„Jesteśmy totalną opozycją” i „totalnie destrukcyjnie będziemy działać” oświadczył lider (p)oważnej (o)pozycji. Ten, który objął schedę po pani premier, która dużo mówiła o swoich osiągnięciach i sukcesach w kampanii do Sejmu AD 2015. Widać nie mogła mówić prawdy, bo z kretesem przegrała wraz ze swą partią. A po wyborach okazało się, że owa już opozycja, nawet nie zostawiła audytu, po swoich 8-letnich rządach. Dlatego robione są dopiero teraz i wychodzi, jak niewiele zrobiono. Ile dziedzin po prostu zaniedbano i nie było pomysłu jak wiele trudnych zagadnień rozwiązać. Nawet w tak podstawowej i zasadniczej kwestii jak obronność kraju. Okazało się, że nie jesteśmy do tego kompletnie przygotowani. A co to oznacza? Słyszeli Państwo o „przesmyku suwalskim”? To tylko 100 km. Między obwodem kaliningradzkim, a terytorium Białorusi (nie wiadomo dlaczego Polska tak mało pomaga tam opozycji, by ze strony tamtejszej dyktatury płynie dla nas największe zagrożenie). Właśnie przez Suwalszczyznę. Stalin wiedział, co robi dzieląc była „Wastoczniją Prusiję” między Związek Radziecki, a Polskę. Teraz to rosyjska wyspa nad północną granicą. Czy politycy cofną w ostatniej chwili rozkazy by nie eskalować konfliktu, wywołać wojny, jak już wielokrotnie po II wojnie światowej bywało? To nie straszenie. To coraz bardziej groźna, realna rzeczywistość.
I nawet trudno odpowiedzieć, czy winna cała formacja, czyli (p)oważna opozycja i ludzie wsi (ale czy ze wsi, ilu ich tam?), a może posłowie z komisji obrony narodowej? A może za mała aktywność poszczególnych posłów? Czy ktoś słyszał o rachunku sumienia posła, który by powiedział czego dokonał, a ile razy nic nie wyszło z jego zamiarów. Zresztą, czy naprawdę jego ? Czy ktoś się przyznał ile razy zagłosował zgodnie z dyscypliną, tak jak mu to narzucono. A nie tak jak myślał. Cały czas nie mamy pełnej demokracji, a raczej „klubodemokrację”. Czyli tych, którzy danym klubem rządzą. Niestety, nie dowiemy się przed wyborami, kto będzie w prezydium klubu. Czyli kto będzie narzucał swoje zdanie (a może i swoje poglądy) innym. To też na pewno wada demokracji.
Niestety, ale właśnie w opozycji mamy w dalszym ciągu „klubokrację” i to w mocnym wydaniu. Czyli prosty zamordyzm albo, jak kto woli, „totalne” rządzenie tymi, którzy z wyroku historii znaleźli się w opozycji. A dlaczego została większość takich „baranków” do głaskania, machania im palcem i głosowania?
(P)oważna opozycja tych, którzy wykazali niezależność myślenia i nie chcieli słuchać kilku zarządzających „klubowiczów” (właściwie to przewodniczący opozycyjnych klubów lub ich zastępcy wypowiadają się w mediach, inni „gęba na kłódkę”) wywalili z list wyborczych, a tym samym z politycznego obiegu. Co im taki „niezależny pajac” będzie podskakiwał. Na pewno taką niezależną posłanką i znakomicie wypełniającą swoją rolę (wielka aktywność i pomoc poszkodowanym osobom, zdanym nie niesprzyjający los i zatwardziałych urzędników) była Pani Lidia Staroń z (p)oważnej (o)pozycji, gdy ta jeszcze była przy sterze władzy (korzystała z fachowości, wiedzy i wsparcia Kancelarii radcy prawnego Lecha Obary z Olsztyna)
Posłanka, która wykazała się wieloma inicjatywami związanymi z poważnymi zmianami w ustawach, w tym w sprawach spółdzielni mieszkaniowych, została po prostu wyrzucona. Nie dano jej miejsca na liście w jesiennych wyborach. Nawet ostatniego. Dopiero wyznanie miejscowego barona pokazało o co chodzi. O zarzuty krytykowania kolegów z własnego ugrupowania (nawet „Der Spiegel” pisał o marnowaniu unijnych kwot na zimne termy w Lidzbarku Warmińskim, gdzie by były to „termy” wodę trzeba podgrzewać) oraz głosowanie wbrew dyscyplinie partyjnej. Ale ona jeszcze śmiała mówić o bezpardonowym wyrzuceniu Janusza Cygańskiego, dyrektora Muzeum Warmii i Mazur. Tu się na chwilę zatrzymajmy. Ostracyzmem ukarano posłankę, która odważyła się mieć własne zdanie i -jak to się mówi w języku sportowym-„pokazała charakter”. Dlaczego nie ma miejsca dla kogoś, kto udowodnił, że szanuje swoich wyborców, jest polityczną osobowością i stać ją na prawdziwą, cywilną odwagę ? Wytłumaczyć to się tylko da zagrożeniem jakie czuła partia, która była „wciąż u władzy”. Tu najwyżsi w hierarchii (zarządzający klubem) wymagają by to był jeden zespół, podporządkowany kierownictwu i gdzie nie ma żadnej wolności myśli czy działania.
Teraz łatwiej zrozumieć, co może oznaczać „totalna opozycja”? Przykładanie rządzącym ile się da, bez żadnego konstruktywizmu, no bo jest totalnie. A gdy jest partyjny totalitaryzm, niech tylko nikt nie podskakuje. Tych 3-4 posłów kierujących danym klubem partyjnym usadzi każdego, kto tylko będzie próbował się wychylić.
Pani Lidia Staroń sprytnie „obeszła” swoich mających niemalże dyktatorskie zapędy kolegów i wystartowała jako...kandydatka na niezależnego senatora. I widać, że dla uczciwych politków nie etykietka ważna, ale to co sobą reprezentują (ot, tu nam się rodzi zagadnienie: co reprezentują sobą posłowie?). Wygrała. Jest niezależnym senatorem. A czy media to zauważyły? Skądże? Prawie ich nie widać, nie słychać, nikt ich nie pokazuje. Po co nam wolna myśl? Ano właśnie? To mamy wolność, czy nie mamy? Tam, gdzie najwięcej powinno jej być, czyli w sejmie i senacie wcale jej tak dużo nie ma.
I właśnie niezależnej Pani senator, z byłej już, a teraz (p)oważnej (o)pozycji wyrwało się zdanie, które powinno być świętem demokracji. Niezależna Pani senator powiedziała coś, na co zdaje się nigdy by nie mogła się zdobyć, gdyby należała do tego ugrupowania. A szczególnie teraz, gdy ma to być „totalna” opozycja. Pani Lidia Staroń zapytana o konflikt związany z Trybunałem Konstytucyjnym odpowiedziała wprost:
„jest to wyłącznie polityczna rozgrywka z której nie zrezygnuje obecna opozycja. Trybunał stał się politycznym paliwem, które napędza działania”. Mamy niezależną odpowiedź. I zajęcie stanowiska nie tylko do tego, co robią czołowi „klubowicze”. Bo także wschodząca coraz mocniej na piedestał „uliczna demokracja”, taki KOD na to by trzymać w szachu własnych posłów, którym wolne myślenie zamyka przynależność do partyjnego klubu i KOD walki o demokrację, gdy politycy wyraźnie mówią, że to „totalna opozycja”. Mądra, czy niemądra? Czy trzeba jeździć aż do Brukseli by wspomagać własną, polityczną rozgrywkę? IK nic więcej. Proszę o pytać o kompromis. Właśnie niezależna Pani senator mówi, że „totalna” opozycja się na to nigdy nie zgodzi. Chociaż o tym wprost nie mówi. Bo jak można zrezygnować z politycznej rozgrywki?
Wiktor Suworow pisał o tym, że największą głupotą Goebelsa była nazwanie właściwie ministerstwa informacji, ministerstwem propagandy. Wręcz Suworow się z tego śmiał i kpił sobie z ministra propagandy (to już jak świetny kawał: „minister propagandy”), skoro wiadomo, że propaganda jest od tego by mącić w głowach. To on coś właśnie wspominał o „totalnej wojnie”. Czy teraz „totalna” opozycja ma oznaczać polityczną rozgrywkę? Bo przecież nic więcej. Taki KOD fałszu zatruwający życie polityczne i społeczne w Polsce AD 2016.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
P.S. Ktoś po moim felietonie o wiązaniu Polski z obozami zagłady napisał w związku z filmem ZDF Enterprise World Media, że bardzo się interesuje historią i to co mówił Roger Moorhouse i po wymienieniu kilku nazw niemieckich obozów w okupowanej przez Niemców Polsce (chociaż powiedziano „w Polsce”) padło „i Auschwitz w południowej Polsce” nie było haniebne. Wyjaśniam, że ja bronię rzetelnej prawdy historycznej. Nawet najbardziej znane nazwisko-jak widać-nie może się uchronić od haniebnych stwierdzeń. Więcej otwartości w myśleniu, a nie peerelowskiego zaścianka.
