„Wiadomości” TVP I w piątek 27.11.2015 r. Pokazano mieszkającego w Norwegii Henryka Malinowskiego, polskiego dziennikarza (prowadzi portal ScanPress.net), który skierował skargę do Pressens Faglige Utvalg (PFU), odpowiednika polskiej Rady Etyki Mediów w sprawie zwrotu „polski obóz koncentracyjny”. Użyła go 15 sierpnia 2015 r. norweska gazeta Avisa Sør-Trøndelag w recenzji filmu „The Reader”. Początkowo sekretariat PFU nie chciał w ogóle procedować nad tą sprawą i odrzucił skargę. Ale po ponownym odwołaniu się sprawę o sygnaturze 240/15 poddano dyskusji na forum plenarnym. Była transmitowana na żywo w internecie. Odbywa się ono raz w miesiącu. Sporu nie było. Po odczytaniu przygotowanego stanowiska PFU, jej przewodniczący upewnił się, czy nikt nie zgłasza uzupełnienia. Tym samym uznał, że sprawa jest zamknięta i podał, że treść decyzji została zatwierdzona. Jak jest ostateczna wersja decyzji ? „Gazeta Avisa Sør-Trøndelag nie naruszyła dobrego obyczaju dziennikarskiego”. Jeden z członków rady zauważył, że taka sama sprawa pojawi się, gdy ktoś popełni kłamstwo i napisze, że obóz jeniecki w Grini pod Oslo, był obozem norweskim, a nie niemieckim. Nawet w kontekście tego, co najmniej dziwnie brzmi stwierdzenie przewodniczącego norweskiej rady, że sam fakt poruszenia tematu „polskich obozów koncentracyjnych” na forum głównym PFU jest dowodem poważnego potraktowania skargi polskiego dziennikarza. A ogólnie to zauważenia takiego problemu w norweskich mediach.
Ponieważ taka decyzja PFU nie jest merytorycznym załatwieniem tego skandalicznego działania norweskiej prasy, ScanPress.net jest zdania, że decyzja PFU jest pod każdym względem szkodliwa i niesprawiedliwa. Ponadto kładzie się ona cieniem na bardzo dobrych relacjach pomiędzy obydwoma krajami. I co ważniejsze. Red. H. Malinowski jest wysoce zaniepokojony brakiem zrozumienia przez PFU sensu istoty skargi- o czym mówił w piątkowy wieczór polskim widzom. Chodzi przede wszystkim o szacunek wobec milionów ofiar obozów koncentracyjnych. Poprzez przekręcenie faktów historycznych ofiary zamienione zostają miejscami ze sprawcami ich śmierci, poniesionej zwykle wskutek bestialskich czynów i skrajnego, planowego odczłowieczenia istoty ludzkiej, dokonującego się na terenie łącznie 4600 obozów w okupowanej przez Niemców Polsce.
Decyzja PFU stanowi precedens otwierający drogę do bezkarnego stosowania tego określenia w mediach norweskich, które to zjawisko trwa bez jakichkolwiek następstw już od ponad 20 lat. NRK, norweska telewizja publiczna stosuje do dzisiaj określenie „polskie obozy zagłady” w publikacjach edukacyjnych przeznaczonych dla młodzieży szkolnej, co można łatwo sprawdzić.
Znacznie szerszym echem to-nazwijmy to jednoznacznie-fałszowanie historii odbiło się w Polsce. Reduta Dobrego Imienia dwukrotnie poruszyła ten temat z Karstenem Klepsvikiem, ambasadorem Norwegii w Warszawie. Ten w wywiadzie dla ScanPress.net w dniu 19.08.2015 r. kategorycznie potępił używanie tego terminu, który „nie może być dalszy od historycznej prawdy”. Ambasador podkreślił że to Polacy byli ofiarami, a nie sprawcami.
Lokalna gazeta „Avisa Sør-Trøndelag“ piórem autorki recenzji Astrid Kufaas Morken napisała: „film pokazuje na przemian to, co wydarzyło się wtedy, kiedy to oboje zainicjowali i rozwinęli swój związek, a teraźniejszością, gdy Hanna Schmitz siedzi w sądzie oskarżona o zbrodnie wojenne popełnione na wielkiej ilości Żydów w pewnym polskim obozie koncentracyjnym”.
Niedoświadczona-jak widać-młoda adeptka pisze, co chce i żaden z odpowiedzialnych redaktorów tego nie zauważa ? Korekta też to „puszcza” ? Coś za dużo tych dziur i zwykłej, a może jednocześnie nie tak zwykłej, a raczej bardzo poważnej nieodpowiedzialności. Czy gdyby takie samo określenie pojawiło się w sprawie obozu w Grini, to reakcja Norwegów byłaby zupełna inna ? Albo kłamstwo tak często powtarzane, stało się w Norwegii „prawdą” albo działanie w rodzaju: „bronimy swoją historię, a cudza nas guzik obchodzi” ?
Tym bardziej zastanawia więc, co m.in. napisała w uzasadnieniu decyzji PFU: „Choć druga wojna światowa odchodzi już w przeszłość, komisja uznaje, że w dalszym ciągu do powszechnej wiedzy należy fakt, iż Niemcy wybudowali i prowadzili obozy koncentracyjne podczas wojny”.
Trzeba koniecznie dodać, iż swoje stanowisko PFU tłumaczyła tym, że „Avisa Sør-Trøndelag“ przeprosiła i to by miało być zgodne z zasadami przyjętymi w norweskim dziennikarstwie. A ponadto PFU uznała, co my uważamy za całkowicie haniebne, iż: „dopuszczalne jest użycie określenia „polski obóz koncentracyjny”, gdyż w interpretacji tej rady ma to oznaczać, iż chodzi o obóz położony na terenach Polski”. Przecież to jest ponowne, drugie kłamstwo. Auschwitz, jak sama nazwa wskazuje, było nazwą niemiecką i było położone na terytorium okupowanym przez Niemców. Polski wtedy po prostu nie było na mapie Europy. Zresztą-dodajmy-tak samo jak Norwegii.
W takiej sytuacji jedno jest pewne. Na pewno w dalszym ciągu będą się ukazywały określenia „polskie obozy koncentracyjne”, nie tylko w norweskich mass mediach. We wspomnianej informacji TVP I na końcu wspomniano, iż nie ma w dalszym ciągu aktywnej, polskiej polityki historycznej. I na pewno powinno to być bardzo aktywne działanie.
Ale jak widać, etyka sobie, rada sobie. Najgorsze jest chyba to, że społeczeństwo przez te lata tak dało się urobić, i nie tylko w Norwegii, bo i w Niemczech, że...nie protestuje, gdy mowa o „polskich obozach koncentracyjnych” w czasie II wojny światowej. Bowiem w przypadkach jakie zaszły w Niemczech, tak jak tu impulsem do przeprosin był sygnał od polskiego dziennikarza lub rzecznika polskiego ambasadora. Czyżby tak łatwo społeczeństwo w Niemczech i Norwegii dawało się ulepić propagandzie ? I czy jest aż tak bardzo bezkrytyczne i tu i tam ? A może to jest świadoma polityka ? Red. H. Malinowski przecież wskazuje na brak zrozumienia u PFU istoty jego skargi.
Ale może nie narzekajmy, tylko zacznijmy działać. Aktywna, mądra, polska polityka historyczna w 2016 r. jest wręcz konieczna. Nikt nas w tym nie wyręczy. Bo jak pokazuje przykład Norwegii i Niemiec społeczeństwa zachodnie są głuche-jak dotąd-na wszelkie argumenty. Bo to nie polski rzecznik prasowy, ale właśnie społeczność tych państw powinna się domagać sprostowania. Dopóki tak nie jest, nasza polityka historyczna jest wciąż za słaba.
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
