Do Sejmu wpłynął projekt nowej ustawy medialnej. Jest tam nawet naprawdę dobra zmiana. Mam na myśli zapewnienie mediom publicznym/narodowym w miarę godziwego finansowania. Co do dobroci innych zmian to mam – delikatnie mówiąc – pewne wątpliwości.

W uzasadnieniu autorzy projektu z dumą napisali: „Po wejściu w życie ustawy media narodowe po raz pierwszy będą całkowicie niezależne od rządu”. Jest w tym dużo prawdy, ale rzecz w tym, że problemem mediów publicznych nie jest uzależnienie od rządu lecz od rządzącej koalicji. Proponowana zmiana zmienia to o tyle, że media narodowe nie będą już uzależnione od rządu oraz koalicji rządzącej, natomiast będą w pełni uzależnione od… największej partii rządzącej koalicji. Kluczowymi postaciami będą bowiem marszałek Sejmu i powołany przez niego - z pośród członków Rady Mediów Narodowych - przewodniczący tej Rady.

6 osobowa RMN zostanie wybrana przez Prezydenta, Sejm i Senat, a największy opozycyjny klub parlamentarny będzie miał zagwarantowane jedno miejsce obsadzane przez Sejm. Autorzy ustawy nie wzięli pod uwagę propozycji SDP i Ludzi Kultury, aby Prezydent i parlament wybierali członków Rady Mediów Narodowych wyłącznie z pośród kandydatur zgłoszonych przez środowiska twórców i naukowców. Jak w przypadku KRRiT członkiem będzie mógł zostać aktywny polityk pod warunkiem, że nie będzie członkiem władz państwowych czy samorządowych lub pracownikiem państwowej administracji .

W tak wybranej Radzie w wypadku równej ilości głosów w głosowaniu (problem parzystej liczby członków Rady) głos przewodniczącego będzie decydujący. Jednak w kluczowej sprawie jaką będzie wybór dyrektorów mediów narodowych głos członków RMN – poza przewodniczącym – będzie w ogóle nieistotny!

Otóż projekt ustawy przewiduje wprawdzie konkursy na dyrektorów/redaktorów naczelnych z przesłuchaniami przed Radą Mediów, ale jej członkowie nie będą niczego głosować. Przekażą jedynie pisemne opinie przewodniczącemu, a ten jednoosobowo wybierze jego zdaniem najwłaściwszego kandydata. On też będzie miał prawo przedłużyć rządy takiego dyrektora na drugą kadencję i to już bez żadnego konkursu.

Otóż wyposażonego w takie kompetencje przewodniczącego Rady Mediów Narodowych będzie powoływał jednoosobowo – z pośród członków Rady – marszałek Sejmu. Jak wiadomo to stanowisko obsadza największy klub parlamentarny i już widzę jak marszałek powierza przewodniczenie Radzie Mediów owemu jedynemu przedstawicielowi opozycji czy też chociaż przedstawicielowi koalicjantów. Zwłaszcza, że przewodniczący RMN jest praktycznie nieodwoływalny podczas swojej 6 letniej kadencji. Tak oto dotychczasowy nietransparentny system wyłaniania władz mediów publicznych przez rady nadzorcze powoływane przez (koalicyjną) KRRiT i ministrów ma zastąpić w pełni transparentny system powoływania dyrektorów przez… najsilniejszą partię.

Prawie na koniec dzisiejszej pogadanki mam jeszcze kwiatek do tego kożucha. Otóż nowa Rada Mediów Narodowych ma de facto (co w uzasadnieniu przyznają sami autorzy) zastąpić dotychczasowe rady nadzorcze. RMN ma być taką jedną, 6 osobową „radą nadzorczą” dla TVP, PR, 17 rozgłośni regionalnych i PAP. Za tę gigantyczną pracę i odpowiedzialność ustawodawca przewidział odpowiednie uposażenie. Otóż członkom RMN będzie przysługiwać… średnia krajowa. Przewodniczący będzie miał półtorej średniej. Bez komentarza, ale za to na koniec…

…jak zwykle przypomnę, że uważam, iż reklamy z mediów publicznych powinny być  usunięte!

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl