Bardzo chciałam obejrzeć zdjęcia, o których ostatnio tak głośno, choć szczerze mówiąc, musiałam przemóc się, żeby ich poszukać. Lubię jednak wyrobić sobie zdanie na podstawie tego, co sama zobaczę. W dobie internetu zresztą trudno oczekiwać, by coś takiego dało się ocenzurować, a w obliczu kłopotów ze śledztwem smoleńskim zdjęcia są bardzo ważne.
Znalazłam je u pewnego blogera, pracującego również jako dziennikarz radia internetowego. Uprzedził on, co na nich mniej więcej jest. Umieścił najpierw inne drastyczne zdjęcia – z wojny wietnamskiej, a potem jeszcze gorsze z okresu wojny sprzed 70 lat jako próbę nerwów. Powoli wprowadzał w temat. Dał linki. Nie szokował nagłym pokazaniem strasznych wizerunków. Zrobił to fenomenalnie, z szacunkiem dla wrażliwości widza, który w każdej chwili może się cofnąć i jest stale uprzedzany, co go za chwilę czeka. Dziennikarz nie liczył na zarobek, podał to wszystko na blogu. Liczył na to, że poszerzy naszą wiedzę o sprawie.
To właściwa metoda.
Wyrobiłam sobie pogląd, nie oglądając więcej niż to absolutnie konieczne, by czuć się poinformowana. W ten kulturalny, liczący się z wrażliwością odbiorcy sposób można pokazać praktycznie niemal wszystko, co nie jest objęte ochroną prywatności.
A tabu śmierci? Przyzwoitość wobec rodzin? Każdy przyzwoity człowiek milknie w obliczu śmierci, a co dopiero śmierci tragicznej. Każdy myśli o tych co zostali, o delikatności wobec ich uczuć. Moim zdaniem jednak każdy zdrowy psychicznie dorosły powinien obejrzeć przynajmniej jedno-dwa z tych zdjęć, skoro już znalazły się w obiegu.
Obejrzyjcie te zdjęcia, chociaż jedno. Dowiecie się więcej, niż przez ostatnie 2,5 roku.
Teresa Bochwic
20 października 2012
