O wolności cenzury – felieton Marka Palczewskiego
Na konferencję prasową z udziałem polskiej premier i chińskiego prezydenta organizowaną przez Kancelarię Premiera nie wpuszczono dwoje dziennikarzy: Hanny Shen z „Gazety Polskiej Codziennie” i Tomasza Ozimka z „Epoch Times Deutschland”. Jak podaje niezalezna.pl władze polskie ugięły się pod naciskiem chińskiej dyplomacji, która mogła się obawiać pytań dziennikarki o łamanie praw człowieka w ChRL.
Hanna Shen była inicjatorką listu w rocznicę masakry na placu Tiananmen (4 czerwca 1989) do polskich władz proszącego o poruszenie tego tematu w rozmowie z Chińczykami. Tematu oczywiście nie poruszono, umowy z Chinami podpisano, dziennikarki na spotkanie nie wpuszczono. Oczywiście stoją za tym prawdopodobnie wyższe racje polityczno-gospodarcze, niejednokrotnie też zdarzało się, że komuś odmawiano akredytacji. Polityka - jak wiadomo - nie kieruje się moralnością. Warto jednak, w tym kontekście, docenić dziennikarstwo Hanny Shen piszącej o Chinach, Tajwanie i KRLD, a chińska interwencja jest dodatkowym powodem do chwały i do wystawienia dziennikarce najwyższej noty. Może nawet w takim stopniu, żeby jurorzy konkursu SDP zainteresowali się pomysłem, czy nie przyznać Hannie Shen nagrody wolności słowa – wolności tym razem stłumionej?
Wolność słowa przegrała także w przypadku książki o tabloidzie „Fakt” autorstwa byłego redaktora naczelnego tej gazety Grzegorza Jankowskiego. Jej rozpowszechnianie zostało wstrzymane tymczasowym postanowieniem sądu. I znowu, nie pierwszy raz, sąd w Polsce stosuje rodzaj cenzury prewencyjnej. Zwróciło na to uwagę Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w oświadczeniu opublikowanym na tym portalu. Powodem takiego postanowienia było pomylenie nazwisk dwóch polityków PiS przez autora książki i przypisanie jednemu z nich czynu, którego nie popełnił. Jednak autor nadal utrzymuje, że pomyłki nie było. W takiej sytuacji sąd przyjął wersję niekorzystną dla autora. Zdaniem CMWP SDP taka cenzura prewencyjna zagraża wolności słowa i może narazić państwo na kolejne skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przypomnę, że wolność słowa przegrała nie pierwszy raz. Wcześniej było tak m.in. w przypadku zakazu emisji reportażu telewizyjnego Pawła Kaźmierczaka o gdańskiej szkole prowadzonej przez zakonników [http://old.sdp.pl/cenzura-prewencyjna-komentarz-marek-palczewski] Historia lubi się powtarzać, a sędziowie widocznie chcą uchodzić nie tylko za strażników prawa, ale i moralności.
Być może taki temat – cenzury i wolności słowa – byłby dobrym tematem dla dziennikarzy śledczych. Portal o takim profilu został założony przez dziennikarzy wywodzących się z „Gazety Wyborczej”, „Polityki”, TOK FM” i „TVN”. Jego nazwa: OKO.press. Jak ogłosił Piotr Pacewicz, redaktor naczelny, portal ma być śledczy, obywatelski, ma patrzeć władzy na ręce i ma się sam utrzymywać. To wszystko razem będzie bardzo trudne [moja opinia: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/oko-press-malo-obywatelski-moze-byc-zbyt-stronniczy-politycznie-i-ma-niejasny-model-biznesowy-opinie] Wiadomo bowiem, że nad porządnym tekstem śledczym pracuje się miesiącami, a nie kilka godzin, czy nawet dni. No, ale może jacyś młodzi ludzie będą na tyle sprawni i szybcy, że codziennie portal będzie zalewany artykułami śledczymi. Na razie nie jest, a głównym tekstem 21 czerwca był polityczno-rozrywkowy o składach na mecz z Ukrainą Wielkiej Narodowej Polski Suwerennej (skład złożony z polityków PiS) oraz Polski Polskojęzycznej (złożonej z polityków opozycji). Cieszy, że portal ma zamiar patrzeć na ręce władzy, ale bardziej cieszyłoby mnie, gdyby patrzył również na ręce opozycji, bo przecież dziennikarze są czwartą władzą a nie trzecią i pół.
Z nadzieją, że tak może kiedyś będzie, i że wygramy Mistrzostwa Europy w piłce nożnej...
Marek Palczewski
22 czerwca 2016
