Gwałtowna akcja, jak głoszą prawa fizyki, wywołuje podobną reakcję. Jak się okazuje, ta reguła ma zastosowanie także w delikatnej sferze wolności wypowiedzi. I słusznie.

 Kilka dni temu media obiegły zdjęcia byłego posła Piotra Ikonowicza w kajdankach. Został w ten sposób doprowadzony do warszawskiego sądu, bo nie stawiał się na kolejne rozprawy. Proces wytoczono mu za znieważenie prof. Bogdana Chazana – lekarza, który odmówił wykonania aborcji, powołując się na klauzulę sumienia.

 Piotr Ikonowicz znany jest z ostrych wypowiedzi i spektakularnych działań, np. w obronie eksmitowanych z mieszkań lokatorów. Tym razem jednak krytykując prof. Chazana, użył słów tak obraźliwych, że trudno bronić jego wolności wypowiedzi. Nazwał bowiem lekarza „zwyrodnialcem”, „pomyleńcem”, „człowiekiem bez sumienia”, „złem na miarę biblijną" i „wcieleniem Szatana”. Wezwał także do pozbawienia go prawa wykonywania zawodu.

 Kajdanki i towarzystwo policji w drodze do sądu to dodatkowo efekt faktu, iż Ikonowicz nie stawił się ani na posiedzenie pojednawcze (nie musiał być obecny), ani na wyznaczoną następnie rozprawę. Były poseł znalazł jednak w części mediów obrońców, bo dziennikarzy oburzyły owe skrępowane ręce i funkcjonariusze doprowadzający byłego polityka na salę sądu. Wstrząśnięty jest także sam „obrońca uciśnionych”, który napisał na znanym portalu społecznościowym: „Kiedyś walczyłem z cenzurą i za to szedłem siedzieć, teraz za napisanie jednego artykułu wprowadzają mnie skutego w asyście 8 funkcjonariuszy na salę sądową. Co się zmieniło?”

 Wolność słowa, tak cenna dla mediów i demokracji w ogóle nie oznacza jednak zgody na bezkarne opluwanie innych. Ocena postępowania prof. Chazana jest, rzecz jasna, dozwolona, ale sformułowania w rodzaju „wcielenie Szatana” to nie jest zwykła, nawet ostra krytyka. I w przypadku tak skrajnych opinii nie ma co odwoływać się do chroniących swobodę wypowiedzi orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. To on bowiem wielokrotnie stawał po stronie dziennikarzy i działaczy społecznych, którzy „grubymi słowy” oceniali np. aktywność polityków. Jak choćby w często przywoływanej sprawie Oberschlick przeciwko Austrii z 1997 roku, gdy strasburscy sędziowie uznali, że dziennikarz tygodnika „Forum” mógł nazwać Jorga Haidera z Austriackiej Partii Wolności „idiotą”. Była to reakcja na wystąpienie polityka, który oznajmił, iż: „wszyscy żołnierze podczas II wojny światowej, łącznie z armią niemiecką, walczyli o pokój i wolność. Nie można więc dzielić żołnierzy na dobrych i złych”. Twierdził również, że pomogli oni w budowie nowoczesnej demokracji. Trybunał wziął tu pod uwagę m.in. postępowanie Haidera, który „w oczywisty sposób starał się prowokować i w rezultacie wywołać ostre reakcje”.

  Podobnej prowokacji w przypadku prof. Chazana nie było. Jednak media i politycy mają prawo bardzo negatywnie oceniać jego postępowanie. Korzystali zresztą z tej możliwości chętnie i długo. Warto też przy okazji dbałości o wolność wypowiedzi przypomnieć także, że prokuratura nie dopatrzyła się w jego postępowaniu przestępstwa. Pomyślny dla lekarza był również wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący wagi klauzuli sumienia oraz finał postępowania dyscyplinarnego. Toczy się jeszcze w sądzie pracy sprawa o przywrócenie go na stanowisko dyrektora szpitala.

 To wszystko nie oznacza, rzecz jasna, że Piotr Ikonowicz na pewno proces przegra. Jak mówi dziennikarzom, „wychodzi na to, że piętnowanie zła nie jest dozwolone, jeśli jest to zło kościelne. Ja wyraziłem swoją ocenę moralną”. Może też za chwilę mieć po tej samej stronie sądowej ławy innego znanego polityka lewicy – Leszka Millera. I on bowiem, krytykując lekarza, nie przebierał w słowach. Powiedział w Polskim Radiu, iż Chazan to „religijny psychopata, który nie pozwala kobietom na badania prenatalne, zmusza kobiety, żeby rodziły dzieci, które są ciężko okaleczone i za chwilę umrą" oraz, że tacy lekarze jak Bogdan Chazan „stanowią zagrożenie dla życia kobiet”. Do niedawna chronił go immunitet, więc obrażony nie zdecydował się na wytaczanie byłemu szefowi SLD procesu. Teraz jednak, gdy ta partia nie weszła do parlamentu, taki wniosek nie jest wykluczony.

  Takie procesy to istotna lekcja dla mediów, które chętnie drukują i przytaczają skrajne opinie. Tymczasem wolność słowa ma granice – nie mają wątpliwości prawnicy. A zapisy w naszym kodeksie karnym o tzw. mowie nienawiści – utożsamianej zwykle z poglądami rasistowskimi czy antysemickimi – są zgodne z konstytucją – uznał Trybunał Konstytucyjny w 2014 roku. Dlatego na mocno krytyczne słowa warto uważać. Te wyjątkowo plugawe mogą nie doczekać się obrony. Choć, oczywiście, nie mam pewności, czy kajdanki na rękach Ikonowicza były niezbędne.

Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl