Pękła mi rura. I zniszczyła trochę odłożonych do przejrzenia papierków. Przenoszę, suszę. Oj, strasznie się zmęczyłem. Ale nagle dotarło do mnie: chłopie pomyśl, jak muszą czuć się powodzianie, którym woda niszczy nagle dorobek całego życia.
Jak się czuje człowiek, który nagle traci pracę? Jak się czuje schorowany i słaby już - bo kilkadziesiąt lat tyrał - gdy nie ma pieniędzy na jego leczenie i czekać ma miesiące na przyjęcie do szpitala?
Zamykają mi moją uliczkę, na której jest ekskluzywna knajpa, bo VIP-y zapowiedziały się tu na lunch. Rozziew prawdy i kłamstwa jest coraz większy. Jedni mówią - inni łżą w żywe oczy i zupełnie się nie liczą z pogardą spojrzeń milionów.
W głównych telewizyjnych okienkach zmieniają się twarzyczki. Trwa podkradanie sobie popularnych prowadzących. Nie widzę w tym nic złego. Rynek! Ale wysiłki niewiele dadzą jeśli dalej będzie decydować nie prawda przekazu, a przekaz sponsorowany politycznie lub biznesowo. Ciągle ci sami decydenci tasują karty tej samej talii. Ci ludzie mianowani politycznie, zasłaniający się pozorowanymi konkursami na stanowiska medialne bronią po prostu swoich synekur. Tak jak posłowie, którzy pójdą nawet na kompromis z diabłem, byleby tylko jeszcze te 3 lata móc spłacać zaciągnięte kredyty. Oni po prostu walczą o życie, o przetrwanie. I ten łańcuszek idzie w dół. Jeśli się go silnie nie pociągnie, nie spłynie to wszystko samoistnie tam gdzie powinno i dalej.
Pochlebcy nie widzą, że król jest nagi. Biedny, spracowany człowiek ma najwyżej pół godziny by zerknąć „co tam w polityce". Jeśli ktoś uśmiecha się do niego sympatycznie z ekranu - on mu wierzy. Nie ma czasu, pieniędzy, by czytać dysputy i wywody. Na szczęście wielu, coraz więcej, nadstawia ucha na głos krytyki. To starsi. A młodsi? Odrzucają media. Przepychanka na rynku trwa. Już nie wiadomo kto kogo kupi. I aż dziwne skąd - wydawałoby się gołodupcy - nagle mają ogromne pieniądze.
Gdyby sejm był sejmem, a senat senatem - to komisje kultury (dziś bezwolne) potrafiłyby odpowiedzieć na te pytania. Tymczasem trudne, istotne sprawy, celowo prowadzone są tak, by nigdy się nie zakończyły. Zupełnie niedostojni dostojnicy rozmawiają tylko z wybranymi przez siebie dziennikarzami, a ci bezwstydnie i bezkarnie (no, jak dotąd) odgrywają komedie i pytają wyłącznie o wybrane sprawy… I tylko widownia coraz mniejsza.
Stefan Truszczyński
16.X.2012
