Coraz częściej słychać z różnych miejsc i gremiów głosy zniecierpliwienia ślimaczącymi się działaniami PiS w różnych zresztą kwestiach. Takie zniecierpliwienie wyartykułował zresztą niedawno sam Prezes: reformy idą zbyt wolno i mają zbyt wąski zakres.

Codzienny konsument mediów widzi też inne zjawiska, które bulwersują: brak zdecydowanej politycznej ofensywy, przechodzenie do porządku dziennego nad nierozliczonymi aferami i skandalami, chorobliwe trzymanie się formalnych zasad bezstronności poprzez „medialny parytet” (co prowadzi do sytuacji, że wszędzie nadal słychać głosy opozycjonistów, nienawistników i oszołomów). Dysponentom mediów „publicznych” (kłaniam się, panie Prezesie Kurski i Pani Prezes Stanisławczyk!) nic nie podpowiada fakt, że media wrogie Dobrej Zmianie ani myślą się ucywilizować i nadal działają w konwencji politycznej nagonki, pyskówki, awantury, zakrzykiwania oponenta.

Koncyliacyjność, sprawiedliwość w równym dostępie do mediów dla wszystkich stron sporu politycznego, unikanie rozwiązań i stwierdzeń zdecydowanych, niechęć do nazywania rzeczy po imieniu – wszystko to moim zdaniem ma jedną przyczynę.

Tej przyczynie na imię STRACH.

Obecna władza zwyczajnie boi się. Zaskoczona impetem działań opozycyjnych, ich bezczelnością, kłamliwością antyPiS-owskiej kampanii nienawiści, wreszcie przerażona skalą umiędzynarodowienia polskiego kryzysu, ta nasza władza kładzie uszy po sobie, a ogon podwija pod siebie. Padają głosy: „nie będzie odwetu”, że „nie będziemy stosowali metod przeciwnika”, że „zbudujemy zupełnie inną Polskę”, a w tym czasie różne KOD-y i inne szemrane gremia nakręcają spiralę niechęci i nienawiści, posuwając się nawet do czystego absurdu, już nie politycznego nawet, ale logicznego. Ministrowie są niemal publicznie wyszydzani, obrażani bądź jawnie lekceważeni – z różnych stron kraju dochodzą głosy w rodzaju „nie będziemy respektować noweli ustawy o TK”, „nie będziemy honorować wyroków sądów” itp. Kraj anarchizuje się.

Władza – milczy.

Czego boi się dzisiejsza władza?

Po pierwsze wciąż boi się „GW” i jej pałkarzy – dziennikarzy. Można bowiem opowiadać, jak to spada sprzedaż „Wyborczej”, jak to coraz mniej ludzi bierze TOTO do ręki, a jednak każde szczeknięcie z Czerskiej wywołuje panikę, nieporadne dementi, zaklinanie się, że „wcale nie to mieliśmy na myśli” itp.

Władza boi się też prestiżu „Wyborczej” w środowiskach intelektualno-artystycznych. Milczenie min. Glińskiego podczas słynnej gali „Orłów” było aż nadto wymowne. A jeśli władza chce zorganizować jakąś fetę z udziałem artystów – nikt nie chce wziąć udziału. Niemal 100 proc. środowiska artystycznego odwraca się do władzy plecami. Zaś w „naszej” rzekomo TVP SA różne błazenki nadal wycierają sobie tą władzą buźki, drwiąc z niej na całego. No, ale jeśli się te programy zlikwiduje - co zostanie? Próżnia doskonała. Więc jak tu się nie bać?

Dzisiejsza władza zdecydowanie boi się też Unii Europejskiej, na wyprzódki zapewnia więc, że nigdy nie była eurosceptyczna, że widzi w niej swą szanse, że oczywiście tak, tak i jeszcze raz tak! Niewiele to zmienia, bo KOD i tak i tak wyniesie na ulicę kilka durnych transparentów, kilku krzykaczy wezwie do „obrony bycia Polski w UE”… Oni grają swoją grę. Co zostaje oficjelom PiS-owskim? Pośpieszyć z dementi, które… nikogo nie interesuje. Pojawiają się bezczelne pogróżki, że kto nie przyjmie uchodźców, będzie słono, bardzo słono płacić (to skrajna arogancja i bezczelność!), a nasza władza milczy, trzęsąc się ze strachu, żeby się to nie wcieliło w życie. Potrafią protestować Czesi, potrafią Węgrzy – a „dumni Polacy”, co to „nie tylko płaszcza, ale nawet guzika”… milczą.

Wreszcie władza obecna boi się sfer finansowo – bankowych świata (zresztą wcześniej wymienione sfery są z tą najważniejszą, bo mającą „kasę” ideowo powiązane). Ratingowa agencja MOODY’S znów „ostrzegła”, że może obniżyć wiarygodność finansową Polski. Co to naprawdę znaczy? Czy z naszą gospodarką jest źle? Przeciwnie! O co więc idzie? A o to, że na nasz rząd zastosuje się bezczelny, pozbawiony rzeczowych podstaw nacisk, zwany w cywilizowanym świecie szantażem: albo się, Polacy, uspokoicie, przeprosicie p. Rzeplińskiego i opublikujecie orzeczenia TK z marca albo za chwilę wasza waluta znów straci na wartości z 15 procent, a wasze akcje zaczną spadać. I tu już nie ma żartów, bo pieniądz jest nam dziś potrzebny jak tlen.

Może są jeszcze jakieś inne powody, dla których władza w Polsce mięknie, staje się grzeczniutka, coraz mniej chętnie rusza sprawy ważne i coraz śmielej (demokracje, psia jego mać!) dopuszcza do głosu „opozycję” gdzie się da. Ale najważniejsze wymieniłem.

Ten strach, ta uległość do niczego dobrego nie doprowadzą. Siła nienawiści przegranych jest wielka, a że nie może znaleźć ujścia, więc jej masa krytyczna rośnie. Nawoływanie do spokoju staje się coraz bardziej dwuznaczne – zatrąca o zdradę, a co najmniej o tchórzostwo. Czas nie pracuje dla nas. A pobłażliwość wobec politycznego awanturnictwa tylko rozzuchwala.

Panie Prezesie Kaczyński! Pani Premier! Panie Prezydencie! Nie możecie się bać. ONI nie odpuszczą, czekanie na to jest naiwnością. Trzeba spojrzeć niebezpieczeństwu w twarz – tylko tak można je ocenić i znaleźć środki zaradcze.

Niech na początek choćby odbite z rąk szkodników media, nasze media, przemówią pełnym głosem. Bo na razie wygląda tak, że te media są NASZE, ale właściwie ICH.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl