Głowie państwa należy się szacunek, ale szczególny przepis w kodeksie karnym dotyczący znieważenia prezydenta zbyt łatwo uderza w media czy internautów. Co gorsza, według Trybunału Konstytucyjnego, jest on zgodny z ustawą zasadniczą.
Media huczą od opisów kłopotów nowosądeckiego internauty, który ośmielił się zakpić z prezydenta. 17-latek przerobił film – relację ze składania kwiatów pod pomnikiem Romana Dmowskiego, by zasugerować, iż Andrzej Duda był pijany i... kwiaty kradł, a nie przyniósł wielkiemu Polakowi. Ten żart mało lotny sprowadził młodemu człowiekowi do mieszkania policję, a potem – zapewnił kłopoty z prokuraturą. I choć po tym, gdy w obronę wziął go sam prezydent, oskarżyciele zdecydowali, iż za znieważenie głowy państwa ostatecznie nie odpowie, to uznali, że postawią mu zarzut kierowania gróźb karalnych pod adresem osoby, która doniosła do prokuratury na internautę.
Jeszcze gorzej było w przypadku słynnej strony Antykomor.pl, kiedy jej autor – Robert Frycz stanął w 2011 roku przed sądem za znieważenie prezydenta Bronisława Komorowskiego. Młodego człowieka wcześniej „odwiedzili” uzbrojeni funkcjonariusze ABW i zarekwirowali jego komputer. Niewiele dały krytyczne wobec tej interwencji artykuły w mediach i wsparcie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Problemem jest bowiem nie tylko zachowanie organów ścigania i stróżów porządku. Prowadzi do tego mocno kontrowersyjny artykuł 135 kodeksu karnego, który za znieważenie prezydenta przewiduje karę do trzech lat więzienia.
Głośno krytykują ten przepis nie tylko dziennikarze, ale także wielu prawników. Niemniej w lipcu 2011 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis przewidujący karę do trzech lat więzienia za publiczne znieważenie Prezydenta RP jest zgodny z Konstytucją. Według sędziów, „sankcjonowanie znieważenia urzędującego prezydenta RP wiąże się nie tylko z szacunkiem należnym najwyższemu urzędowi w państwie, ale także z szacunkiem do samego państwa, które jest dobrem wspólnym”. Koniec dyskusji.
Dr Adam Bodnar, dzisiejszy rzecznik praw obywatelskich, a ówczesny wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka mówił po tym orzeczeniu, iż „wyrok oznacza, że każda osoba, która krzyczy pod Pałacem Prezydenckim jakieś obraźliwe hasła, powinna być pociągana do odpowiedzialności. Powstaje więc pytanie, czy tego typu troska o szacunek dla prezydenta nie spowoduje tego, że nagle Polska stanie się państwem, w którym prokuratorzy będą się zajmowali każdym przejawem mowy agresywnej wobec prezydenta”.
9 czerwca 2010 r. Helsińska Fundacja przedłożyła Trybunałowi tzw. opinię przyjaciela sądu (amicus curiae) w sprawie, która była podstawą tego orzeczenia. W ocenie Fundacji regulacja zawarta w art. 135 § 2 kk nie spełnia wymogów płynących z Konstytucji RP oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, z uwagi na nieproporcjonalnie wysoką sankcję karną oraz możliwość skorzystania przez pokrzywdzonego z wystarczającej dla ochrony jego godności ścieżki cywilnoprawnej. Ponadto obowiązujące analogiczne uregulowania (np. art. 226 § 3 kk) gwarantują odpowiedni poziom ochrony czci i godności urzędu Prezydenta RP.
Nic się jednak nie zmieniło. Kolejni internauci muszą uważać, gdyby zapragnęli puścić jakiś filmik z występem prezydenta od tyłu, tak jak zrobił to młody mieszkaniec Nowego Sącza. Pewnie dobrze się zastanowią, zanim pójdą w jego ślady. I choć żart nie jest ani specjalnie zabawny, ani wyrafinowany, nie jest też groźny. Nie chodzi przecież o to, by przy użyciu prokuratury i policji tłumić krytykę prasową i wolność wypowiedzi. Dobrze, że Andrzej Duda skomentował wejście do mieszkania internauty, pisząc na swoim profilu na Twitterze: "Gość sobie odkręcił filmik, dla jednego śmieszny, dla innego złośliwy, ale w sumie bez znaczenia, bo "odkręcony". Prokuratura? Dajcie spokój”. Niemniej kontrowersyjny przepis kodeksu nadal ma się dobrze. Może pora wyrzucić taką ochronę głowy państwa z kodeksu karnego? Trzy lata więzienia to o wiele za dużo.
Ewa Łosińska
