17 października 2012 roku, godzina 17.00. Rozpoczyna się gra; na Stadionie Narodowym w Warszawie mecz Polska – Anglia; pięć kilometrów na zachód, na Foksal rozpoczyna się dyskusja o etyce. Kto wygra?
Na sali ponad 100 osób: dojrzali dziennikarze, studenci, obywatelscy blogerzy i zwyczajni odbiorcy mediów. Co ich ściągnęło na dyskusję o książce Macieja Iłowieckiego „Pilnowanie strażników. Etyka dziennikarska w praktyce”? Autor, magia nazwisk panelistów, a może głód etyki? Cokolwiek to było, wygrało z meczem, bo dla milionów Polaków znowu graliśmy o wszystko, i znowu jak 39 lat temu zremisowaliśmy. I obowiązkowo należało ten mecz zobaczyć. Taka jest siła przekazu medialnego, który potrafi nam wmówić hierarchię ważności we wszystko, w co tylko zechce. W tej hierarchii piłka jest daleko przed etyką. Dla niektórych ważniejszy był jednak głód wiedzy o etyce dziennikarskiej. Czy warto było przyjść, słuchać, rozmawiać?
Macieja Iłowieckiego znam jako prezesa (SDP), dziennikarza (Polityka, Polsat), członka Rady Etyki Mediów. Rok pracował nad książką, którą teraz promuje. Właściwie promuje zasady, którym jest wierny od lat. Wcześniej pisał o nich w „Krzywym zwierciadle”, dziś w „Pilnowaniu strażników” – zasady wolności, prawdy, niezależności, odpowiedzialności za słowo, pomocy słabszym. Pisze o manipulacji i dezinformacji, poszukuje etycznego graala, z którego mogliby pić wszyscy dziennikarze. Z uporem maniaka opisuje medialną rzeczywistość, zdobywając uznanie i narażając się na drwiny. Robi to z jakiegoś wewnętrznego przymusu, i zaraża swoim działaniem innych.
Tak się składa, że jednocześnie czytam dwie książki o etyce dziennikarskiej; obie polskie, co mnie samego zdumiewa, bo przez lata brakowało takich pozycji, a tu naraz i Maciej Iłowiecki pisze, i Jan Pleszczyński wydaje (Etyka dziennikarstwa. Edukacja. Teoria. Praktyka, współredakcja Elżbieta Pawlak-Hejno, Lublin 2012). Obie książki różne, bo pierwsza jednego autora, a druga zbiorówka. I obie różnią się znacznie, bo pierwsza pełna wiary w zbudowanie jednego systemu etycznego dla wszystkich, a druga kontrowersyjna i wątpiąca w takie cuda. Ale obie są przykładem, że o etyce dziennikarskiej trzeba mówić, a nie uważać, że nie warto, bo po co, bo przecież liczy się tylko oglądalność zapewniana przez celebrytów, podkręcane newsy i pełne nienawiści felietony.
Wczoraj, przy Foksal zdarzyło się jeszcze coś więcej. Sam wielokrotnie pisałem o walce mediów, o walce dziennikarzy między sobą, o kłótniach, sporach, wzajemnych oskarżeniach. A za stołem zobaczyłem obok siebie Michała Kobosko i Rafała Ziemkiewicza. Zgadzali się w wielu sprawach, mówili jednym językiem. Nie było zaciętości, rywalizacji na idee, nie było swarów i kłótni. W dyskusji można osiągnąć konsensus, dojść do tego, co łączy, a nie dzieli. Myślę sobie, że czasem mejle, korespondencyjne felietony, tylko dolewają oliwy do ognia. Znam własną korespondencję, kiedy czasem dynamika różnic rozrasta się i zamienia w niedający się rozwikłać spór. A wystarczyłoby spotkać się, siąść za jednym stołem i po prostu porozmawiać. W cztery oczy albo i więcej.
Nie twierdzę, że spory są niepotrzebne. Myślę, że bez różnic nie ma zmian, popychania świata do przodu. Ale dzieje się tak tylko wtedy, gdy umiemy się pięknie różnić, gdy z dobrych słów wynikają dobre czyny.
Maciej Iłowiecki wierzy, że informacja powinna być etyczna, wierzy, że dobre zasady przyjmą wszyscy. Może jest w tym naiwny, może niewielu zaakceptuje jego 17-zasadowy dekalog, ale o nich i innych etycznych powinnościach warto rozmawiać. Krzysztof Skowroński sprowokował swoim postępowaniem dyskusję o granicach zaangażowania i niezależności. Będę szczery ponownie: dziennikarstwo jest dla mnie tak długo w pełni wiarygodne, jak długo jest niezależne. Ale co znaczy niezależność dziś? Co znaczy niezależność na portalu, w gazecie czy stacji wielkiego koncernu medialnego, radiu spółdzielczym, w mediach publicznych, czy w tabloidach?
W polskim dziennikarstwie brakuje dyskusji o etyce. Orzeczenia REM, OKEM, hieny SDP nie wystarczają moim zdaniem, żeby poznać wzajemnie swoje argumenty. Przyznaję rację tym, którzy mówią, że potrzebny jest prawdziwy dziennikarski okrągły stół. Z dziennikarzami ze wszystkich stron, wszystkimi redakcjami, które tego chcą. Może być na Foksal? O moderatora się nie obawiam. Z Anglią zremisowaliśmy. W grze o etykę musimy wygrać.
Marek Palczewski
18 października 2012
