Są dobre wiadomości. Była premier przegrała z tygodnikiem „wSieci”, a bloger z Dusznik (Wielkopolska) został uniewinniony.
W przypadku pozwu Ewy Kopacz mówiąc dobre wiadomości nie ma na myśli bynajmniej politycznej strony sporu między prawicowym tygodnikiem, a nieprawicową byłą panią premier. Chodzi mi po prostu (czy to dzisiaj w Polsce takie proste?) o wolność słowa. Nie po drodze mi z linią redakcyjną „wSieci”, ale jakoś nie mogłem dojrzeć nic zdrożnego w tym, że na okładce umieścili panią premier w burce i z pasem szahidki. Sąd pierwszej instancji podzielił mój pogląd i (jak doniosły wirtualnemedia.pl) stwierdził, że: „publikacja była głosem w ożywionej debacie publicznej, która toczyła się wtedy co do przyjmowania uchodźców - w tym i negatywnych tego aspektów. Redakcja była przeciwna przyjmowaniu określonych kwot uchodźców przez państwa UE, czemu dała wyraz w artykule z tego numeru pisma. Były tam też treści o niebezpieczeństwach związanych z przyjmowaniem uchodźców - dodała sędzia. - W tym kontekście należy uznać, że okładka była swoistą karykaturą polityki prowadzonej przez rząd”.
Natomiast w sprawie disznikowskiego blogera Andrzeja Radke sąd uznał, że internetowych blogów nie dotyczą przepisy stworzone dla papierowych czasopism, więc został prawomocnie uniewinniony od zarzutu „wydawania czasopisma bez rejestracji”. Takie doniesienie złożył wójt Dusznik. Oskarżenie oparto na zapisach prawa prasowego z roku 1984! Na ironie zakrawa fakt, że Radke już raz został skazany za złamanie owego prawa prasowego. Było to w latach 80. gdy był działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów.
Żeby nam dziennikarzom w głowach się nie poprzewracało w kwestii wolności słowa i tego co my możemy politykom, a co oni mogą nam to jest i gorsza wiadomość. Podczas obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (!) przewodniczący komisji poseł PiS Stanisław Piotrowicz wyprosił z sali operatorów kamer. Tłumaczył taką potrzebę brakiem klimatyzacji. Kiedyś czerwony prezes telewizji powiedział: „tyle misji ile abonamentu”. Dziś poseł rządzącej partii sugeruje: ile klimatyzacji, tyle wolności słowa.
To nie jedyna dziwaczna wiadomość z ostatnich dni. Firma Canvs przeanalizowała wyniki oglądalności i komentarze na Twitterze do sześciu tysięcy amerykańskich odcinków seriali telewizyjnych. Okazało się, że „nienawiść widzów do konkretnego bohatera serialu lub odcinka jest głównym motorem wzrostu oglądalności poszczególnych produkcji. Z kolei (jak dalej relacjonuje portal wirtualnemedia.pl) w segmencie komedii wzrost popularności o wiele lepiej napędzają u widzów takie określenia jak <<miłość>> i <<piękno>> niż przymiotnik <<zabawny>>”. Zastanawiam się kto kogo bardziej ogłupia, telewizja widzów, czy widzowie telewizję?
Na koniec jak zwykle przypomnę, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być usunięte!
