Podłe to uczucie – strach. Obawa, by związać koniec z końcem. Przeżyć. Nieobce teraz dziennikarzom. Gdy zawiewa wiatr historii i kolejne pętaki dorywają się do władzy zaczyna się „selekcja na rampie”. Pod nóż idą „byli” już. Pierś i cycki wypinają nowi.
Nie inaczej jest teraz.
Odeszły w siną dal kwaśniewsko–lubce, teraz komorowsko-tuskowe bractwo przebiera nerwowo nogami. 400 leasingowców telewizyjnych miało nadzieję, że skończy się ich gehenna wymyślona przez zmyślną panienkę od „zasobów kadrowych”, a podjęta przez najgorszych – zdawało się – prezesów TVP Brauna i Daszczyńskiego. Otóż kontynuatorem tej zbrodni na ludzkim ciele okazał się ich następca – Kurski! Blondyn z Gdańska rozkłada bezradnie ręce: „nic się już nie da zrobić”.
Jasne, tylko „zesr… się i tak chodzić”! Na warszawskim bruku i na brukowych kostkach szesnastu miast – wszędzie tam, gdzie są oddziały telewizji aspirującej do miana narodowej – leżą plackiem redaktorki i redaktorzy. Wykształceni, sprawdzeni zawodowo z wieloletnim dorobkiem i rekomendacjami. (Wśród nich nawet SDP-owska była wiceprezeska Zarządu Głównego). Teraz kopnięto ich, wyrzucono brutalnie. Niektórym proponuje się pracę za 1200 zł (słownie: tysiąc dwieście złotych) miesięcznie w mieście odległym o kilkaset kilometrów od ich domu.
Cha, cha, cha – śmieszne? Ale nie dla nich.
Są mądre kraje, gdzie dba się o tych, którzy z mozołem przepracowali życie. Są też kraje gdzie wymyślono eutanazję, by pozbyć się już niepotrzebnego balastu. U nas – jak zawsze – brak jest zdecydowania w natłoku pustego gadulstwa. Praco-egzekutorzy, rozplenione i przez to słabe związki zawodowe, bezradne stowarzyszenia, a także bezradni radni i jeszcze bardziej bezradni skłóceni posłowie – cała ta opieka nad obywatelem i jego prawami jest funta kłaków warta. Mijają miesiące – zimowe i gorące – i tylko szum informacyjny i kolejne puste wywiady decydentów, już tych nowych, prowadzone przez „staro-nowych” nic nie wnoszą. Ci, którzy dosiedli stołków służalczością zapewnić chcą sobie jeszcze jeden, a może kilka miesięcy przetrwania. No, bo w końcu licznik bije.
Dziennikarstwo to powinna być służba. Ale nie zawsze aktualnym decydentom władzy. Ludzie to oczywiście obserwują. I doskonale odróżniają tych, którzy są dziennikarzami - a przynajmniej się starają - od tych, którzy podlizują się nowemu panu.
Panie Boże. Idzie susza. I jeszcze gorsza, bo posucha strachu. Spuść wiec ożywcze deszcze. Zagrzmij nad uchem decydentom, tym na samej górze. Niech spojrzą w dół i popatrzą kogo wyznaczyli do medialnej roboty. Czas szybko leci. Ostatnio usłyszałem z ust ministra Czabańskiego: lipiec to już nie, sierpień to sejmowe wakacje, może w e wrześniu będzie powołana Rada Mediów Narodowych, a pod koniec roku … się wybierze prezesów i dyrektorów. Powiedziano też, że ściągania abonamentu wraz z opłatą za prąd również nie będzie. Z powodu niedopełnienia wobec Unii Europejskiej notyfikacji (notyfikacja to: zawiadomienie, podanie do wiadomości innemu państwu lub grupie państw ważnego faktu, postanowienia itp.). Tak wyszło! A właściwie nie wyszło.
Gdy złodziei i partaczy zastępują lenie, albo niekompetentni urzędnicy – cieszą się ślimaki i żółwie. Gady są wtedy jak w domu. Tylko tym, którzy wylądowali na bruku coraz twardziej.
Rok – podobno nie wyrok. Ale co innego, gdy przez ten czas wożą cię w BMW, a co innego, gdy musisz prosić o zasiłek.
Nie pchaj się na afisz, gdy nie potrafisz. Miło być dyrektorem, prezesem – jeśli jednak oferują ci stanowisko bez kompetencji działania, bez możliwości decydowania, bez środków - to znaczy, że dają ci stanowisko bezwolne, praktycznie fikcyjne. Nie bierz! Jeśli weźmiesz, podpiszesz, znaczy, że przyjmujesz odpowiedzialność za pracę powierzonej ci placówki. Jeśli widzisz, że zwabiono cię do pustej klatki zapomnij o profitach i rzuć taką propozycję w diabły. Inaczej i tak wkrótce będziesz odpowiadał za efekty, za strach i nędzę ludzi, których ci powierzono. Wiadomo, że ryba psuje się od głowy, jeśli w ogóle tam u góry ją mają.
04.07.2016 Stefan Truszczyński
