Komuna dalej rej wodzi. Żona komunistycznego zbrodniarza niemalże „podrzuciła” nam jak z puszki Pandory kolejnego węża. A  ten syczy, straszy i do końca nie wiadomo, co z nim zrobić? 27 lat po pierwszych, częściowo wolnych wyborach, gdy zaczęliśmy walkę o prawdziwą-jak nam się  wydawało-wolność Polski okazuje się, że jest to wolność  względna.  Byli esbecy: ważniejsi i mniej ważni ot, rzucają, czy jeszcze rzucą nam jak lwom na pożarcie jakieś pożółkłe częściowo dokumenty, by  cała  dyskusja  o Polskę  Anno Domini 1989 i  Anno  Domini  2016  zaczęła się na nowo. A  politycy z różnych opcji jak te lwy  rzucają się na tę padlinę, wygłaszając czasami wręcz przeciwne poglądy. Ale także wszyscy  mówią o  tych  papierach: chyba, do końca nie wiadomo, trzeba sprawdzić, zobaczymy, poczekajmy na wyjaśnienia.  Oto  jak w  2016  r.  Służba  Bezpieczeństwa  PRL kreuje nam współczesną historię naszego kraju Polski. Czy jesteśmy naprawdę u siebie, skoro nie  wiemy  dokładnie jak do szło do przemiany, jak tworzyły się zręby tego, co  teraz nazywamy III  Rzeczpospolitą. Co się  działo przed Okrągłym Stołem, Magdalenką, jaki układ tak naprawdę zawarto po „okrągłostołowych” rozmowach w Magdalence? Czy w dalszym ciągu  żyjemy w kraju, gdzie wielu esbeków w  świetnie skrojonych garniturach zasiada w zarządach lub radach nadzorczych wielu spółek, rozbijając się drogimi brykami po ulicach miast? I jak uwłaszczyli się na majątku, który w  PRL-u stanowił własność nas  wszystkich i który z takim mozołem tak wielu budowało, a teraz nie ma z tego nic. I w dalszym ciągu naszą  rzeczywistość tworzą cze.kiszczaki, a uzupełnia to tu i tam były agent „Bolek” (a ich imion było przecież wiele).  A  „Cze.Kiszczak. Biografia generała broni Czesława Kiszczaka” to znakomita książka  Lecha Kowalskiego, którą wszystkim polecam.

Trzeba zapytać, dlaczego nie było u nas dekomunizacji i to takiej twardej, do końca, z wyjaśnieniem wszystkiego?  Tak  jak  to  zrobiono w  byłej NRD,  czy  Czechach? I mniejsza z tym starszym pokoleniem, które to wszystko przeżywało „na żywo”, ma swoje własne doświadczenia i mogło wyrobić  sobie swoje własne zdanie. Ale, co z młodymi ludźmi, którzy  chcieliby przecież mieć  jednoznaczną  historię swojego kraju.  I  jej nie mają i długo nie będą mieli, bo zapewne co  rusz, jakiś  cwany esbek lub jego żona, czy  rodzina  rzucą nam „teczkową padlinę”. I  dyskusja zacznie się ponownie, bo przecież nas wszystkich, starszych i młodszych bardzo to pasjonuje. I przynosi wiele emocji.

Lechowi Wałęsie na pewno trzeba oddać chwałę, że  był  przywódcą  ruchu społecznego „Solidarność” (bo nie tylko związku zawodowego). I to, że  miał odwagę (oj, nie wszyscy byli wtedy odważni) postawić się komunie.  Ale czy prowadzono go jak na pasku, czy jak mówił do nas, to nie były to słowa kogoś,  kto jest w rękach tajnych służb, które  to służby  mogą  go  zdyskredytować w każdej chwili? Tak jak 17 lutego 2016  r. zrobiła  to żona Czesława Kiszczaka?

O tym, co się stało w lutowy wieczór







































 

2016 r., o tych metodach sam dowiedziałem się już w 2008 r. W Ośrodku Badań Naukowych im. Wojeciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie odbyło się  spotkanie ze  Sławomirem Ceckiewiczem, jednym z autorów książki „SB a Lech Wałęsa Przyczynek do biografii”. Bardzo dokładnie  opowiadał o długotrwałej pracy nad  dokumentacją esbecji. Jak  dokładnie sprawdzali karetkę po kartce, jak to wszystko weryfikowali.  Mnóstwo godzin na badania poświęcił  razem z Piotrem Gontarczykiem. Ten drugi nie mógł być wtedy w Olsztynie.  Za  to S. Cenckiewicz nazwał go super specjalistą od badania metod fałszowania dokumentów, czy  tworzenia podróbek. Jednym słowem naukowiec, który obecnie ma tytuł profesorski, podkreślał, że ludzie nauki nie tylko zbadali te rzeczy, ale także dokładnie potrafią  wskazać, czy jest to kartka oryginalna, czy też tak  albo inaczej podrobiona. Także w 2016 r. badacze podkreślają, iż potrafią ocenić wiek kartki i pisma jakim ją  zapełniono. Nie da się teraz udawać, że „to wszystko  to fałszywki, czy podróbki”. To można zbadać.  Była  esbecja nie jest  aż  taka wszechmocna.  Bardzo ciekawie mówił S. Cenckiewicz o dewastacji jakiej w  dokumentach byłej tajnej policji  zrobiła Kancelaria  Prezydenta Lecha Wałęsy. W teczkach kartki były  wpinane nie po kolei od najstarszej, a pod nimi późniejsze, tylko odwrotnie. Im nowsza tym  wyżej. I  często  ta  kartka na górze była  tylko jej połową, bo zawierała kilka zdań.  S. Cenckiewicz  nazwał to wówczas  kompletnym dyletanctwem tych, którzy przy tych aktach manipulowali.  Gdyż  wyrywali te  kartki spod  spodu, a  tą  połówkę,  czy ostatnią część  tego dokumentu zostawiali.  A  tam  właśnie było zapisane o co chodziło, podawane ostatnie niezbędne szczegóły. I w ten „pośredni” sposób S. Cenckiewicz i P. Gontarczyk mogli dowiedzieć się o czym traktował ten dokument. I ten sposób  już w  2008  r.  słuchacze  S. Cenckiewicza przekonali się, że „prawdę nie zawsze da się  wyrwać by ją zniszczyć, bo ślad  zostaje”.  I  dokładnie to samo przypomnieli S. Cenckiewicz i P. Gontarczyk w piątek 19 lutego 2016 r. w TVP I w  filmie z 2008 r. „TW Bolek” w  reżyserii Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka.  Przypomnijmy, że  właśnie 8 lat temu wtedy ukazała się  też  książka „Lech Wałęsa a  SB”.  I jeszcze  jedna  S. Cenckiewicza „Wałęsa Człowiek z teczki”.
Wielu już teraz  zadaje pytanie, czy  historię III  RP trzeba będzie pisać na nowo? Biorąc pod  uwagę w ilu jeszcze  szafach, mieszkaniach, czy nawet domkach letniskowych są różne, różniste  dokumenty, bardziej, czy mnie sprefabrykowane wydaje się , że  tak. Tym bardziej, że jak w ten weekend pojawiają się dokumenty jak to ktoś inny w imieniu Kiszczaka  chciał handlować  całą...ciężarówką pełną  akt.
Jaka  jest  szansa na uzyskanie prawdy  historycznej o powstaniu o kształtowaniu się III  RP  nikt poważny nie jest w stanie na takie pytanie odpowiedzieć.  Jeżeli   wciąż  jest tak wiele  wątpliwości, to dziwić muszą  wypowiedzi liderów (p)oważnej (o)pozycji, którzy nie chcą  wcale odkrywania prawdziwych dziejów własnego kraju.  Tak, Lech  Wałęsa  jest  symbolem Polski, po Janie Pawle II  najbardziej czytelnym dla  całego  świata. Ale czy to ma oznaczać, że mamy rezygnować z podejmowania działań i szukania prawdy? A może i tak nic z tego, bo wiele dokumentów (a może oryginały)  znajdują się za  wschodnią i  zachodnią granicą?
Niezależnie od tego, co mówi, czy  co powie  sam Lech Wałęsa, to Kornel Morawiecki, niezłomny działacz  „Solidarności”, który nie dał się  internować i cały czas w czasie ukrywania się  wydawał prasę podziemną, jednoznacznie mówi, że Wałęsa nie powinien kluczyć, tylko przyznać się jak było naprawdę. I tak pozostanie bohaterem sierpniowych dni. Chociaż do wyjaśnienia pozostają losy takich przywódców „Solidarności” jak Kazimierza Szołocha, który po przekazaniu informacji tylko L. Wałęsie o spotkaniu, o mało co nie zginął, gdy  zabito  kogoś  o takiej potężnej posturze jak on.
I wciąż za mało wiemy do jakich działań porywała się Służba Bezpieczeństwa w czasach komuny. I jak była niebezpieczna  dla wolności naszego kraju, a jej działania często okrutne i podłe i zmierzające do zastraszenia  robotników, którzy mieli na utrzymaniu rodziny i trudno im było powiązać koniec z końcem.

Pamiętamy niedawne  działania (p)oważnej (o)pozycji wyprowadzenia spraw Polski za granicę. Jej działacze pojechali do  Parlamentu Europejskiego do Strasburga po to by jak oświadczyli „polityka zagraniczna Polski nie miała  twarzy PiS”.  Czy to nie antydemokratyczne działanie? A  czyją ma mieć skoro to ta partia  wygrała jesienne  wybory?
Niemcy (którzy sami nie  potrafią odpowiednio zareagować na „polskie obozy śmierci” używane przez ich media) wyrażają swój pogląd na łamach weekendowego wydania „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „Brudna kampania przeciwko byłemu prezydentowi pokazuje, że prawica nie cofnie się przed żadną podłością, bo nawet jeśli Lech Wałęsa podpisał coś w latach 70, to w późniejszym życiu jak nikt inny przyczynił się do upadku dyktatury”.

Komentator gazety zauważa, że „bezpieka wielokrotnie starała się skompromitować Lecha Wałęsę. Gdyby służby rzeczywiście coś na niego miały, to by tego użyły. Oskarżenie Wałęsy o bycie marionetką bezpieki świadczy bardziej o charakterze autorów tych słów niż o samym liderze Solidarności" - pisze komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Aż  trudno w to uwierzyć, że  przykład Stasi nic nie mówi niemieckim dziennikarzom? A może trzeba było przeżyć  komunistyczne czasy w jednym z takich krajów, strach przed tajnymi służbami by wiedzieć, czym to pachniało. I nie pisać takich banałów.

Bo jak widać  wyciągają oni, byli esbecy swoje tajne macki, nawet 27  lat po przełomie w Polsce.  I  to nie IPN, o  którego  braku profesjonalnych działań mówi się, że  stać ich na: opieszałość, zrutynizowanie i bojaźń, ale rodziny komunistycznych kacyków lub oni sami będą wciąż nie pozwalali na ujawnienie prawdy o III  RP.



   /-/  Andrzej Dramiński
                                     Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
                                          Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl