Tak misternie obłudnej wypowiedzi, jak komentarz „Rzeczpospolitej” (12 maja) pióra Pawła  Jabłońskiego „Oby PiS nie zapomniał o grzechach PO”, nigdy w tej gazecie nie czytałem. Już tytuł sugeruje, że tekst ów chwaląc krytykuje. Albo inaczej: aprobatę przemienia w krytykę... Tak pisać to nie lada umiejętność...

No cóż, nauka nie idzie w las, redaktor naczelny Bogusław Chrabota, od dawna zadziwia kunsztem oportunizmu skrywanym pod maską klerka, a znalazł pojętnych uczniów. Był on i jest dostatecznie świadom, że rządy Platformy „Obywatelskiej” szkodziły krajowi. Wszelako niczym ekwilibrysta tak zarządza kolumnami, żeby zapełnione materiałami sprawiały wrażenie bezstronności, lecz przy bliższym oglądzie – względnej, bo z rażącym, jak na ogólnopolski dziennik opinii obiektywnej,  przechyłem ku PO.

Pisałem tu już nieraz krytycznie o drukowanych w „Rzeczpospolitej” artykułach i komentarzach autorów obcych: polityków czy domorosłych publicystów. Krytyka PiS w tych wypowiedziach wykracza często poza dobre, tradycyjne normy warsztatowo-moralne dziennikarstwa. Redaktor naczelny dobrze jednak wie, że nic nie zastąpi skuteczności kształtowania opinii publicznej, jak wywody dziennikarzy własnych, z zespołu, gdyż ich publikacje ukazują się systematycznie, w indoktrynacji zaś powtarzanie jest wartością nie do zastąpienia; czytelnicy przyzwyczają się i do nazwisk, i do stylu indywidualnego poszczególnych wypowiedzi. Chrabota po objęciu funkcji naczelnego przyjął powtórnie do redakcji Andrzeja Stankiewicza; piszę: powtórnie, jako że ten młody (względnie) dziennikarz został przez poprzedniego naczelnego usunięty z zespołu. Do pomocy mu w niszczeniu wizerunku partii Jarosława Kaczyńskiego naczelny powołał Michała Szułdrzyńskiego.

Obaj młodzi (średnio) publicyści żywią jednako silną niechęć do PiS. Z tym że u pierwszego materializuje się ona na nieco wyższym poziomie warsztatowym: jego postponowanie PiS i lidera tego ugrupowania jest, by tak, rzec, rozrzedzone wielosłowiem – poprawnym, nawet językowo nieraz powabnym, co w rezultacie uatrakcyjnia wypowiedzi i nadaje im – tym gorzej - sugestywności. Natomiast drugi daje upust swej animozji do PiS w sposób kojarzący się, by skorzystać z terminologii odnoszącej się do czynności fizycznych,  rąbania siekierą. 

Jest jeszcze trzeci publicysta, sądząc po zdjęciu rówieśnik tamtych. Dotychczas wykazywał pewne zrównoważenie w pomniejszaniu znaczenia politycznego PiS. Krytykował tę partię subtelnie i bez uwidaczniającego się nastawienia apriorycznego, bez jadu i złośliwości, toteż z przyjemnością czytało się jego komentarze, skłaniały do poważnego traktowania. ocen autorskich. Tymczasem we wskazanej w pierwszym akapicie wypowiedzi zaszła zmiana arcyciekawa, niepokojąca. Otóż autor, odnosząc się do trwającego w Sejmie i relacjonowanego przez „Wiadomości” TVP1 rozliczania starego rządu przez nowy stwierdza, że ten „opis grzechów Platformy Obywatelskiej nie odkrywa nic nowego. O wielkich błędach wiedzieliśmy wszyscy....”. I poprzestając na dziedzinie sobie najbliższej, gospodarczej, wymienia niektóre „wielkie błędy”. Konkluduje: „«Rzeczpospolita» o nich pisała i zazwyczaj były to niepochlebne teksty. Ale zaskoczeniem jest, że ministrowie PiS podzielają nasze poglądy”. Aż chciałoby się zakrzyknąć – arogancja! Były, owszem, artykuły i komentarze niechwalące polityki PO, lecz w liczbie zawstydzająco małej, tak małej, że dziś nie godzi się nimi szczycić, za to przytłaczająca większość enuncjacji apoteozuje politykę wewnętrzną i zagraniczną PO, jadowicie odnosząc się do działań publicznych PiS. Jabłoński wyznaje, że „od nich (ministrów dzisiejszego rządu - J. W.) spodziewałbym  jednak się pogłębionej analizy, nie takiej, na jaką stać dziennikarzy”. Po pierwsze – dziennikarzy jakich mediów? Na pewno nie prorządowych, a więc nie dziennika Chraboty, i tu byłaby racja. Po drugie – jakaż to sprytna sztuczka obłudy: by nadać wartościowaniu pozory bezstronności - pomniejszając ministrów, pomniejszyć też, jakby dla równowagi, dziennikarzy, niby z definicji niezdolnych do „pogłębionych analiz”.

Jabłoński za wszelką cenę chce jednak uchodzić za uczciwego rzemieślnika słowa, uważa przeto, że zarzut nowego rządu o marnotrawstwie pieniędzy w wielkich państwowych firmach, jaki sformułował pod adresem Platformy „Obywatelskiej” rząd Beaty Szydło, „bulwersuje nowością”. Ach, jak młody (średnio) publicysta jest samokrytyczny! Sugeruje, że tego prostego zjawiska, raczej powszechnie zauważalnego, marnotrawienia majątku państwowego, nikt, a więc również i on, wcześniej nie zauważył. A tu przecież nie trzeba było „pogłębionych analiz”, a jedynie odwagi cywilnej, by za rządów PO publicznie o tym pisać i  mówić. Zabrakło jej, widać, Jabłońskiemu, stąd to banalne dla każdego myślącego Polaka spostrzeżenie o trwonieniu pieniędzy w ośmioleciu rządów PO nazywa  dziś „bulwersującą nowością”.

W ogóle nie podoba mu się rozliczanie minionego rządu, chociaż „ten sejmowy teatr szukania winnych ma sens, bo daje nadzieję, że partia rządząca nie dopuści do powtórzenia przynajmniej tych błędów, które właśnie napiętnowała”. To już hipokryzja à la „Gazeta Wyborcza”. Zważmy bowiem na słowa: „sejmowy teatr”, „szukania winnych” – one deprecjonują podjętą przez partię Kaczyńskiego doniosłość lustracji antydokonań PO; nadto: przypuszczenie, że nowy rząd zapewne nie powtórzy „przynajmniej tych błędów”- to supozycja mogąca w tym kontekście równie dobrze oznaczać, że właśnie może powtórzyć; wreszcie „te błędy” sugerują, że były i inne, które też mogą być powielane. W końcu po co to całe zamieszanie, ten „teatr sejmowy”, przecież to, co robi PiS, „to nie jest audyt polityki państwa, tylko jeszcze jeden dowód na słabość władzy państwowej wobec największych przedsiębiorstw”. Słabość poprzedniej władzy objawia się więc li tylko(sic) w jej polityce wobec „największych przedsiębiorstw”... I dlatego proces uruchomiony przez PiS, demaskujący te niewłaściwości, to „nie jest audyt polityki państwa”. Po lekturze kilku dalszych wierszy zdezorientowany (by nie rzec: otumaniony) czytelnik dowiaduje się właśnie, że w Sejmie „trwa szukanie winnych”, a nie audyt lub rozliczanie poprzednich rządów z ich działań...

 Proszę więc kol. Marka Palczewskiego, medioznawcę, żeby zachciał przeprowadzić i opublikować pro publico bono analizę zawartości ostatnich numerów „Rzeczpospolitej” i powiadomił opinię publiczną, czy następuje już zacieranie różnic w profilach ideowo-moralnych tego dziennika i „Gazety Wyborczej”.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl