52 inwigilowanych dziennikarzy przez (p)oważną (o)pozycję. Czubek góry lodowej, a ilu naprawdę poddawano takim próbom? 11 maja 2016 r. ujawniono publicznie ten fakt. Jest miarą blokowania, no właśnie czego? Każdy z nas w taki, czy inny sposób korzysta z pracy dziennikarzy-z informacji jaką przekazują przede wszystkim. Jeden z dziennikarzy powiedział o blokowaniu w ten sposób „interesu publicznego bycia poinformowanym”. Tak dosłownie. W świecie Anno Domini 2016 sama informacja i dostęp do niej jest najważniejszą wartością.  Kto ją ma ten wygrywa. A w globalnym świecie, w globalnej gospodarce to sukces nie do przecenienia. Bo ta informacja pozwala wyprzedzać innych, uprzedzać  działania i pokazywać, kto może być górą, a kto jest na przegranych pozycjach. Tak,  informacja i jeszcze uzyskana we właściwym momencie daje sukces. I to we wszystkich jego wymiarach.  Ograniczanie dziennikarzy, w jakiejkolwiek formie „wali wprost” w to, ile prawdy dociera do szerokiej opinii publicznej. A  niedoinformowane, czy  źle poinformowane społeczeństwo zamienia się w bezładną grupę ludzi, którą można kierować tak, jak się chce. I czy nie po to chodzi?  W  wielu  dyskusjach, które przetoczyły się ostatnio w mass-mediach wielokrotnie powoływano się na to, że o inwigilacji musieli decydować najwyżsi urzędnicy. Ci, którzy stoją na samym szczycie.  Bo  trudno  podejrzewać tych na niższych  szczeblach o samowolne podejmowanie tak strategicznych decyzji.  Mniej  informacji, czy utrudnianie do nich dostępu, to bardziej uległe społeczeństwo?  Łatwiej wtedy  wprowadzać w życie własne pomysły, łatwiej do nich przekonywać taką „niedoinformowaną masę”.  Czyli zamknijcie gęby dziennikarzom, łatwiej będzie rządzić?  Gdy się dowiadujemy teraz o sposobie  sprawowania władzy w ostatnich 8  latach te  pseudo zasady wydają się oczywiste.

Wciąż powraca  sprawa art. 212  kodeksu karnego podnoszone przez  dziennikarzy z  SDP i wielu innych środowisk. „Zlikwidować”, „wykreślić”, „bat na dziennikarzy”. I co? W  ostatnich 8 latach władza nic w tej sprawie nie zrobiła.  I mając  na  uwadze  ostatnio ujawnione informacje co do dziennikarzy nie ma się czemu dziwić.  Bardziej zorientowani mówią, że  jeszcze  długo nic się w tej sprawie nie zmieni. A  dlaczego?  Głównie chodzi  tu o senatorów. Wybierani są oni na nieco innych zasadach niż  posłowie. Bardziej odpowiadają przed  swoimi  wyborcami.  I  właśnie ta odpowiedzialność przed  swoimi  wyborami  hamuje  wszelkie próby  zreformowania tego stanu rzeczy. Panowie senatorowie III  RP  wiedzą, że lud nad  nimi  czuwa i nie godzą się na usunięcie  bata  stosowanego wobec dziennikarzy.

Warto zauważyć w  tym miejscu, że  sami  żurnaliści nie bardzo wiedzą o czym piszą.  Bo nie  chodzi o sam  art. 212, który ma obecnie cztery paragrafy, co  dokładnie o jego zapis w paragrafie 2: „Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania się: podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.  Jak już  o  czymś  piszemy lub czegoś się domagamy, to mamy obowiązek dokładnego określenia o co nam chodzi? Trzeba też  jeszcze  pamiętać, że  paragraf 3, że w razie skazania za przestępstwo, w tym pokreślone w paragrafie 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.  A  w paragrafie 4 normuje się, iż  ściganie, w tym przestępstwa opisanego w paragrafie 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.  Dodajmy, że  artykuł ten umieszczono w  rozdziale XXVII. Przestępstwa przeciwko czci i nietykalności cielesnej, a  sam  art. 212  to zniesławienie.  Jak mówią zorientowani w tej sprawie, klasa polityczna, w  tym  działacze  samorządowi nie  pozwoli sobie na wykreślanie, czy usuwanie  zapisu pozwalającego ścigać dziennikarzy, wtedy, gdy może  dojść do zniesławienia.  Na  tej stronie opisywaliśmy  dziennikarzy w  tzw. terenie, ściganych przez samorządowców, którzy uważali, że  dziennikarz  dopuścił się zniesławienia. Nawet wtedy,  gdy stan faktyczny wcale tego nie potwierdzał, a chodziło raczej o ochronę  swojego prywatnego interesu, a nie  czynu dziennikarza  dotykającego czci danej osoby.  Lobbing  dziennikarski ma się nijak do tego na jaki stać  polityków i samorządowców.  Dziennikarzy prawie w ogóle nie ma w Sejmie, nie mówiąc o Senacie.

Ale dziennikarze mają  jedną, bardzo ważną broń.  Chodzi o zapisy  art. 6  ust. 1  prawa prasowego: „Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk”. Istotny jest też zapis w  ust. 4 tegoż artykułu: „Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki”. Odniesieniem do tych zapisów jest treść art. 44 ust. 1 „Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową-podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. Dobrem chronionym jest wolność prasy. A działanie przestępcze to: 1.utrudnianie lub 2.tłumienie krytyki prasowej.  Tłumienie krytyki to na przykład utrudnianie dostępu do informacji publicznej. Tu może to być polecenie (w  każdej formie) zakazujące wydania dziennikarzowi pewnych dokumentów.  To samo dotyczy interwencji w redakcji (całkiem niedawno w redakcji „Wprost”). Gdy taka interwencja posuwa się tak daleko, iż zawiera znamiona groźby bezprawnej (art. 191 kodeksu karnego), to poza  sankcją przewidzianą w tym przepisie: pozbawienia wolności do lat 3, mam zastosowanie art. 43 prawa prasowego (uwaga o jakiej treści): „Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej-podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jak widać jest takie samo zagrożenie wysokością kary.

Warto zaznaczyć, że przestępstwo z art. 43  prawa prasowego ma charakter przestępstwa formalnego. To znaczy niekoniecznie trzeba brać pod uwagę osiągnięcie celu przez sprawcę. Zmuszanie ma miejsce także, gdy zastosowano przemoc lub groźbę bezprawną. Niezależnie, czy  dziennikarz uległ sprawcy i postąpił z treścią żądania, czy nie uległ  i  zrobił zgodnie ze  swoim zamiarem i uzyskaną wiedzą.

Z  kolei  szykanowanie dziennikarza to występek i naruszenie zapisu art. 44  ust. 2 prawa prasowego. Czyli grzywnie lub karze ograniczenia wolności podlega ten, kto nadużywając swego stanowiska lub funkcji, działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki prasowej, opublikowanej w  społecznie uzasadnionym interesie.  Oczywiście  wykazanie „społecznie uzasadnionego interesu” to  zadanie  dziennikarza.  Tuj się kłania podstawowa zasada kodeksu cywilnego wyrażona w  art. 6: „Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne”.  Prosto  mówiąc, jeśli to ja udowadniam fakty, gdy się na nie powołuję.

Oczywiście, gdy sprawa trafi do sądu właśnie cała sztuka polega na tym, czy i jakie ma się  dowody w rękawie.  Dziennikarze powinni o tym pamiętać zbierając materiały prasowe. A z drugiej strony  nie wolno  naruszać dziennikarskich praw. Gdyż nawet tak zwana „wola, czy słuszność polityczna” nie uzasadnia potrzeby inwigilowania. Polityków, czy osoby działające w  ich imieniu  próbujące  sankcjonować dziennikarzy, tez może  spotkać kara. Nie da się uciszać dziennikarzy, czy zamykać im gęby bezkarnie.  Choćby byli to politycy z  samego topu.

 

                         /-/  Andrzej Dramiński

                                      Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału

                                           Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl