Rosja nam schlebia. Słuchając 22 stycznia „Wiadomości” TVP1 aż można było się wzruszyć ciepłym uczuciem braci Słowian. Rząd rosyjski sformułował wprawdzie warunek nie do spełnienia, wszak nigdy, dopóki Putin Putinem, nie dojdziemy do wspólnego stanowiska w sprawie tragedii smoleńskiej – my to znaczy RP rządzona niepodzielnie przeze PiS, i oni Rosjanie putinowscy. Ale zaraz jej prominenci, niczym wąż z drzewa Dobra i Zła zaczęli kusić - że teraz są zadowoleni, bo nasze kontakty bilateralne nie są już zablokowane; czyli innymi słowy: Rosja popiera nową konstelację polityczną Polski. I dalej: toż mamy wspólną tożsamość chrześcijańską (nb. co za bezczelność sług ateistycznego pułkownika FSB) i liberalizm Unii Europejskiej nie jest niby ani nam, ani im na pewno bliski.
Wielki niedźwiedź umizguje się tedy do nas. Ale to, niestety, nie rok 1611, kiedy car, zwany wówczas przez swych rodaków wielkim hospodarem moskiewskim, z braćmi swymi, bił czołem przed tronem Zygmunta III. Jednakże stare chwyty nie rdzewieją – Putin ima się późniejszego doświadczenia imperialnego Rosji carskiej. Katarzyna II też była łaskawa dla części magnatów polsko-rusko-litewskich i za ich namową z niemieckimi współgrabieżcami unicestwiła Rzeczpospolitą.
Dzisiaj dawny niemiecki sojusznik Rosji, a potem jej śmiertelny wróg, na razie zdominował Unię Europejską i czyni starania, żebyśmy nie byli chronieni stałą obecnością wojsk amerykańskich. Ma je u siebie, lecz wcale tym się nie raduje, raczej wyrachowuje, że na razie trzeba się z ich obecnością pogodzić. Ale zanim wybuchł kryzys migracyjny i Niemcy pogrążyły się w chaosie społecznym, zamyśliwali o złagodzeniu czy wręcz zniesieniu sankcji wobec Rosji, utrudniali nam (i utrudniają) dostęp do surowców. Drzemie w ich podświadomości sympatia do Rosji, z którą razem mogli przed stuleciami do woli okradać Europę, aż na koniec, jak to jest zawsze u gangsterów, napadali na siebie wciągając całą Europę w swe krwawe mafijne porachunki.
Remedium na teraźniejsze wewnętrzne skonfliktowanie Niemców z powodu bałaganu wywołanego przyjmowaniem bez ograniczeń uciekinierów z Afryki i Bliskiego Wschodu jest zwalczanie sanacji Rzeczypospolitej: Nareszcie mogą tworzyć wewnętrzną jedność, wspólnotę bez zakłóceń; a czym dla Niemców jest poczucie jedności (ein Volk, ein Reich, ein Führer), wie każdy uczciwy Polak. Większość Niemców w UE jednoczy się więc w rzucaniu gromów bez uzasadnień, à la Niesiołowski, na nowy polski parlament i rząd, które… niszczą demokrację Tak jak szczytem bezczelności ateistycznego Putina jest zapewnianie Polaków o wspólnych wartościach chrześcijańskich, tak szczególną perfidią Niemców jest występowania w roli radykalnych obrońców demokracji; jeszcze 70 lat olbrzymiej większości było bardzo pod rządami jednego Führera.
W tym ganieniu Polski za unicestwianie demokracji przoduje prominent UE, Niemiec, niejaki Martin Schulz. Ma czelność krytykować Rzeczpospolitą, wydobywającą się - korzystając z inwencji językowej Bartłomieja Sinkiewicza - spod kamieni kupy. Ileż buty i nienawiści do nas, do wszystkiego co wielkie pozostało w duszach Niemców! A Rosjanach azjatycka przebiegłość.
Ale na nic. Jestem absolutnie pewien, że chytrość rosyjskich polityków nie uwiedzie Prawa i Sprawiedliwości ani pycha niemiecka nie cofnie tej partii z drogi uzdrawiania Polski. Wyznawcy jej ideowości są przecież dziedzicami politycznymi Piłsudskiego, a on piętnował, nieraz w słowach nawet wulgarnych, które dyktuje ludziom jego formatu jedynie troska o to, co kochają, obezwładniający lęk przed tymi dwoma wrogami, którzy ongiś korzyli się u stóp Rzeczypospolitej – dlatego tak ją później znienawidzili.
Andrzej Nowak w artykule „Piłsudski wychodzi z kokpitu”, drukowanym swego czasu w ”Nowym Państwie” przytoczył słowa Marszałka wypowiedziane w marcu 1934 r. do byłych premierów i Józefa Becka. Wywodził, że nasze zagrożenie z położenia między Niemcami a Rosją „wyzyskiwali wszyscy nie wyłączając (mówiąc żartobliwie) nawet Murzynów. Ze strony Polaków znachodzono tylko jeden na to sposób: włażenie do dupy wszystkim, nawet Murzynom, i być w tych dupach obsrywanym”.
Czego jednak polityk nie zdoła wypowiedzieć najdosadniejszymi choćby słowami, to wyrazi artysta w błysku najgenialniejszej refleksji. Oto Cyprian Kamil Norwid w „Pieśni od ziemi naszej” napisał: „Od wschodu – mądrość-kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask z złota,
Trąd, jad i brud.
Na zachód – kłamstwo-wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy – wnętrzna bez-istotność,
A pycha pych!”
Mając w narodowym arsenale taką broń, jak świadomość polityczna Piłsudskiego i Norwida nie musimy się lękać ani o skuszenie polityków PiS przez dziedzica azjatyckiej „karności harapu” (bicza), ani ich zastraszenie pychą niemiecką.
Jacek Wegner
