Byłem na konferencji zorganizowanej przez SDP na temat możliwości obiektywnego badania mediów. W konferencji uczestniczyli m.in. minister Krzysztof Czabański, naukowcy i dziennikarze (1).  Z ich wypowiedzi w zasadzie zrozumiałem tyle, że można zbadać, czy dane medium jest obiektywne czy nie. Otóż, moim zdaniem, w pełni na to pytanie odpowiedzieć nie można, a przynajmniej jest to bardzo, bardzo trudne.

Zawsze mam z tym kłopot, kiedy wypowiadam się w sprawie obiektywizmu, bo inny mam na tę sprawę pogląd jako dziennikarz, a inny jako naukowiec – medioznawca. Jako dziennikarz uważam, że powinniśmy – dziennikarze, reporterzy czy wydawcy serwisów informacyjnych – dążyć do obiektywizmu (rozumianego jako oddzielenie faktów od komentarza, neutralna i bezstronna postawa, wiarygodność źródeł, dosłowność cytatów, odpowiedzi na najważniejsze pytania, itp.) Jako medioznawca uważam, że obiektywizm w sferze epistemologicznej jest niemożliwy, a co najwyżej możemy mówić o tzw. intersubiektywizmie.

Tak naprawdę, to nie tylko ja mam z tym problem. Problem mają najwybitniejsi medioznawcy i filozofowie. Steven Maras, który zebrał poglądy na temat obiektywizmu w książce „Ojectivity in Journalism” (Polity Press 2013), wskazuje, że dotychczas nie udało się stworzyć powszechnie obowiązującej, zadowalającej wszystkich badaczy definicji obiektywizmu. Można przystać na definicję podaną przez Waltera Cronkite’a, że „Obiektywizm jest relacją o rzeczywistości, o faktach, w takim stopniu, w jakim mogą one być otrzymywane bez dodawania uprzedzeń i osobistych opinii”. Ale i ona jest niejasna, bo co oznacza na przykład „relacja o faktach”? Które fakty są istotne dla sprawy, a które nie? Kto ma o tym decydować? Ponadto, fakty występują zawsze w pewnym kontekście. Jak szeroki jest ten kontekst – społecznie, geograficznie, historycznie, itd. Czy to, od kogo o danej sprawie się dowiadujemy jest istotne? Oczywiście, że jest. Wobec tego, które źródła należy bezwzględnie wykorzystać, a które można pominąć? Czy stand-upper w wiadomościach telewizyjnych może być obiektywny? Teoria framingu pokazuje, że jest on subiektywnym komentarzem, a często ramą, przez którą daną wiadomość ma odczytać – zgodnie z intencjami nadawcy - jej odbiorca. Pisząc informację powinniśmy być bezstronni, neutralni, nie zajmować stanowiska. Ale czy język, którym się posługujemy, nie określa naszej postawy? Szklanka może być do połowy pełna lub do połowy pusta. Rząd w ciągu 100 dni zrealizował jedną obietnicę wyborczą, tylko dopiero jedną, czy już jedną? Takich przykładów użycia języka wartościującego w newsach można podać wiele (o koncepcjach i krytyce obiektywizmu pisałem na stronie sdp.pl http://old.sdp.pl/obiektywizm-teoria-i-praktyka)

Obiektywnie można zmierzyć siłę wiatru wiejącego z prędkością 100 km/godzinę, obiektywny może być mój wzrost, waga, obiektywne będą wartości mierzalne. Ale jak zmierzyć obiektywność wiadomości dziennikarskiej (o publicystyce nie piszę, bo ona nie musi być obiektywna, czego wielu czytelników czy telewidzów zupełnie nie rozumie)? Czy skacząc na odległość 8 metrów 90 centymetrów Bob Beamon (na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku w roku 1968; był to – jak pisano – skok w XXI wiek) osiągnął obiektywnie najlepszy rezultat na świecie? Pomogła mu wysokość, na której odbywały się zawody i rozrzedzone powietrze. A gdyby tak zastosować przelicznik, to o ile wydłużyła jego skok zmniejszona gęstość powietrza - jaki byłby jego rezultat w „normalnych warunkach”? Zauważmy, że dzisiaj w zawodach skoczków narciarskich stosuje się przeliczniki uwzględniające m.in. siłę i kierunek wiatru, a i tak mamy w wielu przypadkach poczucie, że warunki atmosferyczne „zaszkodziły” skoczkowi a punktowa buchalteria nie pomogła i zawodnik został skrzywdzony. Porównajmy jeszcze gimnastykę, skoki do wody, czy taniec, a okaże się, że w tych wszystkich dyscyplinach sędziowie mają trudności z obiektywną oceną. Jeżeli to dotyczy sportu, to na jakiej podstawie mielibyśmy obiektywnie ocenić tak niewymierną dziedzinę, jak wypowiedzi medialne, w tym szczególnie nas interesujące wiadomości? Możemy tylko skonstruować pewne modele badawcze, ze świadomością, że w pełni obiektywnej oceny nigdy nie sformułujemy.

No dobrze, ale czy to oznacza, że w ogóle nie powinniśmy „obiektywizować” wiadomości? Otóż wcale tak nie uważam, mimo, że jestem świadom pewnej ułomności i mityczności pojęcia obiektywizmu. Można dla potrzeb porównawczych stworzyć pewien wzorzec, dowolnie nazwany obiektywizmem, rzetelnością, wiarygodnością czy po prostu wzorcem informacji dziennikarskiej. Później, odnosząc taki wzorzec do konkretnych newsów możemy określić, który z nich w mniejszym czy większym stopniu spełniał owe kryteria rzetelnego/wiarygodnego/obiektywnego newsa, a który tych kryteriów w ogóle nie spełniał.

Mamy na przykład model obiektywizmu sformułowany przez Westerstahla (opisałem go w:  Obiektywizm dziennikarski a dziennikarstwo śledcze. Analiza typologiczna [w:] O dziennikarstwie śledczym. Normy, zagrożenia, perspektywy, pod red. Marka Palczewskiego i Moniki Worsowicz, Łódź 2009, s. 65-84.) Pozwala on analizować newsy pod kątem obiektywizmu. Ale ma on wiele luk, bo jak na przykład stwierdzić jednoznacznie, czy informacja była w 100 procentach prawdziwa, albo czy reporter zachował równowagę pomiędzy cytowanymi opiniami? Co więcej, samo cytowanie sprzecznych opinii, którą to metodę zaleca amerykańska socjolożka G. Tuchman, nie gwarantuje, że w ten sposób otrzymujemy „prawdziwy” przekaz. Łatwo to wykazać, uświadamiając sobie, że możemy mieć np. do czynienia ze skrajnymi wypowiedziami na temat kształtu Ziemi: jeden z rozmówców stwierdza, że Ziemia jest płaska, a drugi, że jest kulą. Który ma rację? W tym przypadku powinniśmy skorygować obie odpowiedzi, bo Ziemia ma kształt geoidy. Dziennikarz informacyjny, pragnący zachować neutralność w przedstawianiu cytowanych wypowiedzi, rozminie się w w/w przypadku z prawdą o rzeczywistości, prezentując oba fałszywe poglądy. Inna wątpliwość: nakaz zachowania prezentacji różnorodnych poglądów nie mówi wprost, ile wypowiedzi powinniśmy zacytować. Jeśli pytamy o 100 dni rządu, to czy wystarczy zapytać przedstawicieli rządu, PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiz’15, PSL? Czy należy o to pytać również, w krótkim materiale informacyjnym, przedstawicieli partii Razem, Korwin, SLD? Czy również ekspertów, naukowców i zwykłych ludzi? W modelu Westerstahla pojawiają się pytania dotyczące możliwości zbadania wiarygodności źródeł (czasami nad wiarygodnością dokumentów uczeni zastanawiają się przez wiele lat) czy ważności danej informacji dla odbiorcy (to, że jest ona np. na pierwszym miejscu serwisu informacyjnego wcale nie musi oznaczać, że jest ona najważniejsza dla widzów czy słuchaczy). I tutaj też nie zawsze istnieją proste odpowiedzi. Niektórzy uważają, że przed subiektywizmem chroni dziennikarza stosowanie modelu odwróconej piramidy (najważniejsze informacje na początku) i użycie konstrukcji 5 w i 1 h (who, what, when, where, why, how). Krytycy powiedzą, że nie zawsze możemy odpowiedzieć na pytanie „kto?” ( np. nie wiemy, kto podpalił budynek, kto wydał rozkaz, itp.), a pytanie „dlaczego?” nie powinno być w ogóle przedmiotem informacji, bo jest próbą interpretacji wydarzenia, czyli stanowi publicystyczny komponent newsa.

Czy zatem stoimy, jako naukowcy próbujący opisać wartość przekazywanych wiadomości, na straconej pozycji? Myślę, że nie, ale powinniśmy jednak wyzbyć się przekonania, że badamy jakiś istniejący niezależnie od nas „obiektywizm” informacji. Nie. Badamy po prostu to, co sami uznamy za model obiektywizmu. A model numer jeden może różnić się od modelu numer dwa. Dlatego za właściwe uznałbym powołanie takiej instytucji (np. Instytutu Medialnego), złożonej z medioznawców i dziennikarzy, która wypracuje odpowiednią metodologię badania informacji dziennikarskich, i która zyska akceptację obu tych środowisk. Taki Instytut mógłby być utrzymywany z wpływów finansowych od organizacji zainteresowanych jego powołaniem i przyszłą działalnością.

Wracając do samego badania newsów i serwisów informacyjnych, to wydaje mi się, że badania ilościowe zawartości mediów nie nastręczałyby kłopotów. Problemy mogą pojawić się na poziomie ich interpretacji. Ale to już pieśń przyszłości.

 

Marek Palczewski

Adiunkt, Katedra Dziennikarstwa i Komunikacji społecznej

Uniwersytet SWPS w Warszawie

 

P.S. Dziękuję Pani redaktor Teresie Bochwic i Panu redaktorowi Michałowi Orzechowskiemu za zorganizowanie Konferencji, która zainspirowała mnie do tej wypowiedzi.

 

  1. Konferencja naukowo-medialna „Jaka rada na media?” Organizator SDP – red. T. Bochwic i red. M. Orzechowski. Uczestnicy: Krzysztof Czabański – wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dr hab. T. Kononiuk – UW, dr T. Gackowski – UW, dr M. Kochan – medioznawca, A.Meler z Centrum Monitorowania Dyskursu Publicznego UMK w Toruniu. Warszawa, Foksal 3, Dom Dziennikarza, 23 lutego 2016, godz. 17.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl