Polskie media poszły na wojnę. Dziennikarze dawno nie używali tak napastliwego języka opisując tych, których poglądów nie akceptują. Niewybredne ataki mediów po obu stronach sporu politycznego jeszcze podgrzewają gorącą atmosferę w kraju.

Lektura tytułów portali internetowych sugeruje, że konflikt w kraju to krwawa batalia, w której nie bierze się jeńców. „Dla KOD-ziarzy ważniejszym staje się odzyskanie utraconego „koryta” niż katastrofa, w jaką wpędzają Polskę swymi targowickimi akcjami” – czytamy na stronie wpolityce.pl. Na stronie „Wyborczej” kolejne tytuły mogą nas tylko upewnić – toczy się bezpardonowy bój. Bo – jak twierdzą chętnie cytowani przez gazetę komentatorzy: „Polska upadła już tak nisko, jak jeszcze żadne państwo w historii Unii”. I atakują telewizyjne „Wiadomości”, które miały rzekomo sugerować, iż kolejnego marszu KOD „możemy już nie przeżyć”. A niezawodna zaangażowana „w sprawę” Dominika Wielowieyska – zachowując pisownię cytowanych przez siebie przeciwników – donosi: „Oponęci, czyli teoria zamachu. Na moje zupełnie niefachowe oko to musiał być snajperski strzał”. Ludziom, u których polska polityka nie budzi skrajnych emocji, od razu czytać się odechciewa. Tak właśnie powiedział niedawno krytyczny wobec działań rządu prof. Ryszard Bugaj – gdy jest wściekły na działania PiS, czyta „Wyborczą’. I od razu złość mu przechodzi. Tak bardzo bowiem redakcja Czerskiej „przegina” w drugą stronę.

 To, co wyprawiają niektórzy dziennikarze, podważa, niestety, wiarygodność mediów w ogóle. Bo koledzy po fachu nawet nie próbują udawać bezstronności i obiektywizmu. O spokojnym, rzeczowym komentarzu nie ma mowy - trzeba „dołożyć” przeciwnikom za wszelką cenę. Koszty języka wojny, który zadomowił się w naszych serwisach informacyjnych, są jednak wysokie. Jest dokładnie tak, jak o cenzurze w niemieckich mediach, które z dużym opóźnieniem informowały o atakach na kobiety w noc sylwestrową, mówił szef SDP Krzysztof Skowroński – media pokazują, iż nierzadko chodzą na pasku polityki i ideologii. Co gorsza, w chórze wzajemnych ataków prasowych czy telewizyjnych nikną spokojniejsze głosy tych, którzy nie wstąpili ani do KOD, ani do PiS. Wiele osób czyta i ogląda już tylko to, co może znieść – zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego nie kupują „Wyborczej”, a popierający PO i Nowoczesną nie sięgną po „W Sieci” czy „Gazetę Polską”. Ta ostatnia też przecież się zbroi. Na jej portalu redaktorzy donoszą o „zapisach hańby” – to o zaledwie 20-minutowym posiedzeniu rządu pod przewodnictwem Donalda Tuska po katastrofie smoleńskiej; a Piotr Lisiewicz w wywiadzie z Krzysztofem Wyszkowskim podkreśla, iż „Wałęsa to rosyjski agent wpływu”. Tak jakby tego samego nie można było powiedzieć bez jadowitego komentarza już w tytule.

  Dotkliwe ataki mają konsekwencje – nakład papierowej „Wyborczej” jakoś nie rośnie z racji jej wspierania KOD czy PO, a z kolei w dziedzinie e-wydań „Gazeta Polska Codziennie” - i tak sprzedająca ich niewiele - zanotowała 20 proc. spadek w stosunku do stycznia 2015 r. Jej papierowy nakład z kolei wzrósł, podobnie jak e-wydania „Wyborczej” – informuje Związek Kontroli Dystrybucji Prasy. Nie tylko o sprzedaż, rzecz jasna, chodzi, bo na tę wpływają także inne czynniki, zwłaszcza kolejne nowinki techniczne. Większym problemem jest fakt, iż jak tak dalej pójdzie, ciężko zbrojne medialne obozy nie będą już mogły ze sobą i czytelnikami czy widzami rozmawiać o polityce ani najważniejszych sprawach kraju. Nic dziwnego, przecież kolejnym publikacjami dowodzą, że potrafią głównie strzelać z ciężkiej amunicji.

 Jasne, niemal z każdej konferencji prasowej ministra czy demonstracji można wybrać to, co stawia jej uczestników w złym świetle. Warto jednak dostrzegać także pozytywny przekaz, który zwykle istnieje. Jeśli dziennikarze nawet nie próbują go zauważyć, stają się jedynie propagandzistami, którzy właściwie nie muszą w takich wydarzeniach uczestniczyć. Przecież i tak z góry wiadomo, co o nich napiszą.

 Nie oglądam programów aroganckiego redaktora Lisa i nie wsparłabym KOD-u, nie tylko z powodów estetycznych. Ale to nie znaczy jeszcze, że zachwyca mnie publicystyka, w której aktywiści Komitetu czy członkowie PO są wcieleniem wszelkiego zła w naszym kraju. Druga strona sporu też ma w obecnym kryzysie swój istotny udział. Jeśli jednak tak wiele mediów nadal będzie informować o polskiej rzeczywistości w wojennym tonie, jedynie w czarno-białych barwach, nie dziwmy się, że spirala wrogości uderzy także w dziennikarzy. Czy na pewno to jest naszym celem? Oczywiście, wolnym mediom wiele wolno. Nie chodzi o tłumienie nawet niesprawiedliwej krytyki, tylko czy nieustanne opluwanie przeciwnika coś wartościowego do debaty publicznej wnosi? Mam co do tego coraz większe wątpliwości.

  Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl