Merem Londynu na kolejne cztery lata został muzułmanin, Sadiq Khan. Mimo,  że tylko 12% mieszkańców stolicy Wielkiej Brytanii, to muzułmanie, labourzysta z okręgu Tooting  otrzymał 56.8% / 1.310.143/, a konserwatysta Zac Goldsmith znacząco mniej, bo 43.2%  /994.614 głosów/. Patrząc na Londyn, widać, że na Khana głosował kolorowy wschód i południowy wschód, a na Goldsmitha – część zamożnej północy i południowego zachodu miasta. Im bliżej końca kampanii, tym program laburzysty Sadiqa Khana bardziej żeglował ku centrum i coraz mniej różnił się od programu konserwatysty Zaka Goldsmitha.  A on sam  coraz bardziej unikał fotografowania się z  bardzo niepopularnym szefem swojej partii, marksistą i radykałem Jeremym Corbynem. „Nadzieja zwyciężyła strach” – tak komentował wyniki wyborów Khan i prasa lewicowo – liberalna. Należałoby tylko zapytać: dla kogo nadzieja i czyj strach?

   Tak oto muzułmanin, Pakistańczyk z pochodzenia Sadiq Khan został merem jednej z największych metropolii świata,  kiedyś centrum Brytyjskiego Imperium. Stolicy kraju, od którego zależeć będzie przyszłość Unii czyli  w istocie całej Europy. Trudno tu nie pomyśleć  o rekonkwiście, prawda? Przez 400 lat z portów Portsmouth, Plymouth i Dover wypływali brytyjscy generałowie i  służba cywilna, handlowcy i przedsiębiorcy, plantatorzy, misjonarze i  piraci. Brytyjczycy podbijali kolejne kraje, zniewalali ludność, krwawo  tłumili powstania, grabili  złoża naturalne, które wyrywali  bogatym ziemiom, Ameryki Północnej, Afryki, Azji i Australii. Choć zasiedlając nowe terytoria, budowali także infrastrukturę - drogi, linie kolejowe, budynki rządowe, szkoły i szpitale, które służą do dziś. Jednym z tych krajów - kiedyś część słynnego Radżu - był późniejszy Pakistan. Od końca lat 40., kiedy wicekról Indii lord Mountbatten podzielił Radż na Indie i Pakistan,  potem wyodrębniony został Bangladesz, setki tysięcy ludzi, uciekając przed nędzą i głodem, zaczęły emigrować do Wielkiej Brytanii. Głównie do Londynu i miast Midlandów, Birmingham, Manchester, Leeds, gdzie rozwijał się przemysł tekstylny i fabryki wciąż potrzebowały rąk do pracy.  Przybysze z Pakistanu otwierali także restauracje etniczne, sklepy z etniczna żywnością, przejęli większość news agents, kiosków z gazetami. Taka była też historia rodziny Sadiqa Khana. Dziś w Wielkiej Brytanii mamy ok. 2.8 mln muzułmanów. Są to głównie sunnici,  z Pakistanu i Bangladeszu,  w tym ok. 100 tys. białych konwertytów.  Jest to, dodajmy,  najszybciej rosnąca wspólnota religijna na Wyspach, pączkująca 10 razy szybciej niż inne wyznania. W samym tylko Londynie mieszka ich ok. miliona, i właśnie ta wspólnota muzułmańska oraz polityka imigracyjna Labour Party – przyczyniły się do zwycięstwa Sadiqa Khana.

    Boom imigracyjny w Wielkiej Brytanii rozpoczął się w 1997 roku wraz z wielką wiktorią Tony Blaira, który natychmiast przeprowadził przez parlament  swoją ustawę The Immigration Legacy.  Zaczęto przyjmować ok. 250 tys. przybyszów rocznie, do 2004 roku jeszcze głównie spoza Europy – i  ta samobójcza polityka trwała przez 13 lat. A potem konserwatysta David Cameron, którego program niewiele różni się od Trzeciej Drogi Blaira, mimo wielu obietnic, w obawie przed  liberalną lewicą i jej mediami, nie zrobił nic, aby ten rwący strumień imigrantów zmniejszyć do deklarowanych kilkudziesięciu tysięcy.

     Na ostatnim wirażu kampanii wyborczej pozostało tylko dwóch zawodników. Wielkim przegranym okazał się konserwatysta Zac Goldsmith, symbol białej elity Londynu, ”posh London”, syn nieżyjącego już multimilionera, przedsiębiorcy i europosła, sir Jamesa Goldsmitha,  założyciela eurosceptycznej Referendum Party. Jego syn Zac, polityk i ekolog, jest znanym w Wielkiej Brytanii obrońcą środowiska naturalnego i walczył w wyborach pod hasłem „będę najbardziej zielonym merem Londynu”. Ten jakże nowoczesny slogan okazał się  jednak mało skuteczny, także dlatego, że Londyńczycy mają na głowie ważniejsze sprawy  niż ekologia.  Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że siostra Zaka, Jemima, kilkanaście lat temu wyszła za mąż za muzułmanina, pakistańskiego czempiona krykieta Imrana Khana, który dziś jest w swojej ojczyżnie liczącym się politykiem.

  Batalia wyborcza była ostra, oczywiście jak na brytyjskie a nie polskie standardy. Zac Goldsmith ostrzegał  np. w którejś z konserwatywnych gazet: ”Jeśli Sadiq Khan zostanie wybrany, zostanie mu przekazana kontrola nad Policją Metropolitalną i służbami, zajmującymi się walka z terroryzmem. Nie zapominajcie, że jest to kandydat partii, której lider, zresztą i ona sama, ciągle legitymizuje i usprawiedliwia punkt widzenia muzułmańskich ekstremistów. To jest niebezpieczne”. Cytował także słowa Khana, który bronił organizacji  Al – Muhajiroun,  zajmującej  się m.in. treningiem terrorystów do zamachu 7/7.  Khan odpowiadał,  że to typowy „czarny PR”, ale jeszcze tydzień temu przepraszał za nazwanie umiarkowanych muzułmanów „wujami Tomami”, czyli  skrajnymi ugodowcami. Jeremy Corbyn natychmiast wsparł  swojego kandydata i bardzo cieszy się z jego  zwycięstwa, które może przysporzyć Labour Party w rankingach popularności 1 czy 2 punkty. Ale wiele jest głosów jak Mohameda Zuhdi  Jassera, fundatora American Islamic Forum for Democracy : „Jeśli Khan okaże się muzułmaninem, to dobrze … Ale to nie jest po prostu stary, dobry muzułmanin. To jest islamista”. Katastrofa wisi w powietrzu.

  Zródła bliskie Downing Street już oświadczyły: ”Mieszkańcy Londynu dokonali wyboru. To oczywiście rozczarowuje konserwatystów, ale rząd będzie blisko współpracował z Sadiqiem Khanem, dla dobra Londyńczyków”. A rzecznik prasowy Cabinet Office potwierdził, że nowy mer – muzułmanin będzie uczestniczył w spotkaniach komitetu bezpieczeństwa narodowego  COBRA.  Sadiq Khan już wpisał się w historię Londynu. I to nie jako ajent kiosku z gazetami, lecz gospodarz tej światowej metropolii. A być może przyszły premier? Bo istnieje prawidłowość, że pozycja mera  wielkiej stolicy, to świetna trampolina do startowania w wyborach prezydenckich lub, jak tu, parlamentarnych. Jak w przypadku Borisa Johnsona, który już został namaszczony przez swoją partię na sukcesora Davida Camerona.  Taka perspektywa  mrozi krew w żyłach wielu Londyńczyków, nie mówiąc już o milionach  Brytyjczyków.

                                                                                     Elżbieta Królikowska-Avis. 9 maja 2016

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl