Wśród przyczyn, dla których w Polsce dzieje się tak, jak się dzieje, jedna wydaje się szczególnie dojmująca: idzie o rozpanoszenie się wszędzie lewicowej – a coraz częściej i lewackiej – myśli. Dołączył do niej z czasem komponent liberalny, wyradzający się chwilami w libertyński. I taki właśnie koktajl intelektualny stanowi od lat pożywkę dla elit intelektualnych świata po obu stronach Atlantyku. Że znalazł sprzyjający klimat także nad Wisłą – przekonywać nie trzeba, zwłaszcza po roku 1945, a jeszcze wyraźniej po Październiku ’56. W humanistyce, naukach społecznych, sztuce lewicowa alternatywa stale poszerzała zakres swego oddziaływania, eliminując poglądy narodowe, katolickie i wszelkie inne.
Nasze elity intelektualne i artystyczne syciły się lewicowym oglądem świata, lewicową myślą, a przeciętny człowiek w ogóle nie zdawał sobie z tego sprawy, tym bardziej, że panujący wówczas w Europie Środkowo – Wschodniej komunizm (w złagodzonej wersji socjalizm) podawany był do wierzenia jako jedyne kryterium myśli postępowej – antyteza kapitalistycznego wyzysku, niemal „niewolnictwa”, jakie rzekomo miało panować na Zachodzie. Czytało się książki, oglądało filmy i spektakle teatralne, słuchało różnych debat, gdzie obowiązywało lewicowe (postępowe, humanistyczne, humanitarne) myślenie, wsparte w razie potrzeby represyjnymi działaniami państwa.
Dziś lewicowe ideologie niepodzielnie panują w umysłach światowych elit, a walka z nimi jest trudna, bo te elity mają dwa atuty, bez których ani rusz: pieniądze i media. A w tej sytuacji mogą jak walec rozjeżdżać, wdeptywać w ziemię inne koncepcje, inne wizje świata.
Na nasze czasy przypada apogeum rozwoju zjawisk, koncepcji i doktryn niszczących normalną tkankę społeczną, religijną, intelektualną. Walka o równouprawnienie związków homoseksualnych, ruch gender, aborcjonizm, hurrapromocja tzw. związków partnerskich, transseksualizm, atak na klasyczną rodzinę, podkładanie ideologicznych min pod Kościół katolicki… Znamy to przecież. Opór wprawdzie się nasila, zagrożenia płynące z lewicowo-liberalnych lub lewacko-libertyńskich koncepcji są coraz czytelniejsze, a mimo to światem wciąż targają coraz to nowe pomysły i kampanie o lewicowym rodowodzie.
Warszawski Uniwersytet, największa i najważniejsza placówka naukowa w Polsce, gdzie kształci się corocznie ok. 80 tys. studentów, prowadzi np. od kilkunastu lat cykl wykładów o dość dziwacznej nazwie „Osiem wykładów na Nowe Tysiąclecie.” Jaki informują organizatorzy, czyli Uniwersytet Warszawski, w ramach tego cyklu wygłoszono już 120 wykładów, a zapowiadane są następne. Jakich wykładowców zaproszono dotąd do udziału? Lista nazwisk jest doprawdy znakomita! Barbara Skarga, Bronisław Geremek, Leszek Kołakowski, Leszek Balcerowicz, Władysław Bartoszewski, Zbigniew Brzeziński, Norman Davies, Timothy Garton Ash, Karol Modzelewski, Szewach Wajs, Tadeusz Mazowiecki, Marek Edelman, Andrzej Wajda… W głowie może się zakręcić! Nazwiska pierwszej gildii… myśli lewicowo-liberalnej. Niezależnie od specjalności wykładowców ich background ideowy jest ten sam, różnica może wystąpić jedynie w nasyceniu myślą lewicową.
Takie priorytety intelektualne ma najważniejsza wyższa uczelnia Polsce, wszechnica, gdzie studiuje rok w rok ok. 80 tys. młodych ludzi!
Pytanie retoryczne, ale zadajmy je: jak będą uformowani ludzie, którzy opuszczą mury stołecznej Alma Mater? Oczywiście te wykłady przeznaczone są nie tylko dla studentów, wstęp jest wolny, ale presja środowiska lewicowo-liberalnego z pewnością zrobi swoje, bo posłuchać przyjdą przecież i dziennikarze i artyści… Nikomu na UW nie zaświtała pewnie nawet w głowie heretycka myśl, że można zaprosić na wykłady np. prof. Ryszarda Legutkę, prof. Andrzeja Nowaka, prof. Zdzisława Krasnodębskiego czy prof. Andrzeja Zybertowicza, że z pewnością wiele ciekawego mieliby do zaproponowania słuchaczom dr Barbara Fedyszak – Radziejowska, dr Ewa Kurek, Jerzy Kalina, Jarosław Marek Rymkiewicz. Nazwisk można wymienić multum. Ba, ale to są ludzie myślący zupełnie inaczej! Inaczej – a więc – zgodnie z materialistycznym paradygmatem – niesłusznie.
Warszawski „uniwerek” nie jest jedyną tak zainfekowaną placówką naukową. Jakiś rok temu zażarty spór toczył się o to, czy na Katolickim (!) Uniwersytecie Lubelskim można prowadzić studia z zakresu ideologii i praktyki gender. Wielu było oburzonych, ale władze uczelni stanęły na stanowisku, że to tylko studia, że trzeba „rozpoznać przeciwnika”, że więc nie ma to nic wspólnego z promocją tej ideologii. I wydaje się, że tak zostało.
Lewicowość, wyradzająca się często w lewactwo, to śmiertelne zagrożenie dla ludzkiej cywilizacji. Miejmy tego świadomość. I gdzie można – stawiajmy tamy.
