Komisja Europejska spuszcza z tonu; czy dlatego że politycy z tego gremium mają dość jałowych sprzeczek o łamaniu demokracji w Polsce? A może zaczynają zdawać sobie sprawą, że brakuje przykładów i owe opinie bardziej przypominają insynuację niż dowodzenie? Byliby więc   przyzwoitsi od wielu przedstawicieli naszego parlamentu?   

W „Wiadomościach” TV1, w podstawowym dla większości Polaków źródle wiedzy o nas i świecie, 14 stycznia, dwóch posłów wygłosiło sprzeczne, chociaż podobne oceny. Paradoks: Ryszard Petru z „Nowoczesnej”, młody polityk o fizjognomii kojarzącej się z tzw. chuliganem lat sześćdziesiątych, wyciągnięty z kapelusza postkomunistycznego, odczuwa, jak przystało na nowoczesnego: bez troski o najmniejsze uzasadnienie za to obsesyjnie, że  „zagrożona jest demokracja”. Nielogiczny polityk. Jak może być zagrożone coś, czego nie ma, już  n i e  m a.  Tak bowiem stwierdził tego samego dnia przed tymi samymi kamerami poseł Stefan Niesiołowski, profesor od meszek, zaprawiony w bojach politycznych, dawny, kiedy poseł Petru zapewne raczkował albo dopiero szykował się na ten świat, opozycjonista: „demokracji w Polsce już nie ma”. Twarz profesora-posła emanowała przy tym największą powagą i odwagą, stosowną do treści i funkcji donosu na własny kraj ze świadomością, że denuncjację „przekablują” dalej korespondenci zagraniczni, szczególnie z zawsze przyjaznych nam Niemiec. I o tym, że w Polsce już skończyła się demokracja, chociaż nowy ustrój jeszcze się nie wykrystalizował, mówi nie byle kto, były wicemarszałek, stary wyjadacz zdrady i kłamstwa. Widz oglądający to wydanie „Wiadomości” głębiej przysiadł w fotelu czekając zaniepokojony, a może jedynie zaciekawiony, na uzasadnienie. Jednak  polityk zakończył swą enuncjację i telewidz nie poznał motywacji ważkiego przekonania posła;  może jedynie mu wierzyć lub nie wierzyć…  

A pozostałym politykom z Platformy „Obywatelskiej” w to graj. Im jest wszystko jedno, czy widać przejawy zanikania, obumierania, unicestwiania etc. demokracji, czy ich się nie postrzega.. Demokracja w Polsce po przegranej parlamentarnej PO-PSL jest w niebezpieczeństwie – i koniec. Oto niezmienna od 1945 r. „kultura” polityczna dużej części naszej elity.

A co będzie, jeśli wkrótce najwyższe gremia Unii Europejskiej dojdą do wniosku, że z tym zagrożeniem demokracji to trochę przesada? I nie nałożą na nas żadnych tzw. sankcji? Niesiołowski z kompanionami odwołają swe twierdzenia?

        Niemądre pytanie. To nie ta formacja polityków, w ogóle, ludzi, żeby przyznawać się do pomyłek, do niecności. Skoro Niesiołowski nie zawstydził się, nie wycofał z życia publicznego, że w książce z roku 2013 „Zamach na Lenina. Krótka historia „Ruchu” pokazałem go jako przeniewiercę idei, które wcześniej radykalnie wyznawał i zdrajcę koleżanek oraz kolegów z tamtej antyreżymowej konspiracji – to jak oczekiwać, że powinien być dzisiaj zażenowany, iż w Sejmie, a także w wielu mediach, ba, na ulicy, każdy może mówić, pisać wszystko: mądrze, głupio, prawdziwie i nikczemnie, a on twierdzi, że „demokracji już nie ma”? Wolność słowa jest pierwszym, podstawowym atrybutem demokracji, z której przecież od lat korzysta Niesiołowski wygłaszając, również od lat, coraz bardziej gorszące absurdy. Ten o zaniku demokracji w Polsce jest – już - najzwyklejszym donosem na własną ojczyznę.

Dalej - w książce napisałem też, że Niesiołowski, po aresztowaniu w czerwcu 1970 r. nienagabywany o to „przekazywał funkcjonariuszom aparatu ścigania wiadomości, którymi mógłby się poszczycić najsprawniejszy i najwierniejszy delator. Demaskował Andrzeja Czumę” donosząc, że to on zwerbował go w „miesiącu wrześniu” 1967 r. do tajnej organizacji przeciwustrojowej, którą bezpieka po aresztowaniu jej prominentów nazwała „Ruchem”. Jak zrozumieć, że Czuma był wcześniej i później, aż do dni naszych, jego przyjacielem? Nie wiem. Nie chcę popadać w fantazjowanie metafizyczne, lecz wydaje mi się, że w Niesiołowskim jest jakaś energia diaboliczna, diabelska charyzma. Chociaż? Diabeł jest podobno genialnie inteligentny. Wszelako wyobrażam sobie, że jeśli napatoczy mu się dureń, to nie pogardzi i tchnie weń swe jady.

Nigdyśmy chyba w naszej historii nie mieli tak jadowitych polityków jak Niesiołowski. Byli, owszem, zbrodniarze służący Rosji, byli i są cynicy wysokiej i niskiej klasy, głupcy w obfitości niezwykłej. Ale jadowitość polityczna była nam raczej obca. Przed wojną błąkała się gdzieś na poboczach aktywności endeckiej, ujawniała się za Gomułki, a rozkwitła dzięki Niesiołowskiemu, Tuskowi, Kopacz w przemijającej właśnie powoli III RP.

Ale jadowitość Niesiołowskiego można by uznać li tylko za przykre pro domo sua. Natomiast oczernianie donosami przed opinią międzynarodową własnego kraju – to już nikczemność nie do wybaczenia. A takich Niesiołowskich łamiących z rozmysłem ósme przykazanie jest w Sejmie tylu, ilu fanatyków i beneficjentów Platformy „Obywatelskiej”; teraz doszedł jeszcze Petru ze swą ferajną –głupców czy tylko chciwych mamony?

        Niedawno wyszła książka „Konfidenci”; napisałem tu o niej kilka słów. Wydawnictwo powinno myśleć już o następnym wydaniu (następnych wydaniach), w których do owych konfidentów, czyli tajniaków bezpieki, dopisze się dzisiejszych jawnych donosicieli z niedobitych, „niedorżniętych watah” Platformy „Obywatelskiej”: Niesiołowskiego, Sikorskiego et consortes. I nowego ugrupowania Petru. Proponuję nadać tej pracy tytuł najstosowniejszy: DONOSICIELE.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl