Już miałem ogłaszać koniec publicystki (oczywiście swojej), już miałem zawiesić na kołku (politycznym) swoje felietony i czekać na wprowadzenie dużej ustawy medialnej, by defetyzmu nie siać i wrażej propagandy nie szczekać, gdy oto w sukurs przyszły mi trzy teksty. Dobrze, że publicystyka jednak nie umiera. Oj dobrze, Panie Bobrze!
Najpierw przeczytałem wywiad z naszym szefem Krzysztofem Skowrońskim, potem tekst Marcina Zaborskiego, a na koniec wyznania Jacka Rakowieckiego. I ucieszył mnie ten festiwal pluralizmu myśli i postaw. Pomyślałem sobie tylko, oby i w telewizji narodowej czegoś takiego doczekać, oj to będzie naprawdę dobrze! Ale cóż, nie wszystko zaraz naraz, trzeba czekać. Póki tego czekania, należy brać się do czytania! Więc czytam.
W rozmowie z Anitą Czupryn http://www.polskatimes.pl/artykul/9376145,krzysztof-skowronski-uwazam-ze-mediom-publicznym-przywracana-jest-wolnosc,id,t.html Krzysztof Skowroński tłumaczy m.in., dlaczego SDP przyznał Hienę Tomaszowi Lisowi. Argumenty są znane, były również na tej stronie podawane, nie będę ich tu przypominał, kto ciekaw niech zajrzy powyżej. Dla mnie jest ważniejszy problem, dlaczego jesteśmy jako dziennikarze tak podzieleni? Prezes SDP mówi: „Mam nadzieję, że te pomosty będą teraz przerzucone i uda nam się odczarować ten świat, bo przecież nie możemy rozmawiać tym samym językiem, używać tych samych słów, które zupełnie coś innego znaczą”. Według niego mediom publicznym jest teraz przywracana wolność, choć inni twierdzą, że jest akurat zabierana. Dalej ma nadzieję, że media będą naprawdę mediami publicznymi z szeroką, pluralistyczną debatą. Ciekawy jest wątek dotyczący przyszłej ustawy, cytuję: „Jak będzie nowa ustawa medialna, to wrócimy do zwykłego trybu powoływania władz mediów publicznych. Żeby zostać szefem czy to rozgłośni regionalnej, czy regionalnej telewizji, czy publicznego radia, publicznej telewizji, będą ogłaszane konkursy. Mam nadzieję, że te konkursy będą konkursami publicznymi, opinia publiczna będzie mogła sama wyrobić sobie zdanie, kto dobrze się prezentuje, kto ma wizję mediów publicznych, a kto jej nie ma”.
Takie podejście pokazuje różnicę między tym, co jest, a co ma być. Więc może „dobra zmiana” dopiero przed nami? Może za 3, a może za 5 miesięcy nastąpią takie zmiany w telewizji publicznej (narodowej), o jakich marzy zdecydowana większość dziennikarzy i widzów. Może nie skończy się przestawieniem wajchy, a odpolitycznieniem TVP i Polskiego Radia? Oby! Oj byłoby dobrze, Panie Bobrze! Na razie wiemy, że SDP rekomendowało dziennikarzy na stanowiska szefów regionalnych mediów (tv i radia). I cieszyć się z tego należy, że nasze Stowarzyszenie też głos swój dać może. Szkoda tylko, że uczestniczyły w tym procesie bardzo wąskie gremia. Oj, to nie to, żebym chciał podważyć ich kompetencje, bo wcale nie! Ufam i zaufanie mam, ale mam też nadzieję, że ta lista wcześniej czy później zostanie odtajniona przed członkami SDP. Oj, niedobrze, niedobrze! A może dobrze?!
Wracam do lektury. Drugi tekst, Marcina Zaborskiego, politologa i dziennikarza radiowej Trójki dotyka języka. http://www.polskatimes.pl/artykul/9368216,tak-sie-nie-spinaj-bo-sie-rozsypiesz-naukowcy-i-upadek-jezyka-debaty-publicznej-w-polsce,id,t.html
A ściślej, języka debaty publicznej. Właściwie to on jest, ale nie za ładny. Autor przedstawia przykłady internetowego chamstwa, niewybredne epitety, kalumnie i złośliwości, jakimi obrzucają się „dyskutanci”. A są wśród nich i dziennikarze, i naukowcy. Wysoki stopień emocji, stosowanie argumentów ad hominem i ad personam, niesłuchanie, wyszydzanie i obrażanie należą do „kanonów” prowadzenia „dyskusji”. Zaborski stawia pytanie: „Czy nie ma innej drogi? Czy atrakcyjny przekaz musi być nasączony złymi emocjami? […] Czy nie powinniśmy pokazywać, że można inaczej? Że nie musi być tak, iż podobnie myślący potrafią ze sobą rozmawiać, a ci różniący się w opiniach - już nie…?!”
Niestety, może być jeszcze gorzej, bo walka polityczna wraz ze zmianami nie będzie łagodnieć, a wraz z nią zaostrzyć się może walka publicystów – zwolenników partii politycznych. Wydawało się, że w owej trybalizacji środowiska dziennikarskiego osiągnęliśmy kres, ale tak chyba mi się tylko wydawało. Byłem przerażony, kiedy analizowałem język kampanii prezydenckiej w ubiegłym roku w tygodnikach opinii. Ale na tym polu nic się nie zmieniło, można powiedzieć za Szpotańskim, że staliśmy nad przepaścią, a teraz zrobiliśmy krok do przodu. Oj niedobrze, Panie Bobrze. A może dobrze?
No to na koniec. Rozmowa z Jackiem Rakowieckim. Sam bym pewnie go nie znalazł, ale dzięki wpisowi na SDP-owskim Facebooku przeczytałem. I ciut oniemiałem. Bo takiej odwagi u byłego rzecznika TVP się nie spodziewałem. Rozmowa ciekawa, nie byle jaka http://m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20160203/rakowiecki-nie-bylismy-klamcami-bylismy-idiotami-media
Tekst jest o tym, że przed długie lata dziennikarze izolowali się od społeczeństwa, że żyli pod kloszem. Jacek Rakowiecki przez wiele lat był dziennikarzem, redaktorem naczelnym kilku pism, niedawno był rzecznikiem prasowym TVP. Rakowiecki mówi o „spsieniu mediów”, ale terminu nie wyjaśnia. Czy ma ono charakter ekonomiczny, polityczny, etyczny, warsztatowy? Pewnie dotyczy wszystkich elementów, ale w rozmowie, którą prowadzi Grzegorz Rzeczkowski powraca motyw braku wiarygodności, izolacji dziennikarzy, ich zamknięcia we własnych gronach, atomizacji i braku silnej reprezentacji środowiskowej. Pobrzmiewa w tych żalach marksowski motyw alienacji. Czyżby dziennikarze wyobcowali się ze społeczeństwa? Oj niedobrze, niedobrze, Panie Bobrze.
Rakowiecki mówi też o SDP, że Stowarzyszenie zostało przejęte przez tzw. niepokornych – „Nikogo to nie obchodziło. Na własne życzenie straciliśmy nie tylko narzędzie walki o wspólne interesy zawodowe, socjalne, ale także o właściwą społeczeństwu demokratycznemu rolę mediów i prasy”. Podziały w środowisku się pogłębiły, doszły do poziomu nienawiści. Rakowiecki opisuje przyklejenie się dziennikarzy do partii politycznych; według niego dziennikarze bardziej przyklejeni są do PiS, ale to całkiem zrozumiałe, bo: „W sytuacji kryzysu mediów, gdy dziennikarze zarabiają za mało, są zwalniani z powodów ekonomicznych i uczciwej, dobrze płatnej pracy jest jak kot napłakał, oni przez wiele lat znajdowali się w tragicznej sytuacji bytowej. Ale trwali na swoich pozycjach, bo jeżeli w którymś momencie zadeklarowali się po jednej stronie, to nie mieli powrotu. W Polsce niełatwo byłoby taki powrót wybaczyć – trzeba by było wcześniej odbyć dłuższą drogę do Canossy i strasznie dać się przeczołgać. „Niepokorni” musieli więc grać na przyklejenie do PiS, bo to im dawało nadzieję na przeżycie w tym zawodzie”.
Oj niedobrze, bardzo niedobrze, mi się zrobiło po przeczytaniu tego fragmentu. A może właśnie dobrze, może właśnie dobrze? No bo, jeżeli Rakowiecki się nie myli, to opcja przyklejania się do partii politycznych jest dopuszczalnym zachowaniem dla dziennikarzy, bo gwarantuje tak czy owak ekonomiczne przetrwanie. A jeżeli Rakowiecki się myli i owo „przyklejanie się” (nieważne czy do PiS, PO, PSL, czy SLD) nie ma podstaw ekonomicznych, ale np. ideowe, filozoficzne, czy kto wie, jakie jeszcze? To wtedy byłoby dobrze czy niedobrze?
Powiem szczerze, że się w tej dialektyce pogubiłem. Ale na dobrą drogę wróciłem. Wątki rozsupłałem, nici powiązałem. Trzy rozmowy zainspirowały mnie do tej wypowiedzi. Że wolności może być więcej, gdy będziemy ze sobą rozmawiać. Gdy szczerze sobie powiemy, co nas boli i skąd pochodzą nasze pretensje. A panowanie nad językiem takiej debaty i powściągnięcie złych emocji byłoby warunkiem koniecznym jej sukcesu. Dziennikarski okrągły stół? Czy to jeszcze możliwe, gdy sama idea okrągłego stołu jest tak skompromitowana? Czy to jeszcze ma jakiś sens?
Oj, niedobrze, niedobrze, a może właśnie dobrze?
Marek Palczewski
9 lutego 2016
