W zeszłym tygodniu opisałem dwa najważniejsze rozwiązania zawarte w projekcie dużej ustawy medialnej. Zagwarantowanie mediom publicznym/narodowym przyzwoitego finansowania oraz uzależnienie ich władz od największego ugrupowania parlamentarnego. To pierwsze gwarantuje opłata audiowizualne. To drugie fakt, że dyrektorów i wicedyrektorów TVP, PR i radiowych rozgłośni regionalnych oraz dyrektorów oddziałów regionalnych TVP powołuje jednoosobowo przewodniczący Rady Mediów Narodowych, a z kolei jego powołuje marszałek Sejmu.
Teraz kilka zdań o tym czego w ustawie… nie ma. Nie ma zapowiadanego automatycznego zwolnienia wszystkich pracowników w momencie wejścia w życie ustawy. To akurat przyjemny „brak”. Co ciekawe zwolnienia będą, ale mają dotyczyć jedynie zarządów, dyrektorów i kierownictw redakcji, czyli przeważnie osób powołanych po wejściu w życie przejściowej ustawy grudniowej!
Niestety w ustawie nie ma też żadnych obiecywanych gwarancji wyjścia z zapaści w jakiej znajdują się od lat oddziały regionalne TVP. Zapaść ta – zarówno programowa jak i finansowa - jest skutkiem słabych wpływów abonamentowych i solidarnych decyzji kolejnych zarządów telewizji publicznej uznających, że ośrodki regionalne mają utrzymać się z tegoż nieściągalnego abonamentu. Autorzy projektu nie spełnili własnych obietnic - i oczekiwań środowiska dziennikarskiego, m.in. SDP – zapewnienia regionom gwarancji samodzielności finansowej i programowej. Projekt ustawy o tym właściwie milczy. Stwierdza jedynie, że TVP ma takie ośrodki, nadaje jakieś bliżej nie określone „programy regionalne” , i że „statut Telewizji Polskiej określa minimalny udział audycji tworzonych przez jej terenowe oddziały w poszczególnych programach ogólnokrajowych”. Tyle.
Całe szczęście, że ustawa zachowuje samodzielność regionalnych rozgłośni radiowych, bo i na to były zakusy, w tym kuriozalne pomysły łączenia regionalnego radia z regionalną telewizją.
Analizując projekt ustawy warto zwrócić uwagę na uregulowania dotyczące rad programowych. Obecnie 2/3 członków rad programowych mediów publicznych stanowią osoby delegowane do nich bezpośrednio przez ugrupowania reprezentowane w parlamencie. Ich powoływanie przez KRRiT było czystą formalnością. Nowy projekt przewiduje, że członków społecznych rad programowych wprawdzie wybiera Rada Mediów Publicznych, ale jedynie z pośród kandydatów zgłoszonych przez „stowarzyszenia twórcze, organizacje pożytku publicznego, Kościół Katolicki, inne kościoły i związki wyznaniowe, związki zawodowe, organizacje pracodawców, społeczno-zawodowe organizacje rolników, szkoły wyższe, Polską Akademię Nauk, Polską Akademię Umiejętności, Towarzystwo Naukowe Warszawskie oraz inne organizacje i instytucje, do których ustawowych lub statutowych celów należy działalność w dziedzinie nauki, oświaty, kultury, mediów lub sportu”. Mniej więcej takie rozwiązanie zawierały społeczne projekty zmian (m.in. projekt SDP), jednak szły dalej przewidując podobny tryb wyłaniania również składu Rady Mediów Narodowych. Szkoda, że autorzy projektu nie zdołali zdobyć się na takie ograniczenie wszechwładzy polityków.
Rozdział dotyczący społecznych rad programowych zawiera także dwie dziwne regulacje dające radom duże uprawnienia. Otóż rady nie tylko oceniają decyzje programowe po fakcie, ale także „inspirują działania związane z pełnieniem misji publicznej”. Taki zapis może skutkować dwuwładzą (dyrekcja – rada programowa) w sprawach antenowych. Drugi problem to szczególne uprawnienie przewodniczących społecznych rad programowych otrzymujących prawo do jednoosobowego (niekonsultowanego z innymi członkami rady) złożenia wniosku do Rady Mediów Narodowych o odwołanie w trakcie kadencji dyrektora/red. naczelnego. Warto tu zaznaczyć, że przewodniczących rad programowych wybierają nie same rady, ale… przewodniczący RMN z pośród ich członków. Ten sam przewodniczący, którego jednoosobowo powołuje na stanowisko marszałek Sejmu, no ale silny wpływ drugiej osoby w państwie na obsadę władz mediów publicznych to właściwie kręgosłup proponowanej ustawy.
Prawie na koniec przypomnę jedynie, że kilka miesięcy temu minister Krzysztof Czabański deklarował, iż projekt jego zespołu będzie w 90 proc. podobny do projektu… SDP. To całkiem nowe rozumienie pojęcia podobieństwa…
... a już zupełnie na koniec jak zwykle przypomnę, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być usunięte!
