Cóż to za znak tak piękny i śmiały? To Rodło! To wiary i krwi naszej godło, młodości naszej znak zuchwały!
Tak nasi rodacy skupieni w Związku Polaków w Niemczech odnosili się do tego, co odtwarzało Wisłę wierną kolebkę Narodu i królewski Kraków znak kultury polskiej. Była to łączność z narodem polskim i jego duszą. Dobrze, że ks. Ireneusz St. Bruski przypomniał 6 marca 2016 r. i o Rodle i o uroczystościach we Wrocławiu na tej stronie. Ciągle i wciąż za mało o tym, tak ważnym dla nas współczesnych wspominamy.
Czy tu nie powinniśmy postępować bardziej odważnie, a nawet zuchwale?
Skąd takie poetyckie i natchnione odniesienia do Rodła na początku ? Koniecznie trzeba przypomnieć sytuację mniejszości polskiej w Niemczech, po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości w 1918 r. Doskonale przedstawiono to w polskim „Dzienniku Berlińskim” z 09-10-1922 r.: „My, którzy pozostaliśmy w Niemczech, jako obywatele Państwa niemieckiego, złączyć się musimy do wspólnej pracy, jeżeli nie chcemy utracić wiary ojczystej, naszego języka polskiego, naszej kultury rodzimej”. Po pierwsze dotyczyło to społeczności polskiej w Niemczech, stanowiącej mniejszość narodową i poddaną różnym naciskom nie tylko w niemieckim żywiole, co i w obcym państwie. Po drugie naturalnym było zjednoczenie się, solidarność (chociaż tego określenia nie ma w tym artykule, ale to samo się narzuca i w sposób oczywisty odnosi do naszej współczesności). Po trzecie jest to mocna wskazówka czego trzeba bronić, by się nie poddać obcemu naporowi i pozostać sobą: konieczna jest obrona wiary, języka polskiego oraz rodzimej kultury. Pozostaje jeszcze jedno: wspólna praca. Dlaczego „wspólna”? Bo jak jest się otoczonym obcym żywiołem, to wszystko czyni się razem. Bo w tym byciu razem siła. A dlaczego nie robimy tego, gdy jesteśmy tu u siebie i to ma być tylko dla nas? To też nauka płynąca z działalności Związku Polaków w Niemczech, której 5 Prawd Polaków było jednym z wyraźnych przejawów.
A uchwalono jest 06 marca 1938 r. w Theater des Volkes w centrum Berlina rządzonego przez Hitlera i jego popleczników. I nikt się nie bał! A było prawie 6 tys. delegatów ze wszystkich części Niemiec, gdzie żyli i mieszkali Polacy.
Bund Deutscher Osten rozpoczął masowa akcję szantażu wobec Polaków. A przyjeżdżali pociągami i autobusami ze Śląska Opolskiego, z Międzyrzeckiego, Babimojskiego, Kaszub, Warmii, Ziemi Malborskiej, Mazur, Ziem Połabskich, Westfalii i Nadrenii. Chcieli koniecznie zamanifestować swoją polskość.
Prawda pierwsza: jesteśmy Polakami! Najprostsza, a w tamtych czasach zaskakująca. A cóż było nowego? Stwierdzenie scalające Ślązaków, Warmiaków, Mazurów, Kaszubów, Lubuszan oraz emigrantów na ziemiach połabskich, Westfalii i Nadrenii w jednolitą społeczność Polaków w Rzeszy! Wtedy określenie „Polacy” używano od święta. Częściowo było to pod wpływem silnej polityki germanizacyjnej pruskich nauczycieli, księży. Po I wojnie światowej nie było żadnej centralnej organizacji polskiej Polaków w Rzeszy. Bo przecież zupełnie był inny rozwój i dzieje Śląska, Poznańskiego, Pomorza, czy Prus Wschodnich. A byli nawet tacy, którzy przeciwstawiali się powstaniu Związku Polaków w Niemczech. Właściwie nawet polscy działacze chcieli dezintegrować, chcieli by każdy region był sam dla siebie. To miało utrwalać de facto podział polskiej ludności na poszczególne szczepy Ślązaków, Warmiaków, Mazurów. Co gorsza było to na rękę germanizatorom. W Republice Weimarskiej w spisach Polaków był tez zapisane osobne języki (choć to była nieprawda): śląski, „mazurski”, „kaszubski”. Stąd jak ówcześnie się podkreślało: nie chodziło o związek polskich organizacji, ale Związek Polaków (także po to by uniknąć niezdrowej konkurencji, czy odmiennych ambicji różnych osób).
Jak widać już po pierwszej prawdzie nie chodziło o puste hasła. Za prostym i oczywistym sformułowaniem kryła się bardzo istotna treść dla polskiej społeczności w wielu różnych miejscach Rzeszy.
Prawda druga: Wiara Ojców naszych jest wiara naszych dzieci! Miała faktycznie od pokoleń narodową treść-wiary w przyszłość Polski.
Prawdę trzecią: Polak Polakowi bratem! i czwartą: Co dzień Polak narodowi służy! realizowano dokładnie każdego dnia. Oznaczała nie tylko wspieranie polskości, ale także nawzajem każdego Polaka przez każdego Polaka. I to znowu nie hasło, ale konkretne wskazanie konkretnego działania.
Czy my współcześnie też tak je rozumiemy i podkładamy taką samą treść jak 78 lat temu?
A Prawda piąta: Polska Matką naszą-nie wolno mówić o Matce źle! Wynikała z opowieści 17-letniego chłopca urodzonego w Westfalii. Gdy wrócił z wizyty w Polsce w siedzibie Związku Polaków w Niemczech w Berlinie opowiedział jak to jego ojciec uderzył stryja, gdy ten niewłaściwie mówił o Polsce. I znowu nie tylko puste hasło, ale zasada wzięta prosto z życia.
Był jeszcze jeden numer
związany z kongresem w sercu niemieckiej stolicy. „Wycięli go Niemcy-hitlerowcy. Polskie Radio zawarło z Deutschlandsender na samo nagranie kongresu i transmisję do Warszawy. Niemcy niestety umowy nie dotrzymali. Polacy zresztą nie wierzyli, iż umowa zostanie dotrzymana. I samo wykonali nagranie. Tydzień później w sobotę 12 marca 1938 r. wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia nadały pół godzinną audycję. Potem wydano 5 płyt. Na szczęście ocalały do dziś mamy dowody, iż Polak Narodowi służy.
A ks. Bolesław Domański, prezes powstałego w 1923 r. Związku Polaków w Niemczech pisał ku pokrzepieniu serc: Lud polski się nie da! Nie da!
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
