27 stycznia  przypada  kolejna, 71 rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz przez  Armię Czerwoną w 1945 r. Tak, niemieckiego i w Auschwitz. Polski wtedy na mapie Europy nie było. A w czasach niemieckiej okupacji obowiązywało niemieckie prawo, niemieckie  zasady, niemiecki porządek. To Niemcy, choć w mundurach mordowali nie  tylko Polaków, Żydów czy inne nacje. To nie tylko przypomnienie, ale takie są twarde historyczne fakty. My często używając: hitlerowskie, czy nazistowskie nie zwracamy sami dostatecznej uwagi, że  chodziło o niemieckie działania na okupowanych przez niemiecką nację terenach. Okupowane były też przecież inne kraje w Środkowej i Zachodniej Europie: Belgia, Holandia, Francja, czy  Dania i Norwegia. Czyli tak jak nie było Polski na mapie, tak nie  było Belgii, Holandii, Francji (ta podzielona na pół), Danii i Norwegii.  Ale  Holokaust swój najbardziej wyrodny wymiar  miał w tej, centralnej i wschodniej części Europy. Czy  71  lat  później  wszyscy o tym pamiętają ?  A  szczególnie  ci w  Zachodniej Europie ? A co z naszą, polską polityką historyczną ?

Właśnie teraz musimy sobie stawiać takie pytania.  A  szczególnie w dniach, gdy o Auschwitz i wejściu tam Armii Czerwonej będzie znów głośno na całym świecie. Nikt nigdy nie powinien zapomnieć, co  się  stało i działo w Auschwitz i czyja to była polityka i czyjego prawa wykonywanie.

Niestety, zwroty: „polskie obozy koncentracyjne”, czy „polskie obozy zagłady” wciąż się powtarza na Zachodzie i bezustannie wpływa na tamtejszą opinię publiczną.

10 stycznia 2016 r. w weekendowym wydaniu „The Sunday Times” w  artykule „Ale ty nie wróciłeś”  wspomnienia Marceline Loridan-Ivens o jej i jej ojca  przeżyciach w  Auschwitz. Ona miała 15  lat, gdy  razem trafili do obozu, i tu uwaga „do osobnych obozów koncentracyjnych w Polsce (in Poland).  I jak podkreśla gazeta te wspomnienia  stały się bestsellerem we  Francji.  Widocznie te przeżycia są wciąż  ważne  dla wielu  czytelników w tamtej części Europy.  Ale  dlaczego  Holokaust miałby się rozgrywać w Polsce ?  Tego  brytyjska gazeta nie tłumaczy.  Manipulacja jest aż  nadto  wyraźna.  Skoro na  okupowanych terenach polskich, to może i w Polsce ?  Ta  zachodnia znieczulica i nieczułość na twarde historyczne fakty nie pierwszy raz  zastanawia. Tym bardziej, że nikt tego nie prostuje.  To znaczy redakcja nie prostuje, nie zmienia. Nie mają na to wpływu nawet wielkie autorytety. Jak chociażby  prof. Norman  Davies.  Wydawałoby się  nasz  człowiek, który pisze po angielsku, zna Polskę i jej historię jak mało kto.  Wydał mnóstwo książek i na Zachodzie i na Wschodzie.  A  tu  znana brytyjska gazeta „in Poland”.  Dodajmy, że  nie prostuje gazeta, ale opinia publiczna też nie  reaguje. Czy tak łatwo udaje się ją kupić ? Czy nie chce  znać prawdy ? A może  za tym stają politycy, inni ludzie, którzy tak łatwo wciskają  ciemnotę zachodniemu społeczeństwu ?

„Metro”, belgijska gazetka w niderlandzkim języku, wydanie z 22 stycznia 2016 r. Niewielki artykuł o Auschwitz, ma się szybko czytać. Batszewa Dagan, była więźniarka tego obozu pokazuje  buciki, które ofiarowała jej inna uwięziona:

„Miała śniadą skórę i smutne oczy. Była żoną policjanta, Niemca w Berlinie, i miała córeczkę. Córka została razem z jej mężem, a ją posłali. Była smutna i opowiadała o tej córce, jak ona tęskni, i zastanawiała się, czy wyjdzie stąd kiedyś. I ona mi zrobiła niespodziankę. Zrobiła mi te pantofelki. Powiedziała: żeby one Ciebie na wolność zaniosły” -  mówiła w trakcie przekazania pamiątki Dagan.

Krótko, ale ma chwytać za serce. I jeszcze tytuł z wyrazem „Auschwitz”. Ale zaraz na początku w lidzie napisano: „polski nazistowski obóz zagłady” (Poolse nazivernietigingskamp).  
























 

Co za niesłychana zbitka: „polski nazistowski”, to czyste fałszerstwo. Pisemko może o niewielkiej renomie, ale ziarno  zostało rzucone.  Jak „polski”, to taka zbitka  zostaje w głowie: „polski-Auschwitz”, choć każdy widzi, że nazwa jest jednoznacznie niemiecka. Znowu  żadnej, tak jak w Wlk. Brytanii,  reakcji opinii publicznej. Nikt nie protestuje. Owszem list  kieruje Artur Harazim,  ambasador RP  w Belgii. Oficjalnie zaprzecza też polska ambasada.
A  przecież wielu  czytało znakomite, oparte na nowych źródłach i szerszym dostępie do archiwów książki  Antony’ego Beevora, czy  chociażby Timothy Snydera: „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem” (wydana także w  2015 r. w Polsce).  To tu od  okupowanych polskich ziem po Białoruś, Ukrainę, kraje  bałtyckie  wymordowano  14  mln cywilów i jeńców.  Czy i o takiej historii  Europy chcemy zapomnieć ?
Jak pisaliśmy na tym portalu, wciąż toczą się 3 postępowania sprawach sądowych o użycie określeń „polskie obozy koncentracyjne’.  Oddalono  powództwo  dr J. Luberdy Zapaśnik, która jako dziecko była więźniem obozu.  Na własnej skórze odczuła, co to niemieckie obozy.  Choć  Sąd  Okręgowy w Olsztynie i Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznały, że  „cześć i godność” narodowa  zasługują na  ochronę dóbr osobistych  (nowe podejście praktyki sądowej do treści  art.  23  kodeksu cywilnego), to ponieważ użyte określenie przez portal „focus.de’ nie odnosi się do konkretnej osoby i jej dóbr, to oddalono powództwo.  Ale czekamy na rozstrzygnięcie  skargi kasacyjnej.
Sąd  Okręgowy w  Warszawie oddalił także powództwo Zbigniewa Osewskiego przeciwko „Die Welt”.
-Przeprosiny „Die Welt” nie były szczere, gdyż potem znów użyto tam słów o „polskim obozie zagłady”-podkreślał Zbigniew Osewski.
Dlatego żądał przeprosin w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej” i w „Wiadomościach” TVP1 za naruszenie dóbr osobistych, jakimi są tożsamość i godność narodowa oraz prawo do poszanowania prawdy historycznej.
Osewski pozwał niemiecki dziennik w trosce o pamięć dziadka, który zmarł w niemieckim obozie pracy w Iławie. Chciał też wpłaty przez pozwanego miliona złotych na cel społeczny oraz „zaniechania używania tych słów”. Polscy pełnomocnicy z olsztyńskiej Kancelarii „Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów: Lech Obara i współpracownicy” wnieśli apelację i czekamy na jej rozstrzygnięcie. Ale koniecznie trzeba zauważyć, że  adwokaci pozwanej niemieckiej strony, choć wnieśli o oddalenie pozwu, to przyznali, że używanie takiego „wadliwego kodu pamięci”, zwłaszcza przez niemieckie media, jest haniebne.
Trzeci pozew  wniósł ponad 2  lata  temu  do Sądu Okręgowego w Krakowie 95-letni dziś Karol Tendera. On był więźniem Auschwitz numer  100430  i tu z pewnością te określenia odnosiły się do jego dóbr osobistych. Wciąż czekamy na kolejną  rozprawę.  Ze  względu na wiek powoda zostały skierowane wnioski o  wyznaczenie niezwłocznego terminu. Rozprawę  wyznaczono jednak dopiero na 12 kwietnia  2016  r.  Zdaniem  Mec. Lecha Obary to  raczej przeciąganie procesu, a nie sprawne rozstrzyganie tej tak ważnej sprawy.  Artykuł w miesięczniku „Bez Wierszówki” Nr 10 (112) z października 2014 r. wydawanej w Olsztynie na ten temat spotkał się z  dużym odzewem. W kolejnym numerze był apel o podawanie kolejnych  przykładów tego oczywistego naruszania prawa i prawdy historycznej.  Szkoda, że środowisko dziennikarskie prawie w ogóle nie zareagowało, zarówno w kraju jak i za granicą.
Wydaje się, że  jedyną odpowiedzią na wyżej zadane pytania jest autentyczna polska polityka historyczna. Wytrwale i konsekwentnie prowadzona. Inaczej nikt nas nie przeprosi za „polskie obozy zagłady”. Niemiecki „Die Zeit” słusznie pisał, że takich przypadków jest od  110 do 130 rocznie. I tak jest cały czas.

/-/  Andrzej Dramiński
                            Wiceprzewodniczący Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
                                          Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl