Nie dajmy się nabierać. Bo to nie oznacza przegranej. Nawet wtedy, gdy sąd orzekając stwierdza: „pozew został oddalony”, to niekoniecznie powód, który go wniósł przegrał całą sprawę . Warto posłuchać dokładnie ustnych motywów ogłaszanego wyroku, gdyż dopiero w tej części wyroku sąd wskazuje, co uznał, a czego nie uznał, jak ocenił dowody i dlaczego konsekwencją jest zwrot „oddalenie powództwa”. Niestety, dziennikarze, mniej, czy więcej obyci z salą sądową, przyjmują to jednoznacznie: „przegrał”. Ale nie końca i czy faktycznie poniósł porażkę ten, kto wnosił powództwo w danej sprawie? I choć przed salą Sądu Okręgowego w Krakowie było ich ok. 30., po usłyszeniu „powództwo oddala”, nie byli zainteresowani rozmową z radcami prawnymi, reprezentującymi powoda.
A przecież sąd uznał, że sformułowanie "polskie obozy zagłady" rzeczywiście narusza dobra osobiste Karola Tendery, takie jak godność człowieka, ale też i godność narodową.
Karol Tendera, dziś 95 lat (z powodu złego samopoczucia nie był 25.04.2016 r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie przy ogłaszaniu wyroku w sprawie sygn akt I C 150/14) przy fachowym wsparciu radców prawnych: Lecha Obary i Szymona Topy w Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i współpracownicy” w Olsztynie przy czynnym poparciu Stowarzyszenia „Patria Nostra” z Olsztyna skierował powództwo przeciwko drugiemu programowi niemieckiej telewizji publicznej ZDF do Sądu Okręgowego w Krakowie. Za użycie zwrotu „polskie obozy koncentracyjne” domagał się zadośćuczynienia. Powód i w jego imieniu wymienieni pełnomocnicy argumentują, czemu zaprzecza poprzez adwokatów-polskich pełnomocników-pozwana, że nie istnieje związek między działaniem pozwanej telewizji, a doznanym przez powoda dyskomfortem (tak to nazywa strona pozwana). Dlatego strona powodowa podkreśla, iż obiektywnym łącznikiem łączącym zachowanie pozwanej z naruszeniem dóbr osobistych jest więź ze wspólnotą narodową i słuszne przekonanie, że sprawcami zbrodni są Niemcy, a nie Polacy. Tym samym konieczna jest dbałość o ofiary tych zbrodni i jej prawdziwych sprawcach.
Pamięć o ofiarach zbrodni obozów koncentracyjnych ma szczególny charakter, jako że dotyczy niezwykle ważnego wydarzenia historycznego na skalę światową, odbijającego piętno nie tylko na Narodzie Polskim, w tym na świadomości historycznej jego członków, ale również ludzkości. Pamięć ta stanowi naturalną konsekwencję poczucia przynależności do Narodu Polskiego (polskiej wspólnoty narodowej).
Sugerowanie, iż sprawcami zbrodni obozów koncentracyjnych są Polacy niewątpliwie godzi w powyższe przekonanie i powyższą potrzebę dbałości o pamięć o losie przedstawicieli polskiej wspólnoty narodowej zabitych w okrutny sposób w obozach koncentracyjnych. Należy podkreślić, iż Pan Tendera był świadkiem tych wydarzeń i jako więzień Auschwitz na własnej skórze odczuł, co to znaczy być poniewieranym, bitym, ponaglanym i poniżanym jako Polak każdego dnia. Chyba stanowczo za mało o tym się mówi i pisze, że rzeczywistość niemieckich obozów koncentracyjnych oznaczała wielką traumę narodową dla Polaków. Tu za drutami kolczastymi w sposób doświadczalny mieli przekonywać się, co to dokładnie znaczy być traktowanym jako „podludzie”.
Na sali sądowej w Krakowie w momencie ogłaszania wyroku rozległo się: "Hańba!", "Niemiecki sąd!" , "Do Berlina niech jedzie ten sąd!". Sąd nakazał policji jednego z krzyczących usunąć z sali. Trudno było uwierzyć, że w przypadku osoby, która osobiście doświadczyła okrucieństw niemieckich obozów śmierci, polski sąd oddali powództwo. I uzna, że skoro ZDF, niemiecka telewizja publiczna przepraszała już 2 razy za to określenie, a trzeci raz w internecie, to już wystarczy. Pan Karol Tendera wystąpił też o zakaz publikowania takich określeń na przyszłość. To sąd pominął.
Sąd uznał, że sformułowanie "polskie obozy zagłady" rzeczywiście narusza dobra osobiste Karola Tendery, takie jak godność człowieka, ale też i godność narodową. - Jest to określenie kłamliwe, fałszujące historię - podkreślała sędzia Justyna Sieklicka-Pawlak z Sądu Okręgowego w Krakowie. - Powód jako były więzień obozu ma prawo poczuć się urażony - dodał.
Sąd oddalił jednak powództwo przeciwko telewizji, gdyż uznał, że stacja skutecznie przeprosiła Karola Tenderę jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Nie nakazał jednak stacji, by w przyszłości nie posługiwała się takimi określeniami, gdyż zdaniem sądu powód nie udowodnił, że takie przypadki będą miały miejsce w przyszłości.
Jego żona uznała, że nie jest on dla niego satysfakcjonujący. Bo przeprosiny w tak ważnej materii to za mało.
-Jest jednak krokiem naprzód, bo sąd potwierdził, że ktoś, kto jest związany z tymi wydarzeniami, może poczuć się obrażony takimi sformułowania, co wcześniej wcale nie
było takie oczywiste - komentował rozstrzygnięcie mecenas Lech Obara, pełnomocnik powoda i prezes stowarzyszenia Patria Nostra.
-Wyrok jest satysfakcjonujący dla nas - mówiła w imieniu stacji ZDF reprezentująca ją mec. Karolina Góralska. - To była oczywista jednorazowa pomyłka, a nie celowe działanie. Sprawa toczyła się trzy lata i poza tym jednym przypadkiem to sformułowanie nie zostało ani razu użyte w tym czasie. Zresztą na stronie ZDF zamieszczono dodatkowo oświadczenie, że to sformułowanie było błędne i jaka była prawdziwa historia - dodała, odnosząc się do zapowiedzi apelacji.
To czy w przypadku wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie i oddalenia powództwa sprawa została-mówiąc potocznie-przegrana?
Nie można tak jednoznacznie stwierdzić. Przede wszystkim samo skierowanie powództwa odpowiednio nagłośniło sprawę medialnie. Bardzo znacznie powiększył się krąg osób, grup społecznych do których dotarła ta informacja. Czyli o tym, że wciąż na całym świecie powtarzane są określenia: „polskie obozy koncentracyjne”, czy „polskie obozy zagłady” i „polskie obozy śmierci”. Tak, na całym świecie. I to w bardzo różnych kontekstach. O tym jak ważna jest to sprawa i jak zależy nawet od rozmów poszczególnych polityków dowodzi niedawny przykład... Tajwanu. Był tam z wizytą były prezydent Aleksander Kwaśniewski. I sam przyznał się, że rozmawiał z tamtejszymi oficjelami. Nie pamiętał, co i jak było na temat Holokaustu. Trudno teraz dowieść, że to wina tego polityka. Szkoda, że nie powiedział wyraźnie, iż były „niemieckie obozy koncentracyjne na okupowanych przez Niemców polskich terenach”. I tyle. Jak widać z tego przykładu taka „łopatologia” jest często konieczna. A może nawet nie często, ale zawsze. Ta wielka historia przez wielkie „w” zależy od tego jak wypowiada się polityk. Bo były prezydent Kwaśniewski nawet nie próbował zaprzeczać „ja tego nie powiedziałem”, nie było żadnej oficjalnej polskiej noty w tej sprawie.
W sprawie Pana Tendery nie wszystko było przegrane. Bowiem doszło do wyraźnego potwierdzenia, iż do katalogu dóbr osobistych (art. 23 kodeksu cywilnego), które podlegają ochronie (art. 24 kodeksu cywilnego) zaliczają się „godność narodowa i tożsamość narodowa. Przed tym i innymi procesami wcale nie było to takie oczywiste. Art. 23 k.c. co prawda jest „otwarty”, wymienia się tam dobra osobiste, ale nie te. Polska doktryna prawnicza zajmuje niezwykle sztywne stanowisko w tej sprawie i niechętna jest rozszerzaniu ich właśnie o te pojęcia. Także w odniesieniu do tejże doktryny taki wyrok, jak w Krakowie, ma olbrzymie znaczenie. Bowiem jest wielu naukowców, którzy bardzo dokładnie śledzą te procesy i wyciągają z nich wnioski dla siebie. Czyli każda taka sprawa, nawet wtedy, gdy pada „sąd oddala pozew”, ma jednak znaczenie. I wielka szkoda, iż tego nie zrozumieli dziennikarze. Bo tu nie chodzi tylko o pojedyńczą sprawę. Co o problem, z jaką łatwością inni próbują zaszkodzić Polsce i co nawet w dużym stopniu im się udaje.
I szkoda, że dziennikarze nie chcieli usłyszeć, co miał do powiedzenia całkiem niedawno Sąd Apelacyjny w Warszawie. Powództwo złożył wnuk byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. Czyli osoba wcale nie związana „osobiście”, jak Pan Karol Tendera z tymi wydarzeniami. Ten sąd także uznał, iż do katalogu dóbr osobistych należy bezsprzecznie zaliczyć „godność narodową” i „cześć narodową”. A ponadto wyraźnie stwierdził, że gazeta „Die Welt” i to kilkukrotnie naruszyła dobra osobiste wnuka. I to jest niezwykły przełom w tych sprawach. Bowiem oznacza to, że nie tylko były więzień obozu, ale każdy, kto wykaże, iż ma powody (na przykład rodzinne) by występować o naruszenie także jego dóbr osobistych, może to zrobić. Innymi słowy znacznie łatwiej będzie teraz dochodzić swoich spraw przed polskimi sądami o te określenia. I trzeba o tym bez przerwy przypominać. I wciąż to powtarzać. Bowiem jak wykazała dotychczasowa praktyka sądownicza, polska doktryna prawnicza zbyt sztywno stoi na stanowisku (i co powtarzały już sądy w Olsztynie, Białymstoku i Sąd Okręgowy w Warszawie), iż dochodzący swoich praw może się o to ubiegać, gdy jest wymieniony konkretnie w danej publikacji, gdy to naruszenie da się ściśle zindywidualizować. Inna sprawa, że to jest absurd. I na szczęście praktyka sądowa, samo wytaczanie procesów tym absurdom prawniczym zaprzecza.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
