Poprawność polityczna, czyli sposób myślenia jaki jest narzucany społeczeństwu w sposób jednoznaczny „wali jak grzmot” w wolność słowa. I dosłownie zabija ją. Nie łudźmy się, że w społeczeństwach demokratycznych mamy faktycznie do czynienia z wolnością wypowiedzi czy wolnością działania dziennikarzy. I słowo i oni sami poddawani są różnym naciskom, ba nawet szykanom. Poczynając od własnej redakcji: redaktora odpowiedzialnego, kierownika działu, po redaktora naczelnego i-wcale tego nie ukrywajmy-właściciela danej gazety, czy stacji telewizyjnej czy radiowej, który za pomocą takich lub innych nacisków wywiera wpływ na dziennikarza i na to, co on pisze i co w ostatecznej wersji się ukazuje. Nie mówiąc o (p)oważnej (o)pozycji, która w ramach poszanowania wolności słowa i statutu dziennikarzy kazała służbom specjalnym (i to dwóm niezależnym jednostkom organizacyjnych służb) ich podsłuchiwać, gdy oni ujawnili prawdę. Uwaga ! Bo tu jest granica wolności: gdy ujawnisz prawdę ! Za to na dziennikarzy spadają ciosy i sankcje. Lepsza zamiast prawdy „ciepła woda w kranie” ? Chociaż jak widać bezwzględnie prowadzi ona do przegranej i upadku.
Czyli dziennikarz nawet jeśli coś pisze, to nie to jak naprawdę myśli i co chciałby przekazać odbiorcom. To jest taka komunikacja społeczna „na niby”, gdyż nawet w demokracji trzeba się nauczyć czytać między wierszami lub konfrontować to, co napisali różni dziennikarze w różnych źródłach by otrzymać rzeczywisty, a więc prawdziwy obraz naszej rzeczywistości. To wydaje się skomplikowane, bo takim jest. Chyba nikt się nie łudzi, że istnieje idealna demokracja (co wcale nie oznacza, że jest zła, jak wielu i w wielu publikacjach utrzymuje) i wolne media z wolnym przekazem.
O tym zderzeniu poprawności politycznej i zniewolonym słowem mogłem się przekonać sam na sali sądowej Sądu Rejonowego (Amtsgericht) w Moguncji (Mainz). Na początku sierpnia 2015 r. odbywało się przesłuchanie świadków-niemieckich pracowników ZDF, niemieckiej telewizji publicznej-Zweites Deutches Fernsehen. Na wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie (w sprawie sygn akt I C 151/14, powód 95-letni Pan Karol Tendera, były więzień Auschwitz) w Niemczech mieli być przesłuchani pracownicy stacji (po to by nie zwracać świadkom za dojazd do Polski i z powrotem, czyli oszczędność kosztów).
A powodem wszczęcia sprawy był artykuł o wyzwoleniu obozów koncentracyjnych ze zwrotem „polskie obozy zagłady w Majdanku i Auschwitz” jaki ukazał się w lipcu 2013 r. na portalu ZDF. Po interwencji Jacka Biegały, rzecznika prasowego Ambasady RP w Berlinie wyraz polskie (polnische) zamieniono na „niemieckie” (deutsche). W procesie o naruszenie dóbr osobistych Pana Karola Tendery reprezentuje go Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z Olsztyna, której jednym z radców prawnych jest niżej podpisany.
Pierwszy zeznawał Malte Borowiack, 32 letni dziennikarz. Sąd z Krakowa przesłał listę 12 pytań. Śwd. Borowiack odpowiadał skrótowo: „nie” i „nie wiem”. Za to przyznał, że korekta została zrobiona w 20 minut od interwencji (patrz wyżej: polskiego urzędnika), ale tekst w pierwotnym brzmieniu pozostawał 4 dni na stronie ZDF. Tysiące osób zdążyło go przeczytać. Drugim świadkiem była Ilona Kachel, pracownik techniczny dokonujący zmian w tekstach na portalu. Odpowiadała ogólnikowo, nawet o zmianie powiedziała „zmieniliśmy ten zapis”, bo takiego zwrotu używają w swoim zespole, zamiast imiennego wskazania. Na pytanie polskiej strony „kto dokładnie to zrobił ?” przyznała „ja to zrobiłam”.
Pani Karin Mueller, redaktor funkcyjna wyjaśniła, że takie informacje jak ten artykuł o wyzwoleniu obozów ZDF otrzymuje poprzez Deutsche Mailbox. Ogólnie takich informacji jest kilka tysięcy i ich się ani się nie redaguje, ani nie opracowuje, tylko automatycznie zamieszcza w internecie. A ta za pośrednictwem Deutsche Box trafiła z francuskiej agencji ARTE.
Te wyjaśnienia budziły dwa zastrzeżenia. Przede wszystkim dlaczego publikuje się artykuły, bez przeglądania ich ? Czy ZDF faktycznie stosuje takie praktyki ? Ale po drugie, to na to przecież oczywiste kłamstwo z użyciem: „polskie obozy koncentracyjne” nie zareagował żaden z Niemców, przeciętny zjadacz chleba z tych, co to tworzą opinię publiczną u naszego zachodniego sąsiada. A mnóstwo osób tekst na witrynie zapewne czytało. Czy Niemcy zapomnieli już o niemieckiej akcji związanej z pokutą za zbrodnie II wojny światowej ? W czasach tej pokuty taki błąd byłby zupełnie- niedopuszczalny. A co się stało teraz ? Tyle mówi się i pisze o wypędzeniach Niemców pod koniec i po II wojnie światowej. Ta obecna poprawność polityczna, to zwracanie uwagi na własne, rzekome krzywdy, a nie krzywdy innych. To może tłumaczyć dlaczego sami Niemcy nie zwrócili uwagi na taką niesłychaną nieprawdę. I poprawiają nieprawdę dopiero wtedy, gdy im się to wytknie.
Podczas niedawnych ekscesów w noc sylwestrową w Kolonii, Hamburgu i Duessledorfie właśnie ta sama ZDF od razu nie opublikowała tej informacji. Dlaczego ? Jak sama przyznała „Była to jednoznaczna zła ocena sytuacji”. Przypomnijmy, że grupy młodych mężczyzn w czasie „zabawy” pod gołym niebem otaczały młode kobiety i je dotykały w miejsca intymne (doszło nawet do gwałtów), ale też zabierali im telefony komórkowe, portfele. Szczególnie to ostatnie jest ważną informacją z punktu widzenia prewencji ogólnej. Bowiem taki czyn rozbój - kradzież połączona z użyciem przemocy wobec osoby lub groźbą natychmiastowego jej użycia albo dokonana poprzez doprowadzenie człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności. Na równi z tym należy traktować sytuację, w której pokrzywdzony pod wpływem takiej groźby natychmiast wydaje przedmiot sprawcy. W polskim kodeksie karnym w art. 280 ma on szczególnie wysokie zagrożenie karą, bowiem zaczyna się ono od 2 lat pozbawienia wolności. W rozdziale XXXV kodeksu karnego Zabór mienia tylko rozbój ma tak wysoko postawioną poprzeczkę. Inne czyny zagrożone są niższą karą dolną. Czyli i w Polsce i w Niemczech taki czyn zasługuje na szczególne społeczne potępienie. A tu stacja publiczna milczy. I to z jednego powodu. Poprawności politycznej. Bowiem Niemcy chcą być gościnni i pokazywać jak przyjmują przybyszów, czy tych, którzy szukają u nich wsparcia. A by informacja była prawdziwa (tu znowu, jak wyżej, potykamy się o prawdę, która stanowi przeszkodę dla ujawnienia informacji) należało podać, że chodzi o młodzieńców: „wyglądem przypominających przybyszów z Afryki Północnej i krajów arabskich”. Czyli tych, którzy w takiej masie zdążają do Niemiec i którym sama Pani Kanclerz Merkel zaoferowała opiekę i gościnę. W tak bardzo ważnej sprawie i przy takim czynie zagrożonym bardzo wysoką dolną karą (sąd nie może orzec niższej kary, jak od tej właśnie jak 2 lata) jedna z najważniejszych stacji telewizyjnych milczy przez kilka dni, Wolfgang Albers, szef policji w Kolonii mówi o „spokojnym i sprawnym działaniu w sylwestrową noc” (co było oczywistą bujdą). Wyraźnie zastosowano autocenzurę, by nie uderzać w proimigracyjną politykę rządu. Jaki z tego wniosek ? Na fali bezzasadnych wypowiedzi niemieckich polityków, podejrzeń, co z praworządnością w Polsce i w ogóle, co się wyprawia (szczególna nieodpowiedzialność naszej obecnej opozycji parlamentarnej), znowu w imię poprawności politycznej rządu Niemiec, a także Unii Europejskiej informacja o zupełnie normalnej sytuacji w Polsce, gdzie wygrała większość i działa zgodnie z prawami demokracji, może się nie przedostać na łamy dzienników, tygodników, czy do stacji telewizyjnych. A jeszcze jak się nazywa
za Odrą większość parlamentarną „narodowokatolicką”, to od razu Niemcom się kojarzy z „narodowym socjalizmem i nazistami ”. Mówił o tym w audycji J. Pospieszalskiego „Bliżej” 14 stycznia 2016 r. niemiecki korespondent „Der Spiegel” Jan Puhl.
I antypolski pasztet gotowy. Ale jak widać będzie to bardzo dalekie od prawdy. I jest dalekie od prawdy. Niemcy, dlaczego tak dajecie się tumanić własną propagandą ?
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
