Czy historię można zmienić wychodząc na ulicę? Czy nie zdarza się nam, że widząc demonstrację z czystej ludzkiej ciekawości podchodzimy i próbujemy się dowiedzieć o co chodzi? Przeciwko komu lub czemu protestują? Co mówią lub wykrzykują? Jakie wyrażają poglądy? I sposób ich zachowania, głośne okrzyki podkreślanie racji dla których znaleźli się na ulicy. Taki głośny protest to-przyznajemy-jedna z najdoskonalszych metod socjotechnicznych. Bo jeśli coś wykrzykują i z tym związane są emocje, a nawet olbrzymie emocje, to znaczy, że sprawa z powodu której wyszli na ulicę jest dla nich ważna. I skoro wybrali, a raczej zdecydowali się na taką formę protestu, to znaczy, że mają rację? I tu zasadnicze pytanie: co ważniejsze: prawda, czy metoda? I czy samą metodą można sprawić, że obserwatorzy zaczną wierzyć w racje protestujących (widząc emocje innych oddziaływują one na nas)? Dopóki się...nie opamiętają. Bo można wyjść na ulicę, głośno przez tuby wykrzykiwać różnorodne hasła i...kłamać. Ale tak podane kłamstwo ma niezwykłą siłę, tu metoda mocno przeważa nad prawdą.
Okazuje się, że takie próby podejmowane są w USA. "Polska spłynęła krwią" - głosili protestujący 06 maja 2016 r. przed polskim konsulatem na Manhattanie. Co więcej. Protestujący utrzymywali, iż obozy koncentracyjne powstały na terenie Polski, ponieważ "Polacy się na to godzili" (sic!).
Organizatorem był rabin Zev Friedman. Uczestniczyli w nim udział głównie uczniowie żydowskiej szkoły średniej Rambam Mesvita High School w Lawrence, w stanie Nowy Jork (karmienie maluczkich nieprawdą, karmienie ich złem w ten sposób). Organizatorzy podkreślali, iż dzieci te były potomkami ofiar Holokaustu. Friedman w swym przemówieniu obarczył Polaków odpowiedzialnością za istnienie i funkcjonowanie "polskich obozów śmierci". Przyznał-co prawda-że niektórzy Polacy pomagali Żydom, ale jak przekonywał na nowojorskiej ulicy "wielu doprowadzili do śmierci". Zebrani trzymali tablice, na których widniały hasła: "3 miliony Żydów zamordowanych w Polsce" oraz "Nie zapomnimy!". I ponownie wznosili okrzyki, że "Polska spłynęła krwią".
Mało tego. W swych wystąpieniach podkreślali, że mają prawo do swobody wypowiedzi. Krytykowali władze w Warszawie za próby "pisania historii na nowo", przypisując im dążenie do zanegowania udziału Polaków w Shoah. Powoływali się przy tym na publikacje historyka z Uniwersytetu w Princeton, Jana Tomasza Grossa.
Cały protest sfilmowała Anna Arciszewska z polonijnej gazety "Nowy Dziennik". Nagranie jest udostępnione na Facebooku.
Choć od protestu minęło kilkanaście dni, to wciąż nie ma odpowiedniej reakcji polskich władz- podkreślają przedstawiciele Polonii Amerykańskiej. Więcej faktów?
-Jest to po prostu skandal, na który ktoś musi zareagować - podkreślił Janusz Sporek, szef Polonijnego Ruchu Obrony Polski, w rozmowie z RMF FM. Dodał, że reakcja na tego typu protesty ze strony polskich władz powinna być natychmiastowa i bardzo stanowcza. Przypomniał, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiadał, że będzie walczył ze szkalowaniem kraju.
Urszula Gacek, Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku, przyznała w rozmowie z RMF FM, że to, co zrobił rabin, to skandal. - Nie mamy informacji, by kiedykolwiek dzieci, nieletni byli zaangażowani w tego typu protest - stwierdziła. Na pytanie, jakie kroki podjęła placówka odpowiedziała: "trudno jest ukarać dzieci".
-To było naprawdę przerażające, bo one przyjechały po prostu na wycieczkę szkolną i były mocno podekscytowane, że biorą udział w jakiejś demonstracji. Kiedy z przedstawicielami Polonii zaczęliśmy rozmawiać z nimi, to okazało się, że te dzieciaki nie miały wiedzy. Nie wiedziały, kiedy wybuchła II wojna światowa - podkreśliła Konsul i przyznała, że wysłała w tej sprawie pismo do szkoły oraz rodziców.
Niech ten, kto naraził maluczkich na tak fatalne wydarzenie sam odpowie sobie w swoim sumieniu. I przede wszystkim nie psuje młodych i nie tworzy mi mętliku w głowach. Psucie młodych, przecież to najgorszy grzech. I jakie racje mają uzasadniać podawanie kłamstw, przekręcanie historii. Nie tłumaczy tego nawet brak dobrej woli poczytania podręczników. Auschwitz nigdy nie było polską nazwą. Co więcej tej niemieckiej nazwy używano tylko i wyłącznie w latach niemieckiej okupacji 1939-1945. Niemieckiej okupacji, Polski wtedy w ogóle nie było na mapie. Zawsze to miasto nazywało się Oświęcim. Także w czasach zaboru austriackiego. Może, żeby wszystko było jasne. Austriacy mówią po niemiecku, chociaż z użyciem różnych dialektów. Jak więźniowie mogli zakładać obóz w którym by sami siebie więzili? Przecież to historyczny i polityczny idiotyzm wygłaszany na nowojorskiej ulicy. Widać ulica, tak jak papier wszystko przyjmie. I głosić można co się chce. Ale nie tak bezczelnie. Stop tej bezczelności. Już jej naprawdę dość.
Ale wystąpienie rabina Zeva Friedmana na nowojorskiej ulicy w dn. 06 maja 2016 r. to jednak część łańcucha szeregu informacji i publikacji począwszy od Rosji, poprzez Niemcy, Belgię, Norwegię, Wlk. Brytanię, USA, Tajwan (tu casus byłego Prezydenta A. Kwaśniewskiego, który jak tam był za mało wyjawił prawdy historycznej, a uczulać na prawdę trzeba zawsze i wszędzie i nawet na Tajwanie pojawiły się określenia o „polskich obozach śmierci”), by wspomnieć tylko ostatnie takie prasowe wybryki.
I jak do tej pory ani polski rząd, ani politycy nie mają sposobu by skutecznie się przeciwstawić tej haniebnej fali.
Tym większe uznanie dla prawników: Lecha Obry i Szymona Topa z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z Olsztyna z udziałem niżej podpisanego i ściśle współpracującego z nimi Stowarzyszenia „Patria Nostra”, pilnującego patriotycznych wartości. Wymienieni prawnicy mieli odwagę cywilną podjąć 3 procesy sądowe przeciwko „polskim obozom zagłady”, „polskim obozom śmierci”, „polskim obozom koncentracyjnym”. Było o tyle ważne, iż spotkało się z szerokim odzewem w Polsce, ale także w Niemczech. W inny sposób sądy spojrzały na polskie zapisy prawne dotyczące dóbr osobistych. a pierwszy wyrok zapadł w Olsztynie. Powodem była więźniarka (jako dziecko) obozu w Thorn (Toruń, tzw. szmalcówka) i wciąż z jako dziecko w Lebrechsdorf (Potulicach). Pozwała Tomorrow Focus Media GmbH (sp. z o.o.) w Monachium. Za to, że na portalu www.focus.de przy opisie zdjęcia „Powstanie w Warszawskim Getto” użyto zwrotu „polski obóz zagłady („polnische Vernichtungslager). I użyto ich wobec obozu w Sobiborze i Treblice. Sąd Okręgowy w Olsztynie w sprawie sygnatura akt I C 726/13 oddalił powództwo. Radca prawny Szymon Topa wniósł od powyższego wyroku apelację do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, sygnatura akt I ACa 403/15. Oddalenie powództwa zostało utrzymane, ale wyraźnie zaznaczono, iż art. 23 k.c. poprzez zwrot „w szczególności” zawiera otwarty katalog dóbr osobistych podlegających ochronie. A na pewno dobrami takimi są: „godność narodowa” i „tożsamość narodowa”. Czyli krok do przodu, nikt tak do tej pory nie uważał, a przynajmniej głośno takiego zdania nie wyrażał.
W drugiej sprawie pan Zbigniew Osewski (jego dziadek zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym) wystąpił przeciwko Axel Springer Societas Europea (spółka europejska) z siedzibą w Berlinie jako wydawcy (Sąd Okręgowy w Warszawie sygn akt I C 10/11). Chodziło o użycie określenia „polski obóz koncentracyjny Majdanek” („polnische Konzentrationslager Majdanek) na łamach dziennika „Die Welt” i w serwicie internetowym www.welt.de. I były trzy takie publikacje z lat: 2008, 2011 i 2013. Już sama „taka seria” to budzi najwyższe oburzenie. Błąd, czy świadome działanie? Sąd oddalił także to powództwo. A w uzasadnieniu przyjął, że istota sporu sprowadzała się do ustalenia, czy wskazane w pozwie wartości, tj. poczucie przynależności do Narodu Polskiego, prawo do poszanowania historii Narodu Polskiego oraz godność narodowa mogą zostać zaliczone do kategorii dóbr osobistych podlegających ochronie? Zdaniem sądu istnieją takie dobra jak „tożsamość narodowa” i „godność narodowa”. A tym samym podlegają ochronie prawnej na podstawie art. 24 k.c.? W wyniku apelacji i wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn akt I ACa 971/15) podkreślano, iż sąd wielokrotnie naruszył dobra osobiste pana Z. Osewskiego. Ten wyrok otwiera nową furtkę, iż każdy Polak, który wykaże, iż ktoś z jego rodziny był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych, może kierować sprawę do sądu o naruszenie dóbr osobistych. To jest to niezwykłe i mocne przełamanie w tych sprawach.
W trzeciej sprawie pana Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz numer 100430 wyrok wydał Sąd Okręgowy w Krakowie (sygn akt I C 150/14) wyrok zapadł 12 kwietnia 2016 r., ale wciąż nie ma pisemnego uzasadnienia. Sąd wziął pod uwagę, oddalając powództwo, iż niemieckie media przepraszały za te zwroty.
Berliński „Die Welt” poinformował po wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie pana Z. Osewskiego, że przyjmuje "niezależnie od tego z zadowoleniem orzeczenie sądu, które w obliczu dalszych, nierozstrzygniętych czy zapowiedzianych skarg tego rodzaju, będzie miało znacznie precedensu". Po kolejnych wyrokach już tak nie pisano. Przełamanie nastąpiło, co zauważono także za Odrą.
Ale w sprawie nowojorskiej demonstracji rabina Zeva Friedmana dalej polskie władze milczą. Nie ma odzewu środowisk dziennikarskich. Widać, że jako skuteczna dotychczas pozostała tylko droga prawna.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
