Konstytucja Trzeciomajowa stworzyła państwo odmienne od Pierwszej Rzeczypospolitej, tej po konstytucji „Nic o nas bez nas” z 1505 r. Nie miejsce tu na dociekanie, w jakim wymiarze ustawa zasadnicza uchwalona w 1791 r. była lepsza od swej poprzedniczki. W każdym razie powstało zupełnie nowe państwo i też nazywało się Rzecząpospolitą. Byłoby więc w rachunku naszych republik  d r u g ą. Lecz ponieważ trwała krótko - niecałe półtora roku – to żartobliwie można rzec, że była to Rzeczpospolita Pierwsza i Pół....

W krajach parlamentarnych ustrój bowiem wyznaczają konstytucje. A jednak mamy wyjątek! II Rzeczpospolita określiła swój byt w marcu 1921 r. A po 14 latach w kwietniu uchwaliła nową konstytucję i rzeczywiście formuła państwa została nieco zmieniona, niektórzy historycy uważają, że bardzo. Dlaczego tedy Rzeczpospolita po kwietniu 1935 r. nie stała się Trzecią lub (znów żartem) Trzecią i Pół? Niech dociekają politolodzy.  

         Teraz kondycja polityczna jest niemal komfortowa – rząd nareszcie suwerenny, wyzwolony, a raczej wyzwalający się, od uzależnień układów krypto pezetpeerowskich, biznesowo-mafijnych, któremu ufa znakomita większość Polaków, mimo uwidaczniających się jeszcze pozostałości po arogancjach peerelowskich. Musi on przeto dogłębnie, do fundamentów przeorać glebę państwową, żeby do minimum wykluczyć (bo całkiem wyplenić chyba się nie da) w życiu publicznym oszustwa, szachrajstwa, kradzieże, korupcje. To choroby silnie niszczące tkankę państwową. W II Rzeczypospolitej Piłsudski sprowokowany przez Zamoyskiego do publicznego, lapidarnego określenia swego programu politycznego miał powiedzieć - „najprostszy z najprostszych: bić kurwy i złodziei...”.  

         Warunkiem pełnej suwerenności naszego rządu jest zmiana bodaj najtrudniejsza do przeprowadzenia: najpierw likwidacja Trybunału Konstytucyjnego, reliktu stanu wojennego tudzież w ogóle reforma sądownictwa i prokuratury, często do dziś kierujących się prywatą pojętą po sowiecku.  Bo tylko wtedy, korzystam z określenia naszych przodków sprzed ponad 200 lat, prawo będzie prawo znaczyć a sprawiedliwość – sprawiedliwość. Przecież partia u władzy ma w nazwie te dwa właśnie pojęcia aksjologiczne. Aby tego dokonać, wykreować moralnie wielką Rzeczpospolitą, trzeba po natchnienie i wzory sięgać do przeszłości. Zauważyć, jak traktowała Rzeczpospolitą  światła część naszych antenatów.

Na przykład Jan Chryzostom Pasek, uzdolniony pisarsko bigot i warchoł, a szczery patriota, napisał w odniesieniu do rokoszu Lubomirskiego (1666 r.), wymierzonego przeciw zamysłom Jana Kazimierza: „żeby Francuza wprowadzić na królestwo, na co już i sam król pozwala (...), ale Rzeczpospolita poczuwała się i starała, żeby z tego nic nie było (...) i Pan Bóg po staremu (...) sprawił, że Francuz nie został wybrany”. Autor wzniósł tedy Rzeczpospolitą do wyżyn Transcendencji, niejako zrównał ją ze Stwórcą. Nie ma chyba w literaturze ojczystej większej apoteozy Rzeczypospolitej.

Nieco później Stanisław Leszczyński niefortunny król Polski, natomiast dobry gospodarz pod obcym berłem, wywiódł już bez emfazy i składniowej pokrętności:: „Królowie są śmiertelni, lecz Rzeczpospolita nigdy nie umiera”. Bo jest wiecznym narzędziem Boga we władaniu historią i państwami, w hierarchii wartości zaraz po Nim – pierwsza po Bogu.

Jednak mówimy, że ona „nierządem stała” Tak, od końca  XVII w. A o tej wcześniejszej Hanna Malewska, publicystka katolicka z drugiej połowy XX w., redaktor naczelna miesięczniku „Znak” doprowadzająca miesięcznik do najwyższego pułapu moralno-intelektualnego, autorka książki, której czas się nie ima „Listy staropolskie z epoki Wazów”, napisała o Pierwszej Rzeczypospolitej, że „była stworzona dla aniołów, nie dla ludzi”. Stefania Skwarczyńska, teoretyk i historyk literatury tego samego czasu, w eseju o Wyspiańskim nazwała Rzeczpospolitą z tragedii rozbiorów "Wspaniała gwiazdą strąconą z firmamentu europejskiego”. Najwybitniejszy zaś historyk polski minionego stulecia, Władysław Konopczyński, napisał: „Złoty wiek, w którym Rzeczpospolita wzniosła się na szczyty swego dziejowego rozwoju, kiedy powstały instytucje polityczne niemające w owym czasie nigdzie indziej precedensu, postawił przed następnymi generacjami zadania niewykonalne: doskonalenia tamtych osiągnięć (...) despotyzm nie wymaga innych cnót prócz posłuszeństwa, polska wolność żądała rozumu stanu, ofiarności czujności od setek tysięcy. Tych starczyło w jednym pokoleniu, zabraknie w następnych”.

A czy III Rzeczpospolita po ponad dwudziestu sześciu latach wykształciła chociażby w jednym pokoleniu rozumność patriotyczną, ofiarność i czujność?

Czy nie da się stworzyć nowej Rzeczypospolitej, obojętnie z jaką numeracją, chociaż od dwu (dwu i pół) odmiennej terytorialnie i ustrojowo, lecz takiej, która by przechowywała, a może i rozwijała, co w poprzednich było – czy raczej  m i a ł o  b y ć  w intencji jej twórców – WIELKIE?

 

Jacek Wegner

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl