Demokracja zadziwia. Jak przejąć władzę? Wystarczy podnieść książeczkę z napisem „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej” i krzyknąć „a demokracja?”. Czy to my jej nie bronimy? A jak bronimy, to przejęliśmy władzę? Bo obecnie rządzący nie pokazują przecież Konstytucji, to z demokracją u nich nietęgo? A władza teraz leży w...kiosku. Wyjdźcie na ulicę, na dworce, pasaże, różne przejścia. A tam tygodniki (te nie z rządowej linii) opakowane w folię, a pod nią błyszczy się mała książeczka „Konstytucja RP”. I każdy ogląda to codziennie w różnych częściach miasta. Może nie widać tego ze zwykłego samochodu osobowego (bo za nisko są siedzenia), ale z SUV-a, a tym bardziej autobusu, czy tramwaju na pewno. Tak oto „demos”-lud każdego dnia widzi, gdzie jest jego „kratos” władza. Po prostu w kiosku. Wystarczy wydać te parę złotych, podnieść ją do góry, od razu zbierze się kilka, czy kilkanaście osób z hasłami na tekturach i marsz protestacyjny gotowy. I ta wszechowładniająca myśl: „to my mamy rację. Popatrzcie na czym ją opieramy. Na Konstytucji. Nie rozumiecie?”
Ale przede wszystkim, to konstytucję powinno się czytać, a nie z nią obnosić. I jak już otworzy się tę książeczkę, to w art. 7 napisano wyraźnie: „organy władzy publicznej działają na podstawie prawa i w granicach prawa”. I tu się zaczyna problem owych „konstytucjonalistów”, którzy uważają, że to oni przejęli władzę. Co tam wybory powszechne, ciężka walka poszczególnych partii między sobą, tysiące, wiele tysięcy przejechanych kilometrów (a ile kasy na to idzie, czy ktoś to już policzył?), zdarte gardła, odwoływanie się do programu (którego nikt nie czyta i nie czytał i o ogóle nie wie o co chodzi), pokazywanie kandydatów na posłów (często są zupełnie nieznani nawet w swoich społecznościach, tacy „ludzie znikąd i nie wiadomo po co”, ale góra partii kazała to się zgodzili). Nie liczy się partia, która wybory wygrała (a czyż nie o to chodzi w Konstytucji?) i to, że ma większość, my pokażemy, że to my właśnie mamy argumenty demokracji w ręku. Proszę bardzo. Konstytucja RP. Czy ten „numer” kioskach nie jest aż za nadto czytelny? Z jednej strony oczywiście należy to pochwalić-taki ogólnospołeczny dostęp do ustawy zasadniczej jaką jest Konstytucja. Tylko należy zapytać w jakim celu się to robi? Czy nie po to by właśnie nie przestrzegać prawa (uwaga: nie przestrzegać prawa), bo inni wygrali wybory, ale tak przecież nie może być. I nie będzie! A nasz argument. Konstytucja w kiosku, a potem w naszych rękach. Proste?
Czy ten szlachetny skądinąd cel jak upowszechnianie prawa, nie prowadzi wprost do nadużywania prawa? Książeczek z Konstytucją wcale nie muszą teraz pakować w folię niektóre, widocznie „wybrane” tygodniki. Wystarczy wejść do księgarni tu i ówdzie i można ją nabyć nawet taniej. Jest dostępna przecież wszędzie. Nie mówiąc o bibliotekach, czy po prostu o internecie. Ale to Konstytucja uczy, że należy postępować zgodnie z prawem. A nie wbrew. I prawa należy szanować, niezależnie od tego, jakie barwy się reprezentuje. I to prawo ma się dokładnie tak samo do większości, jak i do mniejszości. Jak i do tych, którzy nie weszli do Sejmu. Konstytucją nie można szafować, przeginać ją na swoją stronę. Szanować ma ją każdy, choćby kupił ją w kiosku i obnosił się z nią na ulicach. Czyli nie demonstrować z nią na ulicach i trotuarach, bo to jest właśnie wbrew prawu. Ta „konstytucyjna zadyma” ma wiele wspólnego z wykonywaniem prawa, o jego poszanowaniu już nie wspominając.
Czy to tak trudno zrozumieć? Chyba, że jest to zabieg socjotechniczny tych, którzy przegrali władzę i teraz starają się ją odebrać (czy może raczej skubać tu i tam) i w demonstracjach powołują się na Konstytucję i chcą by ją kupować w kioskach. Czyli ci, którzy przegrali władzę pokazują na kioski i chcą mówić „to my pilnujemy prawa”. A nie legalna władza i wybrana z mocy prawa. Rozumiecie państwo? Takie odwracanie kota ogonem. Albo może „kioskokracja”. Może i coś w tym jest, bo w kioskach można faktycznie nabyć prasę od radykalnie na prawo, do radykalnie na lewo. Leżą obok siebie i się nie gryzą. Może faktycznie należałoby brać przykład z „ułożonej demokracji” właśnie w kioskach? Cicho i spokojnie, każdy broni swoich argumentów. Nikt nikomu nie przerywa, nie pokazuje palcem tu i ówdzie na części ciała. I nawet się nie powołuje na to „boskie”-„a nie mówiłem”. W kiosku jest równość wyboru. Każdy może podejść i wziąć, to co chce. Nikt mu niczego nie narzuca. To dlaczego książeczkę z nadrukiem „Konstytucja RP” chce nieść na ulice i wykrzykiwać niepoważne hasła. O tym jak broni prawa, wolności i równości.
Ci „konstytucjonaliści”, którzy wsadzili ją w foliowy worek (proszę zauważyć, jest razem z pismem o wyrazistych poglądach, nie ma „gołej Konstytucji”, nawet zapakowanej w folię. Na Konstytucji trzeba przecież zrobić „interes”). Ci „konstytucjonalni cwaniacy” nie mówią ani słowa o tym, że Konstytucję trzeba czytać (akurat do tego nie namawiają), a nie demonstracyjnie podsuwać do kolejnych demonstracji (demonstracja przez demonstarcję-to też coś nowego w tej naszej demokracji.
Po co czytać? Najpewniej po to, by nie robić z tego demonstracji. A w art. 32 ust. 1 wyraźnie zapisano „wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. A w tym samym artykule w ust. 2 „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Czy jeśli legalnie wybranej władzy publicznej, czy jej przedstawicielom odmawia się właśnie legitymacji, czy nie „trąci” to o dyskryminację? A gdy ja biorę Konstytucję w rękę i krzyczę, że „ja bronię Konstytucji”, to innym odmawiam prawa do jej obrony? Kioskokracja triumfuje, bo ten kto trzyma Konstytucję, ten ma wyłącznie rację? Hola, hola. „Ułożona demokracja”, tak jak w kiosku, argumenty wszystkich obok siebie? Czy „znieważona demokracja”, bo rządzącym pokażę jak jest naprawdę i odbiorę im w ten sposób „imperium”, czyli władzę?
A może to taki zaklęty KOD demokracji. Jeszcze jesienią w tamtym roku, przed wyborami, gdyby ktoś podszedł do kiosku i chciał kupić Konstytucję RP, to kioskarz by się mocno puknął w sam środek czoła i jeszcze rzucił jakimś mocno obraźliwym słowem. Proszę, a teraz można, bo leży i wyraziście ją widać.
Trzeba przyznać, że Konstytucji, nawet na studiach prawniczych wcale nie nadawano jakiegoś „boskiego znaczenia”. Naturalnie, to ustawa zasadnicza, to z jej zapisów wywodzą się wszystkie inne prawa. Ale Konstytucja to była odległa planeta, liczyły się przecież ustawy, akty wykonawcze i te trzeba było „kuć na blachę”. Na szkoleniach prawniczych coś się zmieniło kilkanaście lat temu. Profesorowie, praktycy prawa zaczęli mówić do radców prawnych i adwokatów: powołujcie się na rozprawach na Konstytucję. Ona też ma praktyczne znaczenie.
Może i ma, ale nie do końca. W artykule 8 ust. 2 zapisano, iż :Przepisy konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba, że Konstytucja stanowi inaczej”. Uwaga, to jest niezwykle ważne. Oznacza to, że sąd może wyrokować i wskazywać zapisy Konstytucji jako podstawę, jak chociażby ten z art. 32 o równości praw, a nie tylko podpierać się samą ustawą. Ale, czy tak się dzieje? Gdy występowałem za mężczyznę starającego się o wcześniejszą emeryturę ze względu na wiek (równe prawa mężczyzn i kobiet) i powołałem się właśnie na art. 32 Konstytucji, sąd w ogóle nie przyjął takiej argumentacji. I później było tak wiele razy. Ale na pewno nie wolno ustępować. Konstytucji trzeba bronić, ale robić to zgodnie z prawem i nie na ulicach. Chyba, że prawo sprowadzamy do ulicy albo kiosku.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
