TVP Kultura przypomniała niedawno program Tomasza Raczka z udziałem Olgi Lipińskiej. Była to – jakże by inaczej! – laurka. W treści wpisane było, że Olga Lipińska, przed laty autorka i reżyser świetnych kabaretów, była niemal wieszczką, twórczynią niepokorną i wielką wizjonerką. Wspominkom towarzyszyły fragmenty kabaretów Lipińskiej, ale jakoś tak się składało, że były to wyimki z programów stworzonych we wczesnych latach 90. A to był czas w biografii twórczej Pani Olgi dość hmmm… znamienny…

Jeszcze w końcówce lat 70, gdy walił się Gierkowski cud gospodarczy, Lipińska tworzyła kabaret „antysystemowy”, a cała Polska oglądała to z radością. I słusznie – jakże bowiem można było nie kochać „Pana Janeczka” Kobuszewskiego, „Pani Basieńki” Wrzesińskiej, „Pana Czesia” Majewskiego czy „Pana Piotrusia” Fronczewskiego (że o innych nie wspomnę), którzy wydrwiwali absurdy ówczesnego walącego się systemu. To była satyra finezyjna, ale odczytywana bez pudła – wiadomo było, w kogo godzi, kogo ośmiesza, z kogo drwi.

A potem był karnawał „Solidarności”, a jeszcze potem – stan wojenny i słynna śpiewana przez „Pana Piotrusia” Fronczewskiego piosenka „Pijmy wino za kolegów”, piosenka składająca hołd aktorom za bojkot WRON-ich mediów, zwłaszcza telewizji…

Ale gdy nastała III RP – Pani Oldze się odmieniło.

Pani Olga włączyła się w nurt szyderców, prześmiewców prawicy niepodległościowej. Wałęsa był wtedy wciąż nadzieją, społeczeństwo już orientowało się, że Balcerowicz nie jest cudotwórcą, a raczej – jak pisano o nim na murach – „doktorem Mengele polskiej gospodarki”, czytelne było konsolidowanie się „warszawki” i „krakówka” przeciw wrogom obozu „grubej kreski”, przeciw zwolennikom lustracji, przeciw „Solidarności”. Trzeba to było wszystko ośmieszyć, pokazać w zwierciadle im bardziej krzywym, tym lepiej. Więc w kabareciku Lipińskiej pojawiały się drwiny z protestujących, ze strajkujących, z głodujących, z rozpaczliwych działań ludzi, których systematycznie wysadzano z siodeł, spychano na margines, pozbawiano pracy (oczywiście dla dobra gospodarki polskiej!).

I już wtedy aktorzy, za których heroiczny gest bojkotu pito wino we wspomnianej piosence, czuli się w obowiązku doszlusować do „nowoczesnych”, do „postępowych”. Kabaret Lipińskiej stał się nie do oglądania. A jeśli go oglądano, to ze ściśniętymi sercami bądź gardłami, że tak się to obróciło, że w tę stronę poszło. Już tym artystom nie przeszkadzało, że ci, którzy również i za nich zbierali ZOMOwskie cięgi, wylatywali z pracy, teraz stali się obiektem ich drwin. Bo teraz już było można, bo to był „nasz kraj”…

Oglądałem ten program, oczywiście rozpoznawałem autentyczne postacie, które kryły się za kabaretowymi personażami, przypominałem sobie sytuacje naprawdę dramatyczne, które w dziełkach Pani Olgi stawały się sytuacjami purenonsensownymi.

I w końcu zrozumiałem: Olga Lipińska tymi programami stworzyła podwaliny pod „satyrę” współczesną, dawała argumenty „europejczykom” od Geremka, Mazowieckiego, Kuronia i Lityńskiego, a oni i ich następcy AD 2015 zrobili z nich wspaniały użytek. Dzisiejsi „kabareciarze” bardzo bliscy są w argumentacji, w ustawianiu celownika na odpowiednie obiekty tamtym postaciom z kabarecików Olgi Lipińskiej.

Bo to było w gruncie rzeczy proste – wystarczyło poprzestawiać znaki.

Dziś i w polityce, w debacie publicznej i w propagandzie i w satyrze nie robi się niczego innego, jak przestawia znaki, czyli – jak to się mawia – „robi się z tata wariata”, wywraca się wszystko na nice, „rżnie głupa” udając, że nikt się nie połapie, a nawet jak się połapie, to dostanie po łapie (!) – będzie zamilczany, zmarginalizowany, zagłuszony.

Tak – podwaliny pod dzisiejszy model satyry (chciałoby się powiedzieć: politycznej, ale to słowo zdecydowanie na wyrost!) położyła ćwierć wieku temu Olga Lipińska. Oczywiście – była od dzisiejszych „kabareciarzy” inteligentniejsza, ale to przecież nic nie zmienia. Stała się wzorcem do naśladowania, wzorcem wysokiej próby, to prawda, stąd w zestawieniu żenujące okazują się wysiłki dzisiejszych bonzów satyry. Ale po prostu pokazała, jak się to robi, jaki powinno się obierać azymut. To wystarczyło.

Mistrz z Czarnolasu napisał „nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej”. Ale przecież niekoniecznie trzeba grać dobrze. Ludzie w większości są przecież głusi…  

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl