Sensacją tygodnia w polskim światku medialnym był wywiad jakiego „Gazecie Prawnej” udzielił Tomasz Zimoch. W wywiadzie gwiazda redakcji sportowej Polskiego Radia otwarcie opowiedziała się po stronie Trybunału Konstytucyjnego, a także z przykrością stwierdziła, że publiczne radio traci doświadczonych dziennikarzy zastępując ich znacznie mniej doświadczonymi.
Polskie Radio odpowiedziało oświadczeniem, w którym stwierdziło, że „wypowiedzi red. Zimocha naruszają etykę zawodową, są niegodne dziennikarza i łamią zasady, jakimi chce się kierować Polskie Radio”. Chętnie wypowiedziałbym się na temat stanowiska publicznego nadawcy, czy to aprobująco, czy to krytycznie, ale niestety nie jestem w stanie. Na próżno bowiem w jego treści szukałem uszczegółowienia jaką wypowiedzią Zimoch sprzeniewierzył się etyce dziennikarskiej i złamał zasady „jakimi chce się kierować Polskie Radio”.
Nie rozumiem też przytoczonej przez Press wypowiedzi rzecznika Polskiego Radia, który stwierdził, że „na razie nie ma mowy o żadnych konsekwencjach” wobec Zimocha. No to co jest grane? Albo złamał zasady etyki oraz Polskiego Radia i powinien być ukarany, albo szefostwo PR samo nie wierzy w to co napisało w oświadczeniu.
Zimoch był na końcu tygodnia, a na początku była wiadomość o werbalnym ataku na reporterkę TVP Info podczas ostatniej demonstracji KOD i opozycji w Warszawie. Małgorzata Walczak miała wielokrotnie usłyszeć „że jest reżimową kur...ą i ma sp... z kostką swojej stacji”. O ironio spotkało to dziennikarkę, która podczas relacji na żywo podała, że w demonstracji może uczestniczyć nawet 200 tys. osób. Do tej pory ataki na dziennikarzy były cechą Marszu Niepodległości. Atakowano samochody mediów publicznych, dziennikarzy TVN i Telewizji Republika, a nawet reportera organizatorów marszu. Jak widać gorsze obyczaje wypierają lepsze nie tylko wśród obrońców niepodległości, ale także wśród obrońców demokracji.
A propos telewizji publicznej. Trwa spór czy dane na temat spadającej oglądalności TVP są wiarygodne czy też nie. Z danych o spadku oglądalności szalenie cieszą się media lewicowo – liberalne, bo ma to dowodzić braku społecznej akceptacji dla urządowienia mediów publicznych. Natomiast zarząd TVP dowodzi, że dane są niewiarygodne, bo badania przeprowadzono wadliwą metodą. Zadziwia mnie wysoka temperatura tego sporu ponieważ obie jego strony deklarują, że chciałyby mniej skomercjalizowanej telewizji publicznej, czyli takiej, która nie uważa oglądalności za najważniejsze kryterium. Czy ktoś rozumie o co tu chodzi?
W tym miejscu pozwolę sobie jak zwykle przypomnieć, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być usunięte!
PS. W konkursie Eurowizji (w naciskiem na Euro) drugie miejsce zajęła Australijka pochodząca z Korei Południowej.
