„W Olsztyńskiem bez przełomu”-tak zatytułował swoją książkę Zenon Złakowski w 1992 r. o braku radykalniejszej zmiany ustrojowej na Warmii i Mazurach „po skończeniu się komunizmu”. To w  Olsztynie  były pierwszy sekretarz  Edmund Wojnowski na zebraniu aktywu w komitecie ówczesnej jedynej „słusznej” partii pokazując na rękę powiedział: „Prędzej mi kaktus  wyrośnie na dłoni, niż w  Olsztynie powstanie „Solidarność”. 

Jak słaba i pełna buty i po prostu durna  była  to władza okazało się w  dniu pamiętnego 13  grudnia 1981 r.  NSZZ  „Solidarność”  regionu Warmii i Mazur  liczył 152 tys. członków. O tym jak piękną  kartę zapisał związek w  tym uważanym za „siedlisko czerwonych” województwie opowiadała Renata Gieszczyńska z IPN-Delegatura w Olsztynie w Instytucie Kultury Chrześcijańskiej przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa 10 grudnia 2015 r.
-Społeczeństwo przełamało obawy, zaczęto głośno mówić o bolączkach społecznych. To zrodziło silne pragnienie wolności-mówiła. - Zaczął się okres odwagi i nadziei.  Wcześniej nieznanej i zupełnie niemożliwej w kraju budującym socjalizm.


Wprowadzenie stanu wojennego miało stanowić gwałtowne załamanie dla związku. Ale było szokiem nie  tylko to, że nikt nie spodziewał się, iż  władza  porwie się na taki krok. Okazało się, że  właściwie od początku powstania „Solidarności”  szykowała się do rozwalenia wszelkich wolnościowych i demokratycznych ciągotek społecznych. R. Gieszczyńska podawałam przykład kart internowania.  Wydrukowano na nich „Ośrodek Odosobnienia w Kamińsku”. Choć  faktycznie  zawieziono ich do  Iławy.  Kamińsk w  zamyśle komuchów był  świetnym miejscem, gdyż leży prawie w szczerym polu na północy województwa. Kilkanaście kilometrów jest do najbliższego Górowa  Iławeckiego. Władza miała pecha, bo w  1981  r. był bunt  więźniów i zakład karny spalono.  Pozostawała tylko Iława.  Ale  karty  i tak były  już dużo wcześniej gotowe przed przemówieniem gen W. Jaruzelskiego w zimowy poranek 13  grudnia 1981 r.


W  noc  12/13  grudnia  1981 r. internowano 49 aktywnych działaczy „Solidarności”.  Zawieziono ich do bazy  ZOMO w Tracku pod  Olsztynem. A następnie do Iławy.  Nikt nie wiedział dokąd i po co jadą. Jeden z internowanych, sędzia Józef Lubieniecki opowiadał mi jak  autobusy wjeżdżały w las, w głęboki śnieg, a ich wyganiano.  Niejednemu  przebiegła myśl o  rozstrzelaniu.  Albo o wywózce na wschód, na Sybir.  Tak jak starszym osobom plakaty obwieszczające stan wojenny kojarzyły się z okupacją niemiecką, z  okresem wojny i zniewolenia. I potwornego upokorzenia całego narodu.  W  końcu był to stan „wojenny”. A  co się robi na wojnie?  Strzela i morduje. Bez  wyroku i bez sądu. Teraz  wielu może myśli „a  co tam stan wojenny, nie  było tak źle”.  Nic bardziej mylnego.


R. Gieszczyńska podkreślała  wyjątkowość  sytuacji dla  związkowców.  Internowano  pierwszy garnitur „Solidarności”. Ci, którzy decydowali o jego działaniach. Przed  tymi z  drugiej linii  spadły bardzo odpowiedzialne zadania.  Większość  praw i wolności zostało zawieszonych.  Wprowadzono godzinę milicyjną, nie można się  było  swobodnie przemieszczać.  Zawieszono  nauczanie w szkołach i na uczelniach. Wprowadzono obostrzenia w zakładach pracy. I w tą  „czarną noc polskiej historii” w  tym  czerwonym regionie sprawdzili  się  ci, których władza nie porwała w swoje łapy.  R.  Gieszczyńska  wymieniła:  Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych (OZOS), PSTBR, Spomasz. Tu zaczęły się strajki (w  komunistycznej propagandzie: przerwy w pracy). W  OZOS-ie zbuntowało się 200-300  robotników przeciwko „robotniczej” władzy i rzeczywistości. I bunt  trwał aż  do momentu, gdy ZOMO  ich wyprowadziło z fabryki.  Gdy  zabrakło elit „Solidarności”, byli to głównie młodzi ludzie.
A w Kętrzynie  zamknięto w więzieniu 18-letnich chłopców. Tomasz Kosior i Jarosław Lipka z tamtejszej szkoły zareagowali po swojemu, młodzieżowym buntem.  Ale wbrew zamiarom władz ich koleżanki i koledzy traktowali ich jak bohaterów.  Ducha  wolności, nawet w młodych ludziach nie udało się  czerwonym zniszczyć, zgasić  płomienia poczucia się wolnymi. Nic  dziwnego, że Federacja Młodzieży Walczącej powstała w  dalekim Kętrzynie i Olsztynie-największym mieście regionu. I to młodzi mówili, że jesteśmy przeciwko przemocy, także  solidarnościowej strony. Ale  szybko przyszła świadomość”: jeśli nas się atakuje, mamy prawo odpowiedzieć”.  W  olsztyńskim ratuszu w  szaleńczym  tempie  wydawało „kolegium ds.  wykroczeń”, działające 24 h.  Grzywny  orzekano od 3,5 tys.  do 4  tys.  zł. To była olbrzymia kwota jak na tamte czasy. Nie zapłaciłeś od razu na sali, to do aresztu na 90 dni. Tak „załatwiano” do 20 osób dziennie.


R. Gieszczyńska podawała  też  przykłady tępoty  władzy i przypadki śmieszne, gdyby nie to, że  oznaczały tragiczną sytuację dla „wybrańców losu” komuny. Ktoś  zupełnie  nie świadom,  co czerwoni wyprawiają, prawie na granicy obowiązywania  godziny milicyjnej wyszedł na zewnątrz wynieść śmieci...w  piżamie.  Przecież  tylko na  chwileczkę.  Traf chciał, że przechodził  akurat patrol. I tak go zawieźli na komisariat. Z  kubłem, w piżamie i papuciach. Na ul. Jagiellońskiej w Olsztynie już późnym wieczorem  szedł  zwykły obywatel odnieść  odkurzacz  do naprawy.  A  że  był wesołego usposobienia i  gdy  zomowiec ryknął na niego: „co tam niesiecie”, bez  chwili  namysłu  odpowiedział: „bombę”. Oczywiście  zwinięto go od razu z ową „bombą”-starym odkurzaczem.
W  Komitecie Wojewódzkim weryfikowano olsztyńskich dziennikarzy. To samo stało się z sędziami, prokuratorami.  Znanego w całej Polsce  prokuratora Stefana Śnieżko  oczywiście internowano. Janinę  Jurewicz i Danutę Profaska natychmiast odsunięto od prowadzonych śledztw.  Sprawy  przerzucano z  cywilnych prokuratur do wojskowych. Tak właśnie oskarżano Grażynę Langowską, ikonę  olsztyńskiej „Solidarności” nauczycielkę polskiego  z  samochodówki.  I  Józefę Mielnik z  Olsztyńskich Zakłądów Graficznych im. Seweryna Pieniężnego.
Drugi garnitur działaczy „Solidarności” miał bardzo ważne  zadanie. Najpierw starano się wyjaśniać za pomocą plakatów, co się naprawdę  stało w straszną grudniową noc. A  pierwsze  ulotki  rozrzucano 8 stycznia 1982 r.  Potem trzeba było wspomóc paczkami internowanych, a  paczkami i pomocą  ich  rodziny.  Na ulicach  Olsztyna  pojawiły się  ulotki „Solidarności Walczącej”.  Chociaż  formalnie jen nie było w  Olsztynie.  Ulotki przywieziono z  Wrocławia i dorobiono  winietę.  To  wtedy  aresztowano Basię Nowak w  zaawansowanej ciąży (jedyna taka osoba w Polsce), Agatę  Sidor, Wiesławę  Gregorczyk. Członków „Solidarności”  osadzano z  pospolitymi  kryminalistami. W  Barczewie siedzieli  tuż  obok  Ericha Kocha, byłego  gauleitera Prus  Wschodnich (zmarł w  1986 r.).  Choć  Andrzej Bober, Edmund Łukomski,  Andrzej Gierczak, Stanisław Mackiewicz, Tadeusz Woźniak  robili, co mogli (trzej ostatni wymieni byli na spotkaniu).


Ale  większość na sali stanowili  młodzi, a nawet bardzo młodzi ludzie.  Ci, którzy nie doświadczyli  braku niedzielnego poranka z  misiem w niedzielę  13  grudnia 1981  r.


Wielką pomoc  okazał Kościół i Komitet Prymasowski.  Represje dotykały osoby od  30  do  45  roku życia.  Gdy nie  było żadnej pracy w ich zawodzie, wielu wyemigrowało, także z ówczesnego  województwa olsztyńskiego.
R. Gieszczyńska, że  sprawców  wojny z  narodem nie  udało się osądzić.  Generałowie zmarli, zanim wydano na nich prawomocne wyroki.


Zadałem pytanie jak głęboko  SB  penetrowała  szeregi „Solidarności” ? I tu R. Gieszczyńska  sprzeciwiła się tu i ówdzie  rozpowszechnianemu poglądowi, że związek był dobrze  zawłaszczony przez  służby.
-Proszę wziąć pod  uwagę  I  Zjazd „Solidarnośći” w  Hali „Olivia” w  1981  r.-przedstawiała swój pogląd. -  Co z tego, że na sali było  ich wielu.  Nie mogli przeciwstawić się  sile  zebranych członków związku. Przecież uchwalono „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” odezwa z 08 września 1981 r. Nowy duch miał swoją moc.

W  Olsztynie ukazywał się „Rezonans”, stały tygodnik NSZZ „Solidarność”, którego  redaktorem naczelnym był Adam Jerzy Socha, działający do  dziś w SDP, członek krajowej komisji rewizyjnej. W IV 1981 powołano Niezależny Instytut Wydawniczy.

Dalej R. Gieszczyńska  odwołała się do przykładu Olsztyna.  Sekretarka Zarządu Regionu NSZZ  „Solidarność” Iga miała  pseudonim TW „X”. Mimo to  udało się  wyprowadzić tuż przed stanem wojennym 2 mln  zł. Wielka w tym zasługa Edmunda Łukomskiego.  Chociaż  dzięki  sekretarce SB wiedziało kto siedział w danym pokoju i przy którym biurku, w nocy z  12/13  grudnia  wiedzieli gdzie i czego mają szukać.  Faktem jest, że  SB  starała się wyprzedzać niektóre wydarzenia, jak wybory do Zarządu Regionu.  Był w nim esbek „Radian”.  Chciała się z nim spotkać, zbierając  materiały do historii „S”. Najpierw się zgodził, ale dosłownie na 2 min. przed spotkaniem odmówił. I jak szczur uciekł z Olsztyna.

Chichotem historii jest to, że „kaktusowy sekretarz Wojnowski” stanął na czele „ruchu  odnowy” w jedynej, słusznej partii. I wciąż jest aktywny w Ośrodku Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego, gdzie blokuje się dostęp młodym naukowcom.

Teraz też  wielu, przecież postkomuna działa,  próbuje manipulować, jak np. Trybunałem Konstytucyjnym. R. Gieszczyńska  ciesząc się ze  spotkania z taką liczbą młodych ludzi mówiła, że to może  zapewnić, iż  znikną nieprawdy jak ta, że to było „mniejsze zło”, „zaprowadzono porządek”, czy, że  to była  „wyższa konieczność”.  Chociaż  rozbudzony płomień wolności, wtedy w  latach  1980 i 1981 i próba jego zgaszenia w  grudniu 1981 r. wciąż trzeba strzec. Nie ma wolności bez prawdziwej historii „Solidarności”.

/-/  Andrzej Dramiński, Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl