Z Ziemcem będzie trudna sprawa. W okresie właśnie upadłego „reżimu telewizyjnego” był dla cierpiących w opozycji symbolem oporu – nie szczekał jak pozostałe kraśkowe grono. Można było mu (po cichu) zarzucić, że tak czy owak legitymizował już samą swoją obecnością w TVP – w Wiadomościach, wśród kłamców – tychże. Oni wykoncypowali: nie wyrzucamy Ziemca, bo to nasza „demokracja” choć przecież każdy widzi, że On wasz. I tak Krzysztof Ziemiec przetrwał. Ale teraz trochę się popsuł. Jaki to ma być: teraz tych, którzy przyszli czy… niezależny (zamarzyło się!).
Już w czasie wywiadu z najważniejszą z kancelarii Prezydenta Dudy, Panią Małgorzatą Sadurską, dało się łatwo zauważyć usztywnienie. Niepewna jeszcze w studio telewizyjnym Pani Minister uśmiechała się i nawet wdzięczyła całą swoją kobiecością do chudego redaktora, ale ten pozostawał sztywny i zdystansowany. Trochę za bardzo. Kobiecie należało się okazanie ciut-ciut sympatii.
W rozmowie z ministrem Macierewiczem ten chłód wobec przedstawiciela prawicy został zamanifestowany jeszcze bardziej. Pytania były tak stawiane jakby to czynił Kraśko lub Lis. Ziemiec był całkowicie obojętny na próby ministra – oczywiście nie wprost czynione - na delikatne próby zwrócenia dziennikarzowi uwagi, że pyta jakby z pozycji przeciwnika, a nie obiektywnego dziennikarza. Oczywiście uważam to za dyskusyjne, co najmniej, czy K.Z. dobrze wypełnił zadanie „wywiadowcy”. Myślę, że nieźle. Macierewicz był ożywiony, żeby nie powiedzieć trochę zły, na pewno zdziwiło go i zaskoczyło to w jaki sposób człowiek powszechnie chyba uważany jeszcze niedawno za „swojego” nagle zmienił front. Oczywiście minister, najsilniejsza osobowość w całym gabinecie dał sobie radę. Sam jest dość trudnym rozmówcą dla dziennikarzy, ponieważ odpowiada na pytania długimi okresami zdaniowymi. Przerywanie – jak zawsze – jest kłopotliwe i nie najlepiej świadczy o prowadzącym rozmowę. Ale żeby nie było monologu ze strony gościa trzeba to robić. Zresztą argumenty p. Macierewicza są - jak zawsze - bardzo klarowne, nigdy nie pokazuje zdenerwowania czy zniecierpliwienia. Antoni Macierewicz – to i dla mnie, nawet gdy widzę pewne manipulacje – najważniejszy gość w nowym rządzie; dąży do celu – po to przychodzi do studio żeby przekonać telewidza. No i – drobiazg – generalnie, strategicznie ma rację.
Politycy – szczególnie ci najważniejsi – powinni cenić tych dziennikarzy, którzy im się przeciwstawiają, a tępić i unikać lizusów. W ostrym, a nawet najprawdziwszym boju sympatia widza pozostaje przy ostro pytanym, krytykowanym. Jeśli dziennikarz chwali gościa – to mu szkodzi.
Dziennikarz – w tym wypadku Ziemiec – dobrze robi, że trochę… „stawia się”, że stara się nie pominąć trudnych pytań, które i tak krążą. Tak więc ogólna ocena Pana Z. jest pozytywna. Ale czy będzie umiał wykształcić i prowadzić w wywiadach następnych taki styl – sposób, który przekonywać będzie ludzi do redaktora: że nawet jeśli się myli to ma dobre intencje.
No i czy mu pozwolą? Oto jest hamletowskie pytanie. Ciekawe jak do tego podejdzie kierownictwo – niższe i wyższe. Czy pozostawią redaktora na tym eksponowanym stołku czy przeniosą. Bo tak się często robi – nie wywala, wywalając. Sadza się „gwiazdy” po prostu gdzie indziej.
No ciekawe. Obserwujmy losy kolegi Z.
23 II 2016 Stefan Truszczyński
